Ford Mustang 2,3 l EcoBoost [test]

Czekaliśmy na niego tyle i w końcu jest. Mustang to europejska nowość koncernu Ford. Testujemy wersję z obrazoburczym motorem 2,3 Ecoboost. Amerykanie zadbali, aby także ten mniejszy koń był wystarczająco silny.

Bryła nowego Mustanga jest masywna. Amerykański pony car, bo takiej klasy wozem pierwotnie był Mustang na swym rodzimym rynku, jest prawdziwą amerykańską legendą. Patrząc jednak na specyfikę rynku europejskiego, to kawał samochodu. Porównując (i profanując) go do najnowszego passata jest dłuższy o 1 cm i szerszy o ponad 8. Gabaryty świetnie wykorzystali styliści, proporcje to czysty testosteron. Tylko czekać aż jakieś ugrupowanie feministek pozwie forda za ten czysty seksizm na kołach, domagając się zrównania długości maski z długością klapy, albo na odwrót. Tak być nie może. Sam design jest stworzony by się podobać, bez kompromisów. Nawiązań do samochodowej klasyki jest tyle, że fani dualizmu pt. nowoczesna technologia plus retro-stylizacja będą w pełni zadowoleni.

Szczęśliwie nie jest to retro na siłę jak choćby w Subaru Imprezie Casa Blanca. Widząc bryłę Mustanga choć przez chwilę natychmiast wiesz, że to Mustang. Obecna generacja wprowadza poczucie smaku, jakiego nie było w tym modelu od lat 60. Jak Jankes z krwi i kości, który po roku mieszkania w Mediolanie nadal jest Jankesem, ale napatrzył się już na tyle na otoczenie, by od czasu do czasu założyć coś innego niż zestaw do wypasania krów ze skóry i dżinsu. Smaczki dostrzeżemy w przetłoczeniach, ostrych liniach, wypukłościach reflektorów. Poprzednia generacja względem nowej wygląda jak nalany bramkarz klubu gogo obok kulturysty w dniu zawodów. Mustang nabrał definicji i charakteru, z trudem i jankeskim przymrużeniem oka reaguje na wszechobecne, pożądliwe spojrzenia innych uczestników ruchu.

Po otwarciu długich drzwi z szybą bez ramek kierowca zapada się w fotelu. Jest on bardzo sprężysty, wygodny, świetnie podtrzymuje górną partię pleców i głowę, otula. Zawieszenie seryjnego pakietu ”Performance” jest sztywne, ale fotele dzielnie stoją na straży ostatniego bastionu komfortu. Zza kierownicy bije po oczach długa maska z dwoma przetłoczeniami, wygląda jak wielkie kły węża przykryte metalowym kocem, drapieżnie. Sama kabina prezentuje się świetnie, materiały są znacznie lepsze niż w poprzedniku, ale nie jest to poziom obecnego segmentu premium. Całe szczęście, że to cały czas Ford i kosztuje jak na Forda przystało. Nasz samochód testowy wyceniony został na 169000 PLN. W tej cenie otrzymujemy jeżdżącą ikonę z gwarancją, nawigacją, systemem audio Shaker Pro(świetna nazwa, 12 głośników i amerykańskie popowe, przesycone basem brzmienie), skórzaną tapicerką, reflektorami ksenonowymi, czujnikami parkowania, kamerą cofania, oświetleniem ambientowym, regulacją trybów jazdy, 19 calowymi felgami, a do tego jeszcze grzanymi i wentylowanymi fotelami. Ludzie kupowaliby go dla samego faktu posiadania Mustanga, a Ford z tym wyposażeniem stworzył z niego świetną ofertę.

Ford Mustang 2015
FOT: Wojciech Krzemiński

Wizerunek rumaka jest wszechobecny – jednym to przeszkadza, innych ujmuje, ale nie da się ich przeoczyć. Na kluczyku, kierownicy, tabliczce po stronie pasażera, grillu, klapie bagażnika(wersja V8 ma już tam napis GT), struga światła spod lusterek rzuca na podłoże światło w kształcie konia, nawet kamera cofania skadrowana jest tak by widzieć konia będącego na emblemacie. Rozczulające. Siermiężne. Ale zbieżne z wizerunkiem całości.

Załóżmy na chwilę, że jest to wóz czteroosobowy. Wielu potencjalnych klientów może chcieć go w tej roli wykorzystywać. Odradzamy. To coupe z krwi i kości i takie też powinno być jego przeznaczenie. W praktyce linia dachu powoduje, że wygodnie z tyłu będzie osobom do 1.7 m lub dzieciom. Inną kwestią jest jak się wgramolić do tylnego rzędu. Niezależnie od wieku i gabarytów nie jest to łatwe.

