Bardzo dokładnie śledzę to, co dzieje się z cenami Audi A6 i niemal codziennie aktualizuję sytuację ofertową tego modelu. Dlatego dobrze pamiętam, ile trzeba było zapłacić za najtańsze egzemplarze jeszcze kilkanaście dni temu. Absolutne minimum za wersję z pakietem S line wynosiło 231 247 zł.
Dzisiaj jest to już 204 969 zł, więc mówimy o różnicy przekraczającej 26 tys. zł.
Zobacz również
Przecenili hybrydę plug-in ze 120 800 do 89 900 zł. Na prądzie przejedzie do 60 km i zaskakuje bagażnikiem 425 l
Hybryda kosztuje już mniej niż benzynowa wersja rok temu. Spalanie? 5,3 l na 100 km
Za 92 900 zł nie ma już mowy o ubogim wyposażeniu. Dacia Striker zmienia znaczenie wersji Essential i ma ponad 1800 km zasięguKilka takich propozycji pojawiło się na oficjalnej stronie Audi w dziale „gotowych do odbioru”. Muszę przyznać, że dwa razy sprawdzałem, czy to nie jest pomyłka, zwłaszcza że do tej pory najtańsze A6, jakie wpadło w moje ręce, kosztowało 212 696 zł i w dodatku chodziło o wersję bez żadnych opcji.

Tutaj nie dość, że dostajemy pożądany przez klientów pakiet wizualny S line, to również wiele innych rzeczy z katalogowej listy opcji. To aktualnie najtańsza limuzyna segmentu E spoza Chin, na którą łączna obniżka wynosi 57 811 zł, z ceny katalogowej 262 780 zł. I co istotne, chodzi o egzemplarze z tego roku produkcji, a nie żadne stockowe, niesprzedane sztuki.

Audi A6 za 204 969 zł nie tylko dobrze wygląda, ale ma też naprawdę dobre wyposażenie
Powiedzmy to sobie szczerze. Audi A6 musi mieć pakiet S line, żeby dobrze wyglądało. Bez niego auto po prostu wiele traci. I tutaj ten pakiet jest, więc dla większości klientów temat tego, czy warto go brać, jest zamknięty. Bo poza tym każde A6 jest już bogato wyposażone nawet w standardzie, posiadając m.in.:
- poduszki przednie, boczne poduszki powietrzne z przodu z kurtynami chroniącymi głowy oraz środkową poduszkę powietrzną z przodu
- ogranicznik prędkości uwzględniający znaki drogowe
- kamerę współpracującą z systemami asystującymi kierowcy
- pakiet systemów ochronnych i ostrzegawczych
- asystenta omijania przeszkód i przedniego asystenta skrętu
- reflektory LED
- lusterka zewnętrzne elektrycznie regulowane i ogrzewane
- asystenta parkowania Plus
- podgrzewane przednie fotele
- wielofunkcyjną kierownicę z podwójnymi ramionami i funkcją zmiany przełożenia, obszytą skórą
- 2-strefową komfortową klimatyzację automatyczną
- Audi Virtual Cockpit
- 14,5-calowy ekran dotykowy systemu multimedialnego
- bezprzewodową obsługę Apple CarPlay i Android Auto
Tu mamy również dodatki, w tym indukcyjną ładowarkę, sportowe zawieszenie S, elementy z aluminium, fotele ze skóry, 20-calowe aluminiowe felgi i pakiet naprawczy Audi Extensive na 4 lata z limitem do 120 tys. km. Pod względem stylistycznym nie można się przyczepić do niczego, bo nawet kolor prezentuje się bardzo dobrze na tej bryle nadwozia. Nazywa się dokładnie „niebieski Firmament metalik”.

Pod maską bez zbędnych eksperymentów. Minimum to motor 2.0 l
Nie trzeba też podejrzewać Audi o to, że cena jest tak niska z powodu jakiegoś ultra małego silnika pod maską. Bez obaw, tutaj mamy 2,0-litrowy czterocylindrowy silnik z bezpośrednim wtryskiem i turbodoładowaniem oraz mocą 204 KM i 340 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Całość współpracuje z 7-biegową skrzynią S tronic i przekazuje moc wyłącznie na przednie koła.
Osiągi? Według danych producenta pierwsza setka pojawia się na liczniku po 8,2 sekundy, natomiast prędkość maksymalna to 244 km/h.
I tak naprawdę jedynie spalanie może być dla niektórych negatywnym zaskoczeniem. Nie ma co ukrywać, że w mieście należy liczyć się z wartościami rzędu 10 litrów. Za to w trasie jest to już znacznie mniej, bo 6,2 l na 100 km. Cykl mieszany według WLTP to 7,3 l na 100 km, a emisja CO2 wynosi 165 g/km.

Jestem niezwykle ciekawy, jak na tę ofertę odpowiedzą BMW oraz Mercedes. Przypomnijmy, że najtańszą „piątkę” można kupić za 211 325 zł, z tym że bez „M pakietu”, więc kompletnie nie wygląda. Z M pakietem trzeba przygotować 225-230 tys. zł. Z kolei Mercedes Klasy E w ładnej „czarnej edycji” kosztuje minimum 237 804 zł, choć ma oszczędniejszego diesla pod maską. To będą ciekawe najbliższe miesiące w tym segmencie i kto wie, pewnie jeszcze przed końcem roku zobaczymy ceny poniżej 200 tys. zł.
Do tej pory tylko Lexus ES 300h kosztował 199 tys. zł, ale tylko przez chwilę.
Źródło: motofilm.pl



