Forthing jako jedna z pierwszych chińskich marek w Polsce dał się poznać przede wszystkim za sprawą modelu T-FIVE, którego wielu nazywało „chińskim Lamborghini Urusem”. Oczywiście poza delikatnym podobieństwem stylistycznym oba samochody nie mają ze sobą nic wspólnego. To był po prostu SUV z Chin z kiepsko działającymi asystentami kierowcy, bardzo paliwożernym silnikiem 1.5 i wykończeniem, które jak na współczesne chińskie samochody wyraźnie odstawało od konkurencji.
Właśnie dlatego przed odbiorem Forthinga S7 nie miałem wobec niego większych oczekiwań. Tym bardziej gdy zobaczyłem cenę wynoszącą 159 900 zł. Po przejechaniu pierwszych kilkuset kilometrów mogę jednak śmiało powiedzieć jedno. To samochód, który pokazuje zupełnie nowe oblicze tej marki.
Zobacz również
Forthing przy projekcie stylistycznym oczywiście znowu szukał inspiracji w świecie supersamochodów. Tym razem projektanci postawili na połączenie Mercedesa-AMG GT 4-Door z Porsche Panamerą. I trzeba przyznać, że wyszło to naprawdę dobrze. S7 wygląda nowocześnie, ma bardzo proporcjonalną sylwetkę i skutecznie przyciąga spojrzenia na ulicy. Co więcej, jest jednym z najbardziej aerodynamicznych samochodów produkowanych seryjnie. Współczynnik oporu powietrza wynosi zaledwie 0,19 Cx. Dla porównania nawet elektryczny Mercedes EQS osiąga 0,20 Cx.

Forthing S7 kosztuje w Polsce 159 900 zł i już w tej cenie oferowany jest z praktycznie pełnym wyposażeniem. Jedyną opcją wymagającą dopłaty pozostaje niestandardowy lakier nadwozia, wyceniony na 2900 zł. Sprawdźmy więc, co dokładnie klient otrzymuje za te pieniądze.
Forthing S7 to bogato wyposażony samochód. Importer traktuje go jako model premium
Chińczycy przyzwyczaili nas do tego, że niemal wszystko oferują już w standardzie. W przypadku S7 jest podobnie. Klient otrzymuje między innymi:
- 6 poduszek powietrznych
- Liczne systemy bezpieczeństwa i systemy wspomagające kierowcę
- Reflektory LED oraz tylne światła LED
- System kamer 360° z kamerą cofania HD
- Cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 8,8 cala
- Centralny ekran systemu multimedialnego o przekątnej 14,6 cala
- Bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto
- Bezprzewodową ładowarkę na dwa smartfony
- Wielofunkcyjną kierownicę
- Adaptacyjny tempomat
- Jednostrefową klimatyzację automatyczną
- Podgrzewane przednie fotele
- Wentylowany fotel kierowcy
- Elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika
- Fotele wykończone skórą ekologiczną
- Dach panoramiczny o powierzchni 1,9 m²
- 19-calowe felgi aluminiowe z oponami 235/45
Narzekać naprawdę nie ma na co. Jedno to jednak lista wyposażenia, a drugie to sposób, w jaki wszystko działa. W T-FIVE czy U-Tourze byłem mocno rozczarowany pracą systemów wspomagających kierowcę. W S7 jest pod tym względem o klasę lepiej. Adaptacyjny tempomat nie próbuje walczyć z kierowcą i bez problemu radzi sobie nawet w gęstym wakacyjnym ruchu. Czyli jednak się da. Tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego podobnie nie działa to w pozostałych modelach marki.
Równie dużą zmianę widać we wnętrzu. W S7 nie ma już wrażenia taniego chińskiego samochodu, które towarzyszyło mi w T-FIVE czy U-Tourze. Materiały są miękkie, wnętrze wygląda schludnie, a jakością wykonania nie widzę większych różnic względem innych chińskich marek, takich jak Geely czy Omoda.


Faktem jest, że niemal wszystkimi funkcjami steruje się za pomocą centralnego ekranu dotykowego, ale poza sporadycznymi „zwiechami” działa on zaskakująco dobrze. Producent pomyślał nawet o szybkim przełączaniu między systemem samochodu a Apple CarPlay lub Android Auto.
Idealnie jednak nie jest. Przy pierwszym połączeniu CarPlay działał bez zarzutu, ale później mój telefon bardzo często nie chciał połączyć się automatycznie i musiałem konfigurować go od nowa. Brakuje również języka polskiego w menu. Z drugiej strony interfejs jest na tyle prosty, że nawet osoby znające jedynie podstawy języka angielskiego powinny bez większego problemu się w nim odnaleźć.

Forthing w końcu proponuje samochód, który jest nie tylko ciekawy, ale i przyzwoity
Przede mną i testowym Forthingiem S7 jeszcze co najmniej 700 km. W tym czasie zamierzam sprawdzić go w różnych warunkach, również na autostradach. Oczywiście przygotuję z tego osobną publikację.
Jedno mogę jednak powiedzieć już dziś. Po pierwszych kilkuset kilometrach jestem szczerze zaskoczony. Samochód ma swoje wady, a najwięcej zastrzeżeń mam do multimediów, ale poza tym naprawdę trudno mi się do czegoś poważniejszego przyczepić. Jeździ się bardzo przyjemnie, choć trzeba pamiętać, że jest to nisko zawieszony sedan, a nie SUV. Spodziewam się, że łatwo go uszkodzić go na krawężnikach.

Jest jeszcze jedna rzecz, która może okazać się problemem. Producent podaje, że ładowność wynosi 300 kg. Oznaczałoby to, że cztery dorosłe osoby ważące po około 100 kg i ich bagaże grubo przekraczają dopuszczalną wartość. Pytanie tylko, czy są to wyłącznie dane techniczne wynikające z homologacji, czy rzeczywiście samochód jest aż tak ograniczony. To również zamierzam sprawdzić podczas dalszego testu.
Tak czy inaczej, Forthing S7 za 159 900 zł robi naprawdę bardzo dobre wrażenie. I nie chodzi wyłącznie o pierwsze kilometry. Po kilku dniach za kierownicą uważam, że jest to zdecydowanie najlepszy samochód, jaki do tej pory stworzył Forthing. Szczerze mówiąc, jeszcze kilka dni temu powiedziałbym, że Forthing prędzej czy później zwinie się z polskiego rynku. Dziś mam już zdecydowanie bardziej mieszane uczucia. Widać, że marka ostro wzięła się do pracy i w końcu zaczęła wyciągać wnioski z wcześniejszych błędów.

Źródło: motofilm.pl






