Wejść do Polski jako kompletnie nieznana marka, oferować co prawda bardzo przyzwoity samochód, ale żądać za niego prawie 200 tys. zł? To po prostu nie miało prawa się udać. Mówiłem o tym od samego początku.
Na szczęście dealerzy marki GAC w porę zorientowali się, że jeśli nie zaczną działać indywidualnie, zostaną na placach z 2-3-letnimi samochodami, które będą praktycznie niesprzedawalne. I już po 9 miesiącach od debiutu w Polsce proponują gigantyczne rabaty. Jak duże? W przypadku rodzinnego SUV-a Aion V mówimy o obniżce wynoszącej aż 30 proc.
Zobacz również
GAC produkuje przyzwoite samochody, ale „nie za tę cenę”
Nieważne jak dobry jest „chińczyk”. Żeby oferować samochody z tego kraju za około 200 tys. zł, trzeba mieć już jakąś renomę i sprawić, żeby klienci mieli pewność, że marka nie zniknie nagle z Europy. I tak jest np. w przypadku Jaecoo, Omody czy MG. Oni mają SUV-y kosztujące nawet ponad 200 tys. zł i sprzedają się naprawdę dobrze.
Tymczasem mało który klient chciałby ryzykować podobne pieniądze z marką, która sprzedaje kilkadziesiąt samochodów i w dodatku elektrycznych. Z góry można było założyć, że to się nie uda.
Ale GAC intensywnie pracował w ostatnich miesiącach, wprowadzając nawet sensownie wycenione hybrydy do swojej oferty. Elektryczne SUV-y jednak zostały i coś trzeba z nimi zrobić, dlatego dealerzy bardzo mocno schodzą z cen. Na przykład czarny egzemplarz Aiona V wyprodukowanego w 2025 roku potaniał z katalogowych 178 900 zł do 125 230 zł. A to już sprawia, że oferta zaczyna wyglądać przynajmniej interesująco. Tym bardziej że mówimy o marce, która jako jedna z nielicznych produkuje swoje auta również w Europie. GAC Aion V powstaje dokładnie w tej samej fabryce co Mercedes Klasy G.

GAC Aion V stawia na komfort dla całej rodziny
Jeśli ktoś nie miał jeszcze styczności z modelami GAC-a, polecam odbyć jazdy testowe. Sam testowałem wszystkie ich modele i każdy z nich jest jakościowo wykonany. Naprawdę, we wnętrzu czuć powiew premium. Nie ma tutaj żadnych „chińskich zapachów”, a wszystkie elementy są świetnie spasowane. Do tego Chińczycy wymyślili przy tym aucie ciekawe rozwiązania, takie jak lodówka w podłokietniku, w której można podgrzać (!) obiad dla dziecka. Wszystkie fotele można też złożyć tak, żeby wygodnie się przespać. To bardzo prorodzinny model z ogromną ilością miejsca dla wszystkich. A co dokładnie oferuje?
GAC dzieli gamę Aiona V na dwie wersje, z czego oferta dotyczy wariantu Premium. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego:
- Komplet systemów bezpieczeństwa
- Komputer pokładowy z 8,88-calowym wyświetlaczem LCD
- 14,6-calowy ekran multimedialny
- Zestaw 9 głośników
- Bezprzewodowa ładowarka do telefonu
- 19-calowe obręcze aluminiowe
- Przednie reflektory LED z funkcją automatyczną
- Tylne światła LED
- Dach panoramiczny z elektryczną roletą
- Tapicerka ze skóry ekologicznej
- Podgrzewane i wentylowane przednie fotele
- Podgrzewane siedzenia w drugim rzędzie
- Kierownica obszyta skórą ekologiczną
- Podgrzewana kierownica
- Dwustrefowa klimatyzacja automatyczna
- Pompa ciepła
- Elektryczna klapa bagażnika
Jedyny widoczny gołym okiem minus tego SUV-a to tak naprawdę tylko bagażnik. Pojemność 427 litrów przy wszystkich pasażerach na pokładzie nie jest szczególnie imponująca. Z drugiej strony w standardzie oferowane są relingi dachowe, do których można przymocować naprawdę potężny bagażnik dachowy.

Napęd potrafi być bardzo oszczędny
GAC Aion V to elektryk. W tym przypadku napędzany na przednią oś za pomocą silnika elektrycznego o mocy 204 KM. Na co to pozwala? Na całkiem sprawne przyspieszenie, bo sprint do 100 km/h trwa 7,9 sekundy. Prędkość maksymalna została elektronicznie ograniczona do 160 km/h, ale to akurat dobrze, bo jazda szybciej byłaby kompletnie nieopłacalna z ekonomicznego punktu widzenia.
Jeśli chodzi o baterię, ma ona pojemność 75,3 kWh i umożliwia przejechanie do 510 km w cyklu mieszanym. W mieście przy dobrej pogodzie można spokojnie osiągnąć nawet 708 km. Testując to auto na torze podczas challenge’u ekonomii jazdy, udało mi się osiągnąć zużycie na poziomie 13,5 kWh na 100 km. Gdy bateria się rozładuje, auto można ładować z mocą do 180 kW na szybkiej ładowarce, co w praktyce oznacza uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. w 24 minuty.

Łącząc bogate wyposażenie, świetne wykończenie i takie parametry, oferta naprawdę zaczyna wyglądać atrakcyjnie. Mimo to auto pewnie jeszcze trochę postoi, zanim trafi do klienta. Moim zdaniem największym problemem pozostaje wygląd. I choć to oczywiście kwestia gustu, to praktycznie każdy, z kim rozmawiałem, potwierdzał moje zdanie, że ten samochód po prostu nie należy do najładniejszych. Z drugiej strony to właśnie taka linia nadwozia pozwoliła wygenerować tak praktyczną przestrzeń we wnętrzu.
Inna sprawa to ładowność podawana na stronie producenta. Wynosi dokładnie 325 kg. Przy czwórce pasażerów ich średnia waga nie powinna więc przekraczać 81 kg. A gdzie jeszcze miejsce na bagaże? Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że to najpewniej po prostu suche dane techniczne, do których w marce nikt specjalnie się nie przyłożył. Jestem niemal pewny, że samochód bez problemu przyjąłby większe obciążenie i absolutnie nic złego by się nie wydarzyło. Mimo wszystko na papierze wygląda to dość przerażająco. No i trzeba pamiętać, że jazda powyżej dopuszczalnej ładowności jest po prostu niezgodna z przepisami i może skończyć się mandatem.

Źródło: motofilm.pl






