„Mikrokawalerka”, która prowadzi się jak osobówka. Volkswagen Grand California zabrał mnie nad Gardę

Wakacje w Polsce już się skończyły, ale ja na początku września ruszyłem tam, gdzie lato wciąż trwało w najlepsze. Do dyspozycji miałem Volkswagena Grand Californię, więc spakowałem rzeczy, wsiadłem do kampera i obrałem kierunek na Gardę.

To nie jest mój pierwszy test Volkswagena Grand Californii. Pod koniec 2023 roku miałem już okazję spędzić z tym kamperem trochę czasu i wtedy wybrałem się nim nad polskie morze. Był to jednak zdecydowanie krótszy i mniej wymagający wyjazd. Tym razem chciałem podejść do tematu trochę inaczej.

Skoro już miałem do dyspozycji kampera, zamierzałem naprawdę poczuć, na czym polega podróżowanie takim autem. Nie tylko pojechać na kilka dni w jedno miejsce, ale zrobić trasę, podczas której kamper będzie moim środkiem transportu, sypialnią i miejscem do odpoczynku. Innymi słowy, chciałem sprawdzić, czy kemping rzeczywiście może wejść człowiekowi w krew.

Dlatego od początku wiedziałem, że chcę pojechać daleko. Najlepiej tam, gdzie na początku września wciąż będzie prawdziwe lato. Nie przejmowałem się nawet specjalnie długością trasy. W końcu jadąc kamperem, nie muszę za wszelką cenę dojechać do celu jednego dnia. Jeśli zmęczę się po drodze, mogę po prostu znaleźć miejsce, zatrzymać się i przenocować.

Wybór padł na jezioro Garda we Włoszech. I choć byłem tam już niejeden raz, tym razem miałem pewne obawy. Wcześniejsze wizyty zawsze odbywałem samochodami osobowymi, a okolice Gardy pamiętam jako miejsce pełne wąskich i ciasnych dróg, tuneli oraz odcinków, na których momentami naprawdę nie ma zbyt wiele miejsca. Teraz miałem pokonać je samochodem, który ma sześć metrów długości i trzy metry wysokości.

Volkswagen Grand California 600 Dune - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California 600 Dune – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Zastanawiałem się więc, czy Grand California nie okaże się po prostu zbyt duża na takie drogi. Czy przejazd przez wąskie tunele nie będzie stresujący? Czy mijanie się z innymi samochodami nie stanie się walką o każdy centymetr? I przede wszystkim, czy po kilku dniach nie zatęsknię za zwykłą osobówką?

Czy słusznie się obawiałem? Jak się okazało, absolutnie nie. Ale po kolei.

Volkswagen Grand California przeszła wiosną kilka zmian

Choć od kilku lat wizualnie Grand California praktycznie się nie zmienia, nie oznacza to, że Volkswagen nie przeprowadza żadnych poprawek. Wręcz przeciwnie. Co jakiś czas pojawiają się tutaj mniejsze lub większe zmiany, które są odpowiedzią na uwagi klientów albo po prostu mają poprawić funkcjonalność kampera.

W modelu na 2026 rok zmieniono przede wszystkim kolorystykę wnętrza. Pojawił się nowy blat roboczy i stolik, inaczej rozmieszczono gniazdka elektryczne, a uchwyty są teraz czarne i mają być bardziej odporne na zarysowania. Na pierwszy rzut oka nie są to wielkie zmiany, ale w takim samochodzie właśnie z takich drobiazgów składa się codzienne użytkowanie.

Volkswagen Grand California - zmywak i kuchenka, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California – zmywak i kuchenka, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Volkswagen pomyślał nawet o tak prozaicznej rzeczy jak zamykanie szafek. Zastosowano nowe zamki i lżejsze zawiasy, a w aneksie kuchennym pojawiły się praktyczniejsze siatki na ścianie. Jest też nowy kran, który można obracać, co ułatwia korzystanie ze zlewu oraz poziomica w komputerze pokładowym. 

Volkswagen Grand California 600 Dune - kabina, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California 600 Dune – kabina, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Jedno się jednak nie zmieniło. Grand California nadal bazuje na Volkswagenie Crafterze i nadal powstaje w fabryce we Wrześni. W wersji 600 można nią również jeździć z prawem jazdy kategorii B. Trzeba jednak uważać przy wyborze napędu. Wersja z napędem 4Motion przekracza limit 3,5 tony, a wtedy potrzebna jest już kategoria C.

Jak to się wszystko sprawdza? Obsługa kampera jest prostsza, niż myślałem

Muszę przyznać, że nigdy nie byłem wielkim fanem kamperów. Ten temat też nigdy specjalnie mnie nie interesował, dlatego przed pierwszym dłuższym wyjazdem zastanawiałem się, jak poradzę sobie z codzienną obsługą. Opróżnianie kasetki, dolewanie wody czy wylewanie szarej wody brzmiało dla mnie jak coś, z czym trzeba się będzie sporo namęczyć.

