Ford Explorer miał bardzo zły początek. Można się było tego jednak spodziewać po wprowadzeniu na rynek elektryka za cenę grubo ponad 200 tys. zł. I na nic pomagał fakt, że to naprawdę efektywny samochód elektryczny, którym z Warszawy do Kolonii udało mi się dojechać w 13 godzin, mimo że trasa ta ma długość prawie 1200 km.
Przez kilka miesięcy od 2024 roku sprzedaż Explorera właściwie stała w miejscu, a zainteresowanie było tak małe, że w fabryce Forda przeprowadzono zwolnienia i ograniczono produkcję. Później coś jednak zaczęło się zmieniać. Importer wraz z dealerami ponownie przyjrzeli się swojej ofercie i szybko doszli do wniosku, że problemem nie jest sam samochód. Explorer zresztą od początku zbierał dobre opinie za przestronność, osiągi i napęd. Barierą okazała się cena. Zaczęto więc zastanawiać się, jak uczynić ofertę bardziej atrakcyjną dla klientów.
Zobacz również

Ostatecznie wprowadzono tzw. program Ford Ambasador. Przy bardzo niskiej wpłacie własnej wynoszącej 6900 zł brutto można tym autem w wersji Premium (!) jeździć za około 1800 zł brutto miesięcznie. Stało się to możliwe dzięki rabatom sięgającym 80-90 tys. zł, które proponują dealerzy. Efekt? Zainteresowanie elektrycznym SUV-em Forda jest dziś tak duże, że klienci muszą czekać na zamówione egzemplarze od czterech do pięciu miesięcy. Nic dziwnego, jeśli przyjrzymy się bliżej jego wyposażeniu i parametrom.

Przeceniony Ford Explorer nie daje powodów do narzekań na wyposażenie
Samochody elektryczne z reguły są lepiej wyposażone niż ich spalinowe odpowiedniki. Już bazowe wersje zwykle mają na pokładzie wiele elementów, za które w autach spalinowych trzeba dopłacać. Tutaj mówimy w dodatku o bogato wyposażonej wersji Premium, której cenę obniżono z 239 550 zł do 146 100 zł, a na pokładzie znajdziemy m.in.:
- 20-calowe obręcze kół ze stopów lekkich
- Reflektory matrycowe LED ze światłami do jazdy dziennej, światłami mijania oraz światłami drogowymi wykonanymi w technologii LED
- Lusterka boczne z lampkami oświetlającymi podłoże z projekcją logo oraz funkcją pamięci położenia
- Drzwi bagażnika otwierane i zamykane elektrycznie oraz bezdotykowo
- Skórzaną tapicerkę Sensico
- Podgrzewane przednie fotele
- Fotel kierowcy z elektryczną regulacją położenia w 12 kierunkach oraz pamięcią ustawień
- Fotel kierowcy z funkcją masażu odcinka lędźwiowego
- Tylną kanapę z otworem do przewozu nart, składanym podłokietnikiem oraz uchwytami na kubki
- Podgrzewaną kierownicę
- Bezprzewodową ładowarkę do smartfonów
- Konsolę centralną Mega Console z nawiewami dla drugiego rzędu siedzeń
- Dwa gniazda USB-C o mocy 45 W dla drugiego rzędu foteli
- Oświetlenie ambientowe z możliwością wyboru koloru i jasności
- Nakładki na progi przednich drzwi
Explorer jest jednak nie tylko świetnie wyposażony, ale też praktyczny. Do wysokości dachu mieści 532 litry bagażu, a ładowność każdej wersji wyraźnie przekracza 500 kg. Na tle choćby chińskiego GAC-a Aiona V wypada pod tym względem wręcz fantastycznie.

W tej wersji ma duży zasięg i świetne osiągi
Swoje robi też napęd elektryczny opracowany przez Volkswagena. Zapewnia on nie tylko zadowalającą dynamikę za sprawą 286-konnego silnika elektrycznego. Sprint do 100 km/h trwa zaledwie 6,4 sekundy.
Jest również bardzo wydajny, o czym przekonałem się podczas wyjazdu Volkswagenem ID.7 do Szwajcarii. Bateria o pojemności 77 kWh umożliwia przejechanie do około 570 km w cyklu mieszanym według WLTP. Średnie zużycie energii wynosi około 17 kWh na 100 km.
Jak udowodniła moja ekspresowa moja podróż do Niemiec, spokojnie można wybrać się nim z całą rodziną na wakacje. Nie trzeba też szczególnie martwić się postojami na ładowanie, bo maksymalna moc ładowania wynosi 185 kW. Dzięki temu uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. zajmuje zaledwie 27 minut.

Źródło: motofilm.pl