Po odpaleniu silnika towarzyszy nam przyjemny gang dobiegający z głośników. 4-cylindry i turbosprężarka tak nie brzmią. Takie czasy. Wbijam jedynkę, skrzynia pracuje z lekkim oporem. Każdemu wbiciu biegu towarzyszy miłe dla ucha kliknięcie. Moment obrotowy pojawia się bardzo szybko, a silnik lubi się wkręcać. Dostarcza połacie frajdy, nie zawodząc oczekiwań pokładanych w muskulaturze sylwetki.

Zawsze jest jakiś mocniejszy wariant Mustanga, ale ten otwiera gamę wyśmienicie. Wiele osób kierując się stereotypami nawet nie rozważy wersji czterocylindrowej. A ma ona potężną listę stojących za nią argumentów. Po pierwsze w trasie z włączoną klimatyzacją zanotowaliśmy realne zużycia paliwa od 8 do 10 litrów. Minimalny zanotowany na odcinku 160 km wynik to 7,4 litra na 100 km. Po mieście również jest nieźle – spalanie między 9 a 14 litrów. Kierując Mustanga nie czuje się gabarytów, jest zwinny. W zakrętach trzyma się niemiłosiernie, spadam z krzesła zanim zbliżę się do limitu. To efekt świetnie zestrojonego zawieszenia i znakomitego wyważenia auta. Lżejszy przód pozbawiony kilku ciężkich kilogramów (ok. 100 kg mniej niż wersja V8) sprawia, że auto prowadzi się zaskakująco precyzyjnie, zupełnie jak europejski sportowy samochód. Do takiej jazdy przydałyby się opcjonalne fotele Recaro. Systemy bezpieczeństwa reagują w ostatniej chwili nie tłumiąc frajdy z jazdy. Możemy sobie zamaszyście wyjechać ze skrzyżowania zamiatając tyłem, by po chwili całą sytuację delikatnie wyprostowała elektronika nie czyniąc nikomu krzywdy. To lubimy, o to w takich autach chodzi. Chciałoby się, żeby więcej producentów dostrzegło potencjał odpowiedniej kalibracji systemów wspomagających jazdę. Amerykanie zrobili to, jak trzeba. 314 KM i 434 Nm generowane przez umieszczoną wzdłużnie turbodoładowaną, 4-cylindrową, 16-zaworową jednostkę o pojemności 2,3l z rodziny Ecoboost pozwala na przyśpieszenie na poziomie 5,5 s do 100 km/h i imponująco ciągnie w średnim zakresie obrotów. Tzw. turbo-dziura nie występuje, dzięki doskonale dobranej i niezauważalnie „wstającej” turbosprężarce typu twin-scroll. Po prostu współczesna technologia.

W mustangu czy po mieście, czy w trasie nie przestaje być komfortowo. To zaskakujące jak praktyczny jest ten pojazd oferując zarazem prawdziwy Mustang Experience. Bagażnik ma ponad 400 litrów, wygód nie brakuje, osiągi zadowalają, spalanie ukaja. Nie ma lepszej propozycji za te pieniądze. To value for money dla miłośników prowadzenia auta. Jeżeli tylko ktoś nie musi wozić nim całej rodziny to jest to absolutnie uniwersalny i praktyczny samochód na co dzień. Wersja z silnikiem Ecoboost jest dla kogoś kto nie musi niczego udowadniać. Nie zastąpi V8, ale sprawi, że połączenie sport i rozsądek pójdą ze sobą w parze.

Dane Techniczne:

Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy, turbodoładowany, R4
Pojemność: 2264 cm3
Oś napędzana: tylna
Moc maksymalna: 317 KM / 5600 rpm
Maks. moment Obr: 434 Nm / 3000 rpm
Skrzynia biegów: 6-biegowa manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4 784 / 2 080 / 1 381 mm
Rozstaw osi: 2720 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 408
Masa własna: 1 700 kg
Dane eksploatacyjne
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 5,7 s
Prędkość maksymalna: 235 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 7,7 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 9,5 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 8,5 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 61 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 184

Zdjęcia z jazd testowych na torze w Bednarach

3 komentarze

  1. Mam ten model 🙂 niestety trochę oszukali bo max do baku wchodzi 57l jak mam rezerwe na 10km ale faktycznie na skrzyżowaniu przy lekkim dodaniu gazu na 1 biegu zarzuca tyłem

    1. no to gratulacje:) ja czekam na swojego i juz nie moge sie doczekac, termin marzec:) i przyozdobie ten nudny krajobraz motoryzacji na naszych drogach i ja:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*