Wyjmowanie i instalowanie kasetki jest bardzo proste. Co ciekawe, kasetka ma nawet własne kółka i uchwyt, dzięki czemu przypomina małą walizkę. Fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo.
Wyjmowanie i instalowanie kasetki jest bardzo proste. Co ciekawe, kasetka ma nawet własne kółka i uchwyt, dzięki czemu przypomina małą walizkę. Fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo.

Teraz już wiem, że nie ma w tym nic trudnego. Volkswagen zrobił sporo, żeby korzystanie z Grand Californii było możliwie intuicyjne. Opróżnianie kasetki? Wystarczy, że ktoś pokaże to raz i później nie ma w tym absolutnie nic skomplikowanego. Dolewanie wody? Potrzebny jest wąż i dostęp do źródła wody. Szarą wodę można natomiast spuścić w wyznaczonym do tego miejscu, na przykład na kempingu. W praktyce sprowadza się to do przekręcenia jednej dźwigienki pod samochodem.

Po dwóch dniach z Grand Californią czułem się już właściwie jak u siebie w domu. Nic mnie nie zaskoczyło, nic nie powodowało stresu i przede wszystkim nie miałem poczucia, że obsługa kampera wymaga jakiejś specjalnej wiedzy.

Pamiętam, że gdy w 2019 roku miałem okazję jeździć starszą wersją tego modelu, problem sprawiło mi… spuszczenie hamulca ręcznego. Był mechaniczny i miał dodatkową funkcję zabezpieczającą auto przed stoczeniem się na kempingu. Tym razem Volkswagen zrezygnował nawet z tego rozwiązania. Zamiast niego mamy po prostu przycisk na desce rozdzielczej. I bardzo dobrze.

Volkswagen Grand California prowadzi się jak osobówka

Jeśli ktoś zastanawia się, czy tak dużym kamperem da się normalnie jeździć, Grand California szybko rozwiewa te wątpliwości. Oczywiście cały czas mamy do czynienia z sześciometrowym samochodem, ale za kierownicą naprawdę łatwo się do jego rozmiarów przyzwyczaić.

Volkswagen Grand California 600 Dune - za kierownicą, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California 600 Dune – za kierownicą, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Pomagają w tym nowoczesne systemy bezpieczeństwa i asystenci kierowcy. Szczególnie przydatny okazuje się zestaw kamer 360 stopni, który podczas manewrowania pozwala dokładnie zobaczyć, co dzieje się wokół samochodu. Sam układ kierowniczy również pozytywnie mnie zaskoczył. Jest zaskakująco precyzyjny jak na samochód o takich gabarytach, a zawieszenie całkiem przyjemnie radzi sobie z nierównościami.

Dobrze dobrany jest także silnik. Do Grand Californii trafia 2.0 litrowy diesel TDI o mocy 163 KM i maksymalnym momencie obrotowym wynoszącym 410 Nm. Wcześniej jednostka ta oferowała 177 KM, ale podczas całego wyjazdu ani razu nie pomyślałem, że tych dodatkowych koni mechanicznych mi brakuje.

Volkswagen Grand California 600 Dune - nocowanka na dziko, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California 600 Dune – nocowanka na dziko, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Nawet na autostradzie Grand California bez problemu utrzymywała wysoką prędkość i specjalnie wrażliwie nie reagowała na podmuchy wiatru. Przy 140 km/h prowadziła się stabilnie i pewnie, a 410 Nm robiło swoje, gdy trzeba było coś szybko wyprzedzić.

Na plus jest również duży zbiornik paliwa. Ma aż 75 litrów, więc przy średnim spalaniu na poziomie około 10 l na 100 km można liczyć na około 700 km zasięgu. Podczas testu udało mi się zejść nawet do 8,9 l na 100 km, choć przyznam, że był to raczej wynik z kategorii „udało się”, a nie coś, czego należy spodziewać się na co dzień.

Volkswagen Grand California - spalanie 8,9 l / 100 km, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California – spalanie 8,9 l / 100 km, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Jedziesz Grand Californią na kemping? Spytaj o prąd

Kompletnie niepotrzebne okazały się moje wcześniejsze wyobrażenia o jeździe Grand Californią po włoskich drogach. Nawet na ciasnych trasach w okolicach Limone sul Garda samochód radził sobie bez większych problemów. Po kilku dniach przestałem się całkowicie przejmować jego wymiarami.

Bardzo przydatna okazała się aplikacja Park4Night. Wcześniej nawet nie wiedziałem, że istnieją tego typu aplikacje. Można w niej znaleźć miejsca, w których kamperem można zatrzymać się na kilka godzin albo zostać na noc. Po tym wyjeździe trudno mi sobie wyobrazić podróżowanie kamperem bez takiego narzędzia.

Bywałem więc tam, gdzie chciałem, a na dwa dni postanowiłem sprawdzić również, jak wygląda korzystanie z profesjonalnego kempingu. Wybrałem Camping Sirmione. Miałem tam dostęp do łazienki, prysznica i dwóch dużych basenów. Jedna noc kosztowała 55 euro (dla trzech osób), a w cenie był również dostęp do prądu.

