Omoda 7 to taki budżetowy Lexus NX w cenie Kii Sportage PHEV, ale z funkcją, której nie ma żaden z nich

Omoda wprowadza do sprzedaży kolejny model. Po „piątce” i „dziewiątce” przyszedł czas na model pomiędzy nimi, czyli „7”. Miałem już okazję nim pojeździć.

Chińczycy nie zamierzają zwalniać tempa. Podbudowani szybko rosnącą sprzedażą hybrydowej „piątki” i niesłabnącym zainteresowaniem wycenianej przecież na prawie 220 tys. zł Omody 9, proponują „coś pomiędzy”.

Omodę 7 zapowiadano już od kilku miesięcy, ale dopiero 9 kwietnia odbyła się jej rynkowa premiera. Miałem nią okazję pojeździć po trójmiejskich drogach oraz okolicach i poznać to auto na tyle, żeby ocenić, czy ma szansę na sukces. Co poza zasięgiem 1200 km oferuje ten SUV, który chce konkurować z uznanymi markami?

Styliści Omody zagrali bardzo sprytnie. Upodobnili go do Lexusa i dodali „smaczek” w postaci przesuwnego ekranu

Wszyscy wiedzą, jak na polskim rynku sprzedaje się Lexus. Od kilku lat jest to jeden z liderów samochodów premium, głównie dlatego, że oprócz wysokiej jakości modele tej japońskiej marki cechują się także wysokim poziomem bezawaryjności i wyróżniającą się stylistyką. Co by nie mówili designerzy Omody, ich inspiracją wyraźnie był Lexus RX. Widać to choćby z przodu po charakterystycznym „nosku”. Całość ma jednak wymiary Lexusa NX.

I choć jeśli chodzi o niezawodność, to temat pozostaje wielką niewiadomą w najbliższych latach, bo to nowa marka i nie można porównywać jej z Lexusem, to trzeba przyznać, że jakością spasowania czy materiałów Omoda ociera się o klasę premium. Nie jest to poziom Lexusa i należy to podkreślić, ale jak na swoją półkę cenową całość robi bardzo dobre wrażenie. Niemal wszędzie jest miękko i co najważniejsze, nie ma tutaj żadnego zapachu w stylu chińskiego sklepu. A ten niestety zdarza się w wielu innych markach z tego kraju.

Omoda 7 - podczas jazdy, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 7 – podczas jazdy, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Faktem jest, że pod względem ergonomii Omoda 7 odstaje od Lexusa, głównie z tego powodu, że sterowanie właściwie wszystkimi funkcjami przeniesiono na ekran dotykowy. W Lexusie nadal mamy masę przycisków, co w dzisiejszych czasach docenia się coraz bardziej. Ekran dotykowy jest za to przesuwny, nawet w bazie. Takiej funkcji nie ma nie tylko żaden bezpośredni konkurent, ale nawet samochody klasy wyższej. Jeśli już pasażer ma dostęp do ekranu, to do zamontowanego na stałe, jak w modelach Audi czy Mercedesa. To ciekawy gadżet, który z pewnością na wielu klientach zrobi wrażenie w salonie.

Omoda 7 to SUV nastawiony na komfort. Nie oczekuj spektakularnych osiągów

Przez ostatnie dwa lata testów samochodów Chery, Jaecoo czy Omody nauczyłem się jednego. To, że podają moc auta na poziomie 279 KM, to jedno, ale to, jak jeździ w praktyce, to drugie. To jest napęd z Jaecoo 7, którym „okazjonalnie” pojedziesz na tyle koni, ale z tzw. „rolki”, a nie od zera. Czas przyspieszenia do setki wynosi bowiem 8,5 sekundy, czyli bardziej jak auto, które ma w okolicach 200 KM.

Omoda 7 - bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 7 – bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Czy to przeszkadza? Zależy, jak na to spojrzeć. Jeśli popatrzymy na to jak na rodzinnego SUV-a do wygodnego przemieszczania się, to mocy nie brakuje. Ale jeśli ktoś kupi taką Omodę 7 ze względu na moc, bo przejechał się choćby 300-konną Cuprą Atecą, to będzie, delikatnie mówiąc, mocno rozczarowany. Jazda jest przyjemna, przyspieszenie jest w porządku, ale nie ma mowy o żadnym efekcie wow czy przewadze nad konkurentami.

