Ford Fiesta ST [test]

Ci, którzy czytali pierwsze wydanie naszego magazynu, pamiętają z pewnością małego diabełka zwanego Fiestą ST. Auto spodobało się nam na tyle, że postanowiliśmy pokazać je z dwóch punktów widzenia. Oto moje wrażenia.

Kocham starą, dobrą, klasyczną motoryzację. Patrząc na auta z ostatniej dekady zazwyczaj utwierdzam się w przekonaniu, że producenci z coraz mniejszą pasją podchodzą do projektowania i budowy nowych modeli. Są na szczęście wyjątki i prezentowane auto jest na to najlepszym dowodem. Pewne senne popołudnie na początku września spędzałem przed telewizorem. W jednym ze znanych motoryzacyjnych programów dwóch pasjonatów ratowało od zapomnienia Fiestę XR2 z lat 80. XX wieku, czyli najmocniejszą ówczesną wersję. Dziś zresztą kultową i poszukiwaną nie tylko przez miłośników Forda. Niecałe pół godziny później pod moim domem stanął najmłodszy potomek usportowionej Fiesty, a więc odmiana ST. Mając za przykład ewolucję Golfa GTI zastanawiałem się, czy w podobny sposób coraz bardziej ociężałe i naszpikowane elektroniką hot-hatche Forda powróciły wreszcie do korzeni.

Ford Fiesta ST

Oględziny zacząłem od nadwozia. Charakterystyczna „paszcza”przesłonięta w tym wypadku kratką przypominającą plaster miodu wygląda bardzo atrakcyjnie, zaś umieszczony na grillu znaczek ST zdradza z czym mamy do czynienia. Ostrzej narysowane listwy progowe optycznie obniżają auto, co w połączeniu z siedemnastocalowymi obręczami prezentuje się bardzo dobrze. Chyba najciekawiej jest jednak z tyłu, gdzie króluje naprawdę duża lotka (wygląda świetnie, niestety wykonana jest z bardzo kiepskiego plastiku), no i oczywiście przekonstruowany zderzak. Do dziś zastanawiam się, dlaczego styliści Forda nie zdecydowali się na umieszczenie końcówki wydechu na jego środku. Miejsce jest przecież idealne. Ostatni szlif w przypadku testowej wersji nadały przyciemnione tylne szyby.

Ford Fiesta ST interior

Gdy już dokładnie obejrzałem naszą nową zabawkę, usiadłem w niesamowicie wygodnym fotelu Recaro. W pierwszej chwili musiałem spojrzeć na znaczek by sprawdzić, czy aby na pewno siedzę w Fordzie. Nowocześnie narysowana deska rozdzielcza, czytelne i jednocześnie atrakcyjne stylistycznie zegary i nietuzinkowy kolor podświetlenia przełączników wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, a to już sukces. Pomijając typowe dla Forda twarde i tandetne plastiki na boczkach drzwiowych i środkowym tunelu, pozostałe materiały nie budzą zastrzeżeń. Wygodna kierownica (minimalnie za cienka) również zachęca do wypróbowania jej na ciasnych zakrętach. Manualna skrzynia biegów o sześciu przełożeniach, całkowicie wyłączalny system kontroli trakcji i widniejące na papierze 182 konie mechaniczne zapowiadały dużą dawkę przyjemności z jazdy. Czas więc odpalić silnik i wreszcie ruszyć na prawdziwy test…

Ford Fiesta ST

Pierwsze, co zauważyłem wciskając pedał gazu, to równomierne przyspieszenie praktycznie aż do końca możliwości silnika. Co prawda jak w większości nowych aut prędkości nie czuć „namacalnie”, jednak obserwując wskazówkę licznika łatwo się przekonać o rzeczywistych osiągach małego Forda. W tak niewielkim bądź co bądź samochodzie osiągnięcie 100 km/h w niecałe 7 sekund to zadowalający wynik. Tym bardziej, że powyżej pierwszej setki Fiesta ST nadal bez zająknięcia prze do przodu! Zakręty to żywioł tego samochodu. Nieważne, czy jedziemy 60, 80, czy 100 km/h, dla ST szykany i łuki to środowisko naturalne, choć przy wyższych prędkościach delikatnie czuć jak opony się poddają. Dosłownie odrobinę szersze gumy najpewniej załatwiłyby sprawę. Żadnych zastrzeżeń nie mam za to co do układu kierowniczego. Jest precyzyjny i robi dokładnie to, czego oczekuje kierowca.

