Muszę przyznać, że gdy w połowie lipca pisałem o pierwszej znaczącej obniżce na Forthinga T-Five, nie spodziewałem się, że kolejna nadejdzie zaledwie dwa tygodnie później. Tak się jednak stało, dzięki czemu tego chińskiego SUV-a można dziś kupić za mniej niż 100 tys. zł.
Chodzi oczywiście o egzemplarz z rocznika 2025, ale Forthing nie jest pod tym względem wyjątkiem. Wiele marek, w tym Kia, Volkswagen czy Hyundai, nadal dysponuje niesprzedanymi samochodami z ubiegłego roku.
Zobacz również
Ile więc trzeba dziś zapłacić za T-Five’a, którego cena katalogowa wynosi 135 900 zł? Już nie 109 899 zł, lecz 99 900 zł. Z taką ofertą wyszedł jeden z autoryzowanych dealerów Forthinga. Co istotne, prezentowany egzemplarz został pomalowany płatnym lakierem „ciemno szary metalik” za 2900 zł, który w tym przypadku jest już wliczony w cenę. Przyjrzyjmy się bliżej temu modelowi.

Pod względem wyposażenia Forthing T-Five nie zawodzi. Jak to Chińczyk
W związku z tym, że T-Five oferowany jest w jednej wersji wyposażenia, już w standardzie otrzymujemy bardzo bogate wyposażenie. Mamy tutaj między innymi elektrycznie otwieraną klapę bagażnika oraz elektrycznie otwierany dach panoramiczny. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego:
- ABS z EBD, ESP i ASR, czyli elektroniczne systemy kontroli toru jazdy, siły hamowania i trakcji
- Czujniki zapięcia pasów bezpieczeństwa
- Asystent ruszania na wzniesieniu
- Asystent zjazdu ze wzniesienia
- 12,25-calowy cyfrowy zestaw wskaźników
- 12,25-calowy wyświetlacz systemu multimediów
- System kamer 360 stopni 2D/3D HD
- Przednie i tylne czujniki parkowania
- Android Auto i Apple CarPlay
- Radio FM/AM/DAB+
- Wielofunkcyjna kierownica pokryta skórą ekologiczną
- System audio z zestawem głośnomówiącym Bluetooth i sześcioma głośnikami
- Klimatyzacja automatyczna z systemem oczyszczania powietrza PM 2,5
- Elektrycznie regulowany w ośmiu kierunkach i podgrzewany fotel kierowcy
- Elektrycznie regulowany w czterech kierunkach i podgrzewany fotel pasażera
- 19-calowe felgi aluminiowe z oponami 235/55
- Tapicerka ze skóry ekologicznej w kolorze czarnym z czerwonymi nićmi
Ale żeby nie było, mimo bogatego wyposażenia wcale nie jest tutaj tak dobrze pod względem jakości wykonania jak choćby w Chery czy MG. Zastosowano wyraźnie gorsze materiały wykończeniowe, które może i dobrze wyglądają, ale w dotyku nie są szczególnie przyjemne. Ich tanie pochodzenie zdradza również charakterystyczny zapach „chińskiego sklepu”, który w modelach konkurencji pojawia się coraz rzadziej. Na plus należy natomiast zaliczyć bagażnik o pojemności 480 litrów oraz przestronne wnętrze. Forthing T-Five ma 4565 mm długości, a więc jest nawet większy od Volkswagena Tiguana, który mierzy 4539 mm.

Forthing jest dumny z silnika, bo to japońska konstrukcja
Jeśli chodzi o to, co pracuje pod maską, to właśnie tym handlowcy Forthinga chwalą się jako pierwszym. Znajdziemy tam 1,5-litrowy silnik Mitsubishi o mocy 177 KM. Japońska konstrukcja od razu kojarzy się z niezawodnością i jak dotąd faktycznie trudno jej coś zarzucić. O poważniejszych problemach z tą jednostką praktycznie się nie słyszy.
Mimo dość dużej mocy nie należy jednak do szczególnie dynamicznych. Pierwszą setkę osiąga w 9 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 180 km/h. Z dużym dystansem trzeba też podejść do deklarowanego zużycia paliwa. Producent podaje 7,4 l na 100 km, ale osiągnięcie takiego wyniku jest nierealne. Nawet wskazania komputera pokładowego na poziomie 9–10 l budzą moje wątpliwości. Tak się składa, że obecnie testuję hybrydę REEV i dopiero tam można liczyć na spalanie rzędu 7–8 l na 100 km, i to przy bardzo spokojnej jeździe.

Forthing T-Five nie jest jeżdżącym ideałem. Ma również sporo innych wad, takich jak bardzo słabo działające systemy wspomagające kierowcę. Z drugiej strony podstawy są udane. Samochód oferuje przestronne wnętrze, a silnik można zaliczyć do jego mocniejszych stron. Czy warto go kupić? Jeśli ktoś koniecznie szuka nowego samochodu i pokonuje niewielkie przebiegi, można się nad nim zastanowić. Kierowcom przejeżdżającym codziennie kilkadziesiąt kilometrów szybko dadzą się jednak we znaki częste wizyty na stacjach paliw. Sytuację może poprawić fabryczna instalacja LPG, choć wtedy trzeba liczyć się z tym, że nie na każdy parking podziemny będzie można wjechać.
Źródło: motofilm.pl