I właśnie z tym prądem we Włoszech trzeba uważać. Jako laik po prostu pytałem na kempingu o dostęp do prądu, nie zastanawiając się specjalnie nad jego mocą. A to dość istotna różnica, bo Grand California, którą jechałem, była wyposażona w klimatyzację.

Na tym konkretnym kempingu dostępne były gniazda 3 amperowe. Okazało się, że to za mało, żeby uruchomić klimatyzację. Po jej włączeniu po prostu wywalało bezpieczniki. Potrzebne jest minimum 5 amperów.

Volkswagen Grand California na kempingu, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California na kempingu, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Możecie sobie tylko wyobrazić, jak się czułem, gdy temperatura nawet w nocy sięgała 28 stopni. Na szczęście Grand California ma mnóstwo okien. Wszystkie otworzyłem i zrobiłem porządny przeciąg. Volkswagen pomyślał również o moskitierach, więc przy otwartych oknach owady nie urządzały sobie w środku imprezy.

I właśnie takie drobiazgi sprawiają, że po kilku dniach zaczyna się rozumieć, jak dobrze przemyślanym samochodem jest Grand California.

Sama Garda zaskakuje. Jest taniej, niż się spodziewałem

Przez dłuższy czas Włochy nie były wysoko na mojej liście kierunków wakacyjnych. Sporo materiałów, które widziałem w internecie, przedstawiało różne problemy związane z bezpieczeństwem. Na miejscu szybko przekonałem się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

W każdej miejscowości nad Gardą, w której byłem, czułem się bezpiecznie. Co więcej, kilka razy nocowałem również poza oficjalnym kempingiem i nie miałem z tego powodu żadnych nieprzyjemnych sytuacji.

Volkswagen Grand California na parkingu nad Gardą, na którym można zatrzymać się kamperem. Fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California na parkingu nad Gardą, na którym można zatrzymać się kamperem. Fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Największym zaskoczeniem okazały się jednak ceny. Od kilku lat jeżdżę do Chorwacji i nie da się ukryć, że w ostatnim czasie zrobiło się tam wyraźnie drożej. Tymczasem nad Gardą za Aperola płaciłem zazwyczaj około 3–4 euro. Dobra kawa kosztowała 1,5–2 euro, a świeżo wypieczony croissant kolejne 1–1,5 euro.

Najbardziej zapamiętałem jedną kolację w restauracji z oceną 4,7/5 na około 3000 opinii. Za trzy osoby zapłaciliśmy 44 euro. W tej cenie była pizza, makaron, dodatkowe danie, dwa Aperole, sok i kawy. Jak na tak turystyczne miejsce, byłem naprawdę zaskoczony.

W kamperze samo dotarcie do celu przestaje być najważniejsze

Po tym wyjeździe chyba najbardziej zmieniło się moje podejście do samego podróżowania kamperem. W zwykłym samochodzie zazwyczaj myślimy o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do celu. W kamperze jest trochę inaczej. Sama podróż staje się częścią wyjazdu.

Volkswagen Grand California - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Volkswagen Grand California – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Miałem nawet sytuację, w której około godziny 23 po prostu zachciało mi się spać. Nie musiałem szukać hotelu ani zastanawiać się, ile kilometrów zostało do celu. Zjechałem na parking, umyłem się, skorzystałem z toalety i położyłem spać. Rano mogłem ruszyć dalej.

I wtedy pomyślałem sobie: no tak, to można żyć.

Volkswagen Grand California jest tańszy, niż można się spodziewać

Wydawać by się mogło, że taka „kawalerka na kołach” kosztuje majątek. Tymczasem w ostatnim czasie dealerzy Volkswagena oferowali na Grand Californię naprawdę duże rabaty.

Niedawno można było kupić fabrycznie nowy egzemplarz z placu za równe 300 tys. zł brutto, czyli po obniżce ceny o 100 tys. zł.

Czy to dużo? Jeśli spojrzymy na Grand Californię wyłącznie jak na samochód, zdecydowanie jest to spora kwota. Jeśli jednak potraktujemy ją jako samochód, sypialnię, kuchnię i łazienkę w jednym, którą dodatkowo możemy zabrać ze sobą praktycznie wszędzie, perspektywa trochę się zmienia.

Jezioro Garda, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Jezioro Garda, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Po kilku dniach spędzonych w tym kamperze zdecydowanie lepiej rozumiem, dlaczego niektórzy naprawdę się w to wciągają. Po prostu wsiadasz, ruszasz i możesz zatrzymać się dokładnie tam, gdzie masz ochotę. I chyba właśnie to jest w kamperze najfajniejsze.

A Grand California? Jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z kamperami, trudno mi wyobrazić sobie prostszy i przyjemniejszy samochód na początek. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu, obsługa nie wymaga specjalnej wiedzy, a za kierownicą można bardzo szybko poczuć się jak w zwykłym samochodzie. Po moim wyjeździe nad Gardę wiem jedno: gdybym miał ponownie ruszyć w taką podróż, Grand California byłaby jednym z pierwszych samochodów, po które bym sięgnął.

Lody w cytrynie. Proste, ale jakie dobre, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Lody w cytrynie. Proste, ale jakie dobre, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Źródło: motofilm.pl