Chińskie marki, takie jak MG czy Omoda, potrafią zaskakiwać cenami na tle europejskich rywali, ale mało która dosłownie szokuje wyceną swojego samochodu. Właśnie to udało się marce DFSK w przypadku modelu E5.
Ten chiński SUV jest dziś oferowany za 109 900 zł. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby pod maską pracował zwykły silnik spalinowy, a samochód oferował pięć miejsc. Tymczasem mówimy o 7-osobowym SUV-ie z napędem PHEV, bogatym wyposażeniem oraz nadwoziem o długości 4,76 m. To wymiary porównywalne z Mazdą CX-60 czy Skodą Kodiaq.
Zobacz również
W tym przypadku chodzi o egzemplarz wyprodukowany w 2025 roku, ale to też nie jest nic nadzwyczajnego. Samochody z tego rocznika wciąż można znaleźć również u wielu innych producentów, choćby w Toyocie. Sprawdźmy więc, co dokładnie oferuje DFSK E5.

Wyposażenie obejmuje kamerę cofania i reflektory LED. Cała tajemnica tkwi w braku części systemów bezpieczeństwa
Gama DFSK E5 została w Polsce podzielona na dwie wersje wyposażenia: Comfort oraz Prestige. Oferowana za 109 900 zł jest ta pierwsza i od razu zwraca uwagę jedna rzecz. Samochód został pozbawiony większości nowoczesnych systemów wspomagających kierowcę. Nie znajdziemy tu między innymi asystenta utrzymania pasa ruchu, systemu ostrzegania o ruchu poprzecznym z tyłu, ostrzegania o kolizji z tyłu czy ostrzeżenia o otwarciu drzwi.
Ktoś może więc zapytać, jakim cudem DFSK E5 otrzymał europejską homologację. Odpowiedź jest prosta. Ten model nie posiada homologacji europejskiej i nie musi jej posiadać, ponieważ sprzedawany jest na homologacji jednostkowej. To w dużej mierze tłumaczy tak niską cenę.
Pytanie brzmi więc, co otrzymujemy za te pieniądze. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego:
- 4 poduszki powietrzne
- Klimatyzacja półautomatyczna
- System kontroli trakcji (ASR/TCS)
- System wspomagania ruszania pod górę
- Auto Hold
- Kontrola zjazdu ze wzniesienia
- Kamera cofania
- Elektryczna regulacja fotela kierowcy
- Elektryczna regulacja fotela pasażera
- Podgrzewane i wentylowane przednie fotele
- Reflektory LED
- Światła do jazdy dziennej LED
- Automatyczne włączanie świateł
- System multimedialny z ekranem 12,3 cala z Apple CarPlay i Android Auto
- Menu w języku polskim
- 4 głośniki
- System Passive Entry Passive Start
- Tempomat
- Elektroniczny wybierak skrzyni biegów
- Wybór trybu jazdy
- System zarządzania temperaturą akumulatora
- Vehicle-to-Load (V2L)
- Ładowarka AC 6,6 kW
- Felgi aluminiowe 18 cali
- Tylne czujniki parkowania
- ABS z EBD
- ESP
- Elektroniczny system wspomagania hamowania
- 7-calowy zestaw wskaźników LCD
Jak na tę cenę wyposażenie i tak wygląda bardzo dobrze. Szczególnie zaskakuje obecność menu w języku polskim, którego do dziś nie doczekaliśmy się choćby w znacznie popularniejszym Forthingu.

Napęd PHEV pozwala przejechać do 87 km na prądzie
Jeśli chodzi o napęd, całość opiera się na 1,5-litrowym silniku benzynowym, współpracującym z jednostką elektryczną, akumulatorem o pojemności 17 kWh oraz przekładnią E-CVT. Łączna moc układu wynosi 217 KM, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7,4 sekundy.
Producent deklaruje zasięg całkowity sięgający 1150 km, natomiast w trybie elektrycznym samochód ma przejechać do 87 km. W katalogu zabrakło jednak informacji o zużyciu paliwa po rozładowaniu akumulatora.

Brzmi pięknie i kolorowo, ale jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Pod względem technicznym nie wszystko wygląda już tak idealnie. Przede wszystkim prędkość maksymalna jest niska i wynosi 165 km/h. Nie chodzi już o sam fakt jej osiągania, bo w Polsce i tak nie można tego robić. Doświadczenie nauczyło mnie jednak, że tak nisko ustawiony V-MAX w chińskim aucie często zwiastuje, że nie prowadzi się ono najlepiej i bardzo trudno jest mu utrzymywać prędkość 140 km/h. Z przekładnią E-CVT należy się też spodziewać, że po rozładowaniu akumulatora będzie potwornie głośno. Zresztą to również domena choćby Chery Tiggo 4.
Tak czy inaczej, propozycja DFSK wydaje się zaskakująco rozsądna. Za 109 900 zł trudno znaleźć drugi 7-osobowy SUV z napędem PHEV oferujący podobne możliwości. Warto jednak pamiętać, że marka dopiero buduje swoją pozycję na polskim rynku. Jeżeli sprzedaż nie osiągnie odpowiedniego poziomu, jej przyszłość może stanąć pod znakiem zapytania. To ryzyko, które każdy potencjalny klient powinien wziąć pod uwagę. Z drugiej strony tak atrakcyjna cena sprawi, że dla wielu osób będzie to kompromis wart rozważenia.
Źródło: motofilm.pl