Łatwo przewidzieć zachowanie małego potworka, co pozwala z kolei w pełni wykorzystać jego potencjał. Dopełnieniem całości zajmuje się świetnie zestopniowana skrzynia biegów. Skok lewarka jest krótki, a biegi wchodzą precyzyjnie- zmiana przełożeń w Fieście ST to czysta przyjemność.

Ford Fiesta ST

Podobnie jest z hamowaniem. Skuteczne spowalniacze pozwalają czuć się bezpiecznie, ale i ucieszą kierowców ze sportowym zacięciem (a wierzę, że tacy właśnie sięgną po Fiestę ST), ponieważ w dużej mierze dzięki nim na każdej drodze czujemy się jak na torze wyścigowym. Dohamowanie, redukcja, zakręt i znów pędzimy przed siebie, przyspieszając w bardzo szybkim tempie. Takim harcom sprzyja również zawieszenie, które mnie osobiście pasowało nad wyraz. Tam gdzie trzeba pozwalało na komfortowe podróżowanie, a tam gdzie chciał tego kierowca bez strachu można było zabawić się w rajdowca-amatora. Jak już wspomniałem, sporo frajdy daje też sam silnik. W tak niewielkim aucie ponad 180 koni mechanicznych i 240 niutonometrów to wyniki zacne, a i na elastyczność nie można narzekać. Ale prawdziwą wisienką na torcie Fiesty ST jest dźwięk. Nie, nie chodzi mi wcale o przyzwoity zestaw audio, a o odgłosy pracy doładowanej jednostki napędowej. Turbina pięknie syczy i nie sposób „oderwać” od niej uszu! Każdemu, kto będzie miał styczność z tym autem, polecam wyłączenie radia, otwarcie szyb i znalezienie pustej, krętej drogi. Satysfakcja gwarantowana!

Ford Fiesta ST

Tradycyjnie na koniec wypada przyjrzeć się cennikowi. Listę otwiera kwota 73 500 złotych. Egzemplarz testowy był o niecałe 10 000 złotych droższy. Wypada postawić sobie pytanie: czy to dużo? Moim zdaniem cena obliczona przez Forda jest adekwatna do tego, co oferuje nam usportowiona Fiesta. Fakt, miejscami nadal mamy do czynienia z charakterystycznym dla tej marki plastikiem rodem z chińskich zabawek, ale poza tym naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Dopracowany zespół napędowy, świetne osiągi i ciekawa stylistyka na pewno zyskają zwolenników. Chyba pora zapomnieć o stereotypach dotyczących aut na F.

Przy okazji, skoro już znam Fiestę ST bez ogródek powiem, że bez wstydu może stanąć obok swej starszej siostry, która w czasach swojej młodości stanowiła jednego z najgorętszych hot-hatchy. Wierzę, że to samo stanie się także z nową Fiestą!

+ prawdziwy hot-hatch
+ doskonałe osiągi i prowadzenie
+ intrygujący, ale nie przytłaczający wygląd
+ świetne fotele

– odrobinę zbyt wąskie opony
– niektóre materiały kiepskiej jakości

Dane Techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy, doładowany, R4
Pojemność: 1596 cm3
Oś napędzana: przednia
Moc maksymalna: 182 KM / 5 700 rpm
Maks. moment Obr: 240 Nm / 1 500- 5 000 rpm
Skrzynia biegów: manualna, 6 biegów
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 3 975 / 1 709 / 1 456 mm
Rozstaw osi: 2 489 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 276 – 974
Masa własna: 1163 kg
Dane eksploatacyjne
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 6,9 s
Prędkość maksymalna: 220 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4,8 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 7,9 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 5,9 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 42 litry
Emisja CO2 [g/km]: 138

  • Alecki

    Łukasz, dzięki za śliczne zdjęcia! Ujęcia na moście Ford powinien kupić do oficjalnego katalogu.

    • Padre

      tak. niech kupi. zeby kazdy sie zastanawial co za kolor jest w katalogu, ktorego nie ma w ofercie. Przeciez to sa tak hardcorowo przerobione foty ze auta nie widac. highlights tak są podkręcone ze czarny lakier zrobil sie srerbny, metaliczny. jedno wielkie lustro. słabiutko.