W głowach wielu Polaków z pewnością pojawia się ostatnio myśl o zakupie samochodu elektrycznego. Większość kierowców zdążyła już dowiedzieć się o zakazie sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku.
Należy oczywiście pamiętać, że zakaz sprzedaży takich pojazdów nie oznacza zakazu użytkowania aut, które już posiadamy. Z czasem jednak może się zdarzyć tak, że naprawa nie będzie już możliwa i trzeba będzie sięgnąć po elektryka.
Zobacz również
Potaniał o 48 020 zł i ma hybrydę z silnikiem 2.5 l. Bagażnik? Większy niż w Hyundaiu Tucsonie
Dzięki rabatowi 43 250 zł kosztuje niecałe 114 tys. zł. Silnik 1.5 i spalanie na poziomie 5 l czynią z niego świetną alternatywę dla kombi Toyoty
Japońskie kombi za 107 900 zł stoi w salonie od 2024 roku. 3,6 l na 100 km w trasie to jego realne spalanieObecnie, pojazdy te są dużo droższe w zakupie niż ich odpowiedniki z silnikami benzynowymi czy wysokoprężnymi. Różnica w cenie szczególnie mocno jest zauważalna przy autach niższej klasy.

Nie oznacza to jednak, że zakup każdego elektryka musi się wiązać z ogromnym wydatkiem. Na rynku aut używanych pojawia się mnóstwo bezemisyjnych wozów i to w bardzo przystępnych cenach.
Dla przykładu, za Nissana LEAF pierwszej generacji trzeba zapłacić około 40 000 złotych. Mowa o aucie z 2013 roku z przebiegiem około 120 000 kilometrów.
Ładowanie używanego elektryka może być kłopotliwe
Należy jednak pamiętać, że użytkowanie takiego samochodu nie będzie wyglądało tak, jak obiecują w prospektach. Bateria z pewnością nie będzie już w najlepszej kondycji.
Pojawią się również problemy z opcją szybkiego ładowania. Nissan Leaf posiada złącze CHAdeMO, czyli japoński standard, z którego powoli rezygnują operatorzy stacji.

Pozostaje nam wtedy skorzystanie z wolniejszej wtyczki, do której zazwyczaj będziemy potrzebowali własny kabel. Wtedy, moc ładowania spada z 50 kW do 3,3 lub 6,6 kW (w zależności od wyposażenia).
Spędzimy więc przy stacji szybkiego ładowania od 7 do nawet 15-krotnie więcej czasu. Warto o tym pamiętać kupując używane auto elektryczne wyprodukowane ładnych kilka lat temu.
Obecnie, europejski standard ładowania to CCS. Tego typu złącze znajdziemy praktycznie na każdej nowej ładowarce i będziemy mogli, oczywiście w zależności od możliwości naszego auta, uzyskać moc nawet do 350 kW.

W takim przypadku, uzupełnienie stanu baterii od 5 do 80 procent powinno zajmować zaledwie kilkanaście minut. To już akceptowalny czas dla większości kierowców.



