Poszukujący samochodu chińskiej marki nierzadko wracają do sprawdzonych propozycji. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy odkryją, że europejskie marki nie są już tak drogie jak jeszcze kilka lat temu. Dobrym przykładem jest Seat Leon, który w ostatnim czasie zaczął wyróżniać się znacznie bardziej konkurencyjną ceną.
Ostatnia generacja może nie jest już najnowszą konstrukcją, bo produkowana jest od sześciu lat, ale wciąż ma po swojej stronie wiele argumentów. Choć reprezentuje segment C, bagażnik Leona ma pojemność 380 litrów. Dla porównania jeden z najpopularniejszych SUV-ów z Chin w Polsce, czyli Omoda 5 Hybrid, ma bagażnik o pojemności 372 litrów.
Zobacz również
Seat Leon regularnie tanieje, żeby klienci o nim pamiętali
Czy ktoś jeszcze pamięta, ile trzeba było zapłacić za najtańszego Leona pod koniec 2024 roku? To ja przypomnę. Katalogowo było to 132 800 zł. Oczywiście pojawiały się różne obniżki, ale najtaniej auto było dostępne za 107 500 zł.
Dzisiaj nie dość, że cennikowo potaniał do 117 242 zł, to dealerzy stali się jeszcze bardziej szczodrzy. Egzemplarz z rocznika 2026 można kupić za 97 900 zł, również przy zakupie gotówką, co oznacza rabat wynoszący 19 342 zł. Co najlepsze, niższa cena nie oznacza gorszego wyposażenia. W tej kwocie klient wyjedzie z salonu wersją Style (dopracowaną w 2025 roku), która ma naprawdę sensowny zestaw wyposażenia.

Oprócz bazowego wyposażenia dealer dorzuca ważny dodatek
Hiszpanie mocno uprościli ofertę Leona i bardzo dobrze, bo jak pokazali Chińczycy, da się. Leon oferowany jest więc tylko w dwóch wersjach wyposażenia: Style oraz FR. Oznacza to, że bazową odmianą jest ta pierwsza i nie mogła zostać ogołocona, skoro stanowi jedną z zaledwie dwóch dostępnych opcji. Oto wybrane elementy jej wyposażenia:
- tempomat
- system kontroli odstępu Front Assist z funkcją awaryjnego hamowania oraz ochrony pieszych i rowerzystów
- asystent pasa ruchu
- system rozpoznawania znaków drogowych
- funkcja ostrzegania o ruchu poprzecznym
- czujniki parkowania z tyłu i z przodu
- asystent podjazdu i zatrzymania
- 7 poduszek powietrznych
- automatyczna klimatyzacja trzystrefowa
- podłokietnik z przodu
- 10,25-calowy wirtualny kokpit
- czujnik deszczu
- automatycznie przyciemniające się lusterko wsteczne
- pełna elektryka szyb i lusterek
- system bezkluczykowego uruchamiania
- 10,4-calowy ekran dotykowy
- przednie światła EcoLED
- tylne światła LED
- 16-calowe felgi aluminiowe
- wielofunkcyjna kierownica
Ten konkretny egzemplarz posiada w cenie również kamerę cofania. Nie jest to jednak drogi dodatek, bo kosztuje 1285 zł. Warto też przypomnieć, że Seat od 2025 roku poprawił jakość wykończenia wnętrza.
Pod maską minimum to już 1.5 l. Kiedyś oferowali 1.0
Seat już od jakiegoś czasu czuł, że klienci nie chcą silnika o pojemności 1.0 l w takim aucie jak Leon. Dlatego wycofano go w 2024 roku i dziś najmniejsza jednostka pod maską ma pojemność 1.5 l, która współpracuje z 6-biegową manualną skrzynią biegów. Generuje 115 KM i pozwala osiągnąć pierwszą setkę w 10,4 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 197 km/h.

Mówimy tutaj o motorze TSI bez żadnego dopisku „e” przed nazwą, co oznacza, że jest to możliwie jak najprostsza konstrukcja. Nie ma tutaj żadnych wynalazków w postaci miękkiej hybrydy. Czy odbija się to na spalaniu? Jak widać, tylko trochę. Średnie zużycie paliwa według WLTP wynosi od 5,6 do 5,9 l na 100 km, natomiast emisja CO2 sięga 128 g/km.
Żeby wyjechać z salonu wersją z automatyczną skrzynią biegów, trzeba już wybrać wariant mHEV, czyli 1.5 eTSI. Takie auto również ma 115 KM, zużywa nieco mniej paliwa, bo od 5,3 do 5,6 l na 100 km, i najtaniej da się je kupić za około 116 tys. zł. To jednak spora różnica.

Źródło: motofilm.pl