Zresztą to nie jest samochód do sportowej jazdy. Dzięki niezależnemu zawieszeniu wielowahaczowemu z tyłu skutecznie amortyzuje nierówności drogi. Jest wyjątkowo cichy dzięki dźwiękoszczelnym szybom i systemowi aktywnej redukcji hałasu. To taki idealny towarzysz do pokonywania długich dystansów bez zwracania na siebie uwagi. A dzięki temu, że oferuje możliwość przejechania do 1200 km, można spokojnie myśleć o przejechaniu całej Polski bez tankowania. Średnie zużycie deklarowane przez producenta to 6 l paliwa na 100 km, ale to zweryfikuje dopiero dłuższy test.

Omoda 7 - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 7 – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Spektakularnie jest za to pod względem wyposażenia

Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że Omoda proponuje bardzo bogate wyposażenie już w standardzie. Z systemów bezpieczeństwa jest tutaj wszystko, co możliwe, z wyjątkiem poduszki kolanowej kierowcy, a poza tym auto posiada:

  • Tempomat adaptacyjny z funkcją utrzymania pasa ruchu
  • Asystenta jazdy w korku
  • Funkcję V2L (Vehicle-to-Load)
  • Reflektory LED i tylne światła LED
  • 19-calowe obręcze kół z lekkich stopów
  • Kamerę cofania
  • Czujniki parkowania z tyłu
  • Przednie szyby boczne z izolacją akustyczną
  • System multimedialny z ekranem dotykowym o przekątnej 15,6″ z menu w języku polskim
  • Cyfrowy zestaw wskaźników 8,9 cala
  • System audio z 6 głośnikami
  • Bezprzewodową ładowarkę 50 W
  • System „Hello Omoda”
  • Bezprzewodową obsługę Apple CarPlay i Android Auto
  • Nawigację satelitarną
  • Klimatyzację dwustrefową automatyczną z nawiewem z tyłu
  • System bezkluczykowy
  • Podgrzewaną kierownicę wykończoną skórą
  • Podgrzewane fotele przednie

Co może zniechęcać potencjalnych zainteresowanych? Pojemność bagażnika. Bo choć nadwozie mierzy 4660 mm, to wynosi ona 401 litrów do rolety (!) lub maksymalnie 1294 litry po złożeniu tylnych siedzeń. Wynika to nie tylko z tego, że gdzieś trzeba było zamontować osprzęt elektryczny dla hybrydy plug-in, ale również z faktu, że priorytetem była ilość miejsca na tylnych siedzeniach. A tej jest tutaj bardzo dużo, nawet sam za sobą byłem w stanie usiąść maksymalnie wygodnie. Obiektywnie jednak przestrzeni w bagażniku nie brakuje, co dobrze widać także na załączonym zdjęciu.

Omoda 7 - bagażnik, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 7 – bagażnik, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Cena? Zrobi całą robotę, bo jest taniej niż za Kię Sportage PHEV

Omoda 7 kosztuje od 169 900 zł i występuje tylko jako hybryda typu plug-in. Oznacza to, że w porównaniu do Lexusa NX 450h, który kosztuje 259 700 zł po rabatach, wypada o 90 tys. zł taniej, przy czym należy pamiętać, że Lexus oferuje napęd na cztery koła AWD w standardzie, co jest istotną różnicą.

Zaskakujące jest jednak to, że „siódemka” kosztuje na poziomie Sportage PHEV wycenianego katalogowo na 176 100 zł. Faktem jest, że w salonie Kii uda się uzyskać rabat, ale w Omodzie również trudno mówić o sztywnej cenie katalogowej.

Omoda 7 i Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 7 i Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku Omoda 7 będzie się dobrze sprzedawać. Już teraz widać duże zainteresowanie tym modelem, także na forach internetowych.

Źródło: motofilm.pl