Jeszcze dwa lata temu, przed premierą Omody, Jaecoo i MG, nikt nawet nie pomyślałby o tym, że chińskie samochody będą sprzedawać się tak dobrze. Ale tak właśnie jest.
Omoda tylko w jednym miesiącu sprzedaje już około 1000 hybrydowych „piątek” za 116 500 zł, którą notabene pojechałem do Chorwacji i był to jeden z najpopularniejszych wpisów w ostatnich miesiącach. Samochody MG i Jaecoo spotyka się już niemal codziennie, a wyjazd chińskim autem na święta tylko uświadomił mi, jak wielkie jest zainteresowanie samochodami z tego kraju. Obawy o awaryjność, dostęp do części czy późniejszą wartość przy odsprzedaży zeszły już na dalszy plan, ale to nie zmienia faktu, że przy zakupie chińskiego auta nadal trzeba zachować ostrożność.
Zobacz również
Toyota Corolla 2026 ma nowe, niższe ceny, bo Skoda Octavia depcze jej po piętach
Polacy ruszyli po te 7-osobowe SUV-y. Sprzedaż idzie w setki, bo Chery przekonuje wykończeniem i spasowaniem
Polacy zamawiają go w ciemno, choć znają tylko orientacyjną cenę. Na żywo Jaecoo 8 jest jeszcze masywniejszy niż na zdjęciachJeśli ktoś lubi opowiadać godzinami o swoim samochodzie, „chińczyk” mu to zapewnia
Jeżdżąc chińskim samochodem, musisz się do tego przyzwyczaić. Jadąc na przykład do rodziny na święta, pierwsze pytania padają jeszcze zanim zdążysz dobrze zaparkować. Co to za marka, ile to kosztuje i czy się psuje. Potem robi się jeszcze ciekawiej, bo dochodzą kwestie spalania, zasięgu i tego, czy to naprawdę „takie dobre, jak mówią”. Nawet ci bardziej sceptyczni, technologicznie zdystansowani wujkowie zaczynają dopytywać o szczegóły.
I to najlepiej pokazuje zmianę podejścia. Bo to już nie jest zwykła ciekawość, tylko realne zainteresowanie. Pytania przestają być ogólne, a zaczynają przypominać te zadawane przed zakupem.

Jeszcze niedawno dominowały dystans i sceptycyzm. Dziś to już coś więcej niż ciekawość i coraz bliżej realnego złożenia zamówienia. Ludzie nie pytają, czy to ma sens. Wiedzą, że tak i chcą tylko utwierdzić się w tym u kogoś, kto takim samochodem jeździ.
Jednym z modeli, który cieszy się coraz większą popularnością, jest:
Chery Tiggo 9, którym jeździłem przez ostatnie dwa tygodnie
Przez cały 2025 rok, jeśli ktoś rozważał mocnego i dużego SUV-a, najczęściej kierował swoje kroki w stronę Omody po model 9. Nie wszyscy jeszcze wiedzą, że na rynku pojawiła się jego bardziej rodzinna wersja, Chery Tiggo 9. Ten 7-osobowy SUV z hybrydą typu plug-in może nie ma ponad 500 KM, a 428 KM, ale za to stawia na komfort.
Debiut tego modelu miał miejsce w lutym i choć jest najdroższym, to aktualnie przykuwa największą uwagę w całej gamie. Nawet przed premierą ponad 700 Polaków złożyło zamówienia. Dlaczego? Bo na papierze to niemal kompletny samochód, wyposażony po dach, z siedmioma miejscami i oszczędnym napędem hybrydowym. Ma też klasyczny, stonowany design, który nie opatrzy się tak szybko jak w przypadku Omody 9.

Przejeżdżając nim około 2000 km, również autostradami, najbardziej martwiłem się o to, czy napęd szybko wchodzi w tak zwany tryb żółwia. Ale okazuje się, że już nie. Bo o ile jeszcze półtora roku temu wystarczyło przez 30 minut szybciej pojeździć Jaecoo 7 Super Hybrid (model tego samego koncernu), żeby go wywołać, teraz nie udało mi się tego zrobić.
Oczywiście te reklamowane 428 KM i 5,4 sekundy do setki są dostępne, ale tylko wtedy, gdy auto jest w pełni naładowane. Później nie ma mowy o takiej mocy, a raczej o czymś w okolicach 300 KM. Pytanie tylko, czy w 7-osobowym SUV-ie to aż tak przeszkadza? Nie powinno, bo to nadal duża moc, a w rodzinnym aucie nikt nie powinien oczekiwać iście sportowych osiągów rodem z Mercedesa AMG.
Z drugiej strony można zapytać, dlaczego w ogóle podawana jest taka moc, a nie ta niższa. I macie rację. Wszak lepiej momentami pozytywnie się zaskoczyć, niż przez większość czasu czuć „rozczarowanie”.

Wyposażenie obejmuje wiele dobrego. Jest tylko jedna wersja
Chery Tiggo 9 oferowane jest przez importera tylko w jednej wersji wyposażenia Prestige, reklamowane jako auto posiadające wszystko w standardzie. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego:
- Pakiet systemów ADAS
- system multimedialny z 15,6-calowym ekranem dotykowym
- system audio Sony z 14 głośnikami
- bezprzewodowa obsługa Android Auto i Apple CarPlay
- wyświetlacz przezierny AR HUD z elementami rozszerzonej rzeczywistości
- reflektory LED
- klimatyzacja automatyczna dwustrefowa
- system kamer 540 stopni
- 20-calowe obręcze kół ze stopów lekkich
- otwierany dach panoramiczny
- jasna tapicerka ze skóry naturalnej
- podgrzewane i wentylowane przednie fotele z elektryczną regulacją oraz funkcją masażu
- podgrzewana i wentylowana tylna kanapa z elektryczną regulacją
- przedni fotel pasażera z regulowanym elektrycznie podparciem łydek
- podgrzewana kierownica wielofunkcyjna wykończona skórą ekologiczną
- podgrzewana szyba przednia i dysze spryskiwaczy
Trzeci rząd siedzeń również jest standardowym wyposażeniem Tiggo 9. Jeśli go nie potrzebujemy, auto mieści 819 litrów bagażu. Z kompletem pasażerów jest to 143 litry, a jeśli złożymy drugi rząd siedzeń, do dyspozycji pozostaje 2065 litrów. Tę przestrzeń tutaj naprawdę czuć i widać.
I to wszystko Chery proponuje za 209 900 zł. Można taniej? Można. Na rynku wtórnym pojawiły się już egzