Forthing jako jedna z pierwszych chińskich marek zadebiutowała na polskim rynku. Stało się to pod koniec 2024 roku. Producent wszedł wówczas do Polski z SUV-em o nazwie T-Five, kojarzonym dzisiaj jako „chińskie Lamborghini” albo „Urus z Temu”, i przez kolejne lata niespecjalnie chciał obniżać jego cenę. Jeśli pojawiały się promocje, były one raczej symboliczne, na przykład obejmowały montaż instalacji gazowej w cenie.
Dzisiaj posiadaczem T-Five można zostać znacznie taniej. Po sprawdzeniu oferty na oficjalnej stronie importera okazuje się, że w całej Polsce dostępnych od ręki jest jeszcze co najmniej 89 egzemplarzy tego SUV-a z zeszłego rocznika.
Zobacz również
Jak więc obniżyli ceny? Tak jak zdążyli nas przyzwyczaić, nie ma mowy o gigantycznych rabatach, zwłaszcza na tle tego, co oferuje już nawet europejska konkurencja. Mimo to jest całkiem nieźle. T-Five w najtańszej wersji potaniał bowiem z 135 900 zł do 115 900 zł, co oznacza obniżkę o 20 000 zł.

Forthingi zawsze są bogato wyposażone, a T-Five nie jest wyjątkiem
Producent od początku zrezygnował z rozbudowanej gamy wersji wyposażenia. Dostępna jest tylko jedna i ma wszystko, co może mieć. Jedyną opcją wymagającą dopłaty jest niestandardowy lakier nadwozia. Podstawowym kolorem jest czarny. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego:
- Poduszki powietrzne przednie
- Poduszki boczne w fotelach przednich
- Kurtyny powietrzne dla siedzeń pierwszego i drugiego rzędu
- Asystent utrzymania pasa ruchu
- Asystent jazdy w korku
- LED-owe reflektory przednie i światła do jazdy dziennej
- 12,25-calowy cyfrowy zestaw wskaźników
- 12,25-calowy wyświetlacz systemu multimediów
- CarPlay i Android Auto
- Radio FM/AM/DAB+
- Kierownica wielofunkcyjna pokryta skórą ekologiczną
- Adaptacyjny tempomat
- Klimatyzacja automatyczna z systemem oczyszczania powietrza PM 2.5
- Czujniki parkowania przednie i tylne
- Centralny zamek z systemem bezkluczykowym
- Klapa bagażnika sterowana elektrycznie
- 19-calowe felgi aluminiowe z oponami 235/55
- Dach panoramiczny otwierany elektrycznie
- Tapicerka ze skóry ekologicznej w kolorze czarnym
A jak z praktycznością? Nawet na papierze jest całkiem przyzwoicie. Bagażnik mieści 480 litrów, więc tak naprawdę nawet więcej niż w Omodzie 5, która oferuje 442 l. Jest to głównie zasługa tego, że Forthing mierzy aż 4565 mm długości, czyli więcej niż Kia Sportage (4500 mm) czy Hyundai Tucson (4535 mm).

Silnikowi mocy nie brakuje, ale warto dobrać instalację gazową
Pod maską Forthinga T-Five pracuje benzynowy silnik 1.5 o mocy 177 KM. Wokół tej jednostki krąży wiele mitów, między innymi taki, że została opracowana przez Mercedesa. Prawdą jest natomiast, że jednostka wywodzi się z Mitsubishi. Jej pełne oznaczenie to SHENYANG MITSUBISHI 4A95TD 1.5 TURBO.
Z perspektywy niezawodności to dobry znak. Zresztą samochody te jeżdżą już trzeci rok po polskich drogach i nie słychać o większych problemach. Pewien mankament istnieje jednak gdzie indziej, a mianowicie w spalaniu. Podobnie jak starsze modele Mitsubishi, również T-Five nie należy do szczególnie oszczędnych. Nawet według normy WLTP średnie zużycie paliwa wynosi 7,7 l/100 km, ale w rzeczywistości trzeba doliczyć do tego jeszcze około 2 l. Z tego względu zdecydowanie polecam dobranie fabrycznej instalacji gazowej, która nie wpływa na gwarancję. Ta jest zresztą całkiem długa, ponieważ trwa 5 lat lub do przebiegu 150 tys. km.

Dla formalności dodajmy, że T-Five przyspiesza do 100 km/h w 9,5 sekundy i osiąga prędkość maksymalną 180 km/h. Silnik współpracuje oczywiście z 7-biegową przekładnią DCT.
Źródło: motofilm.pl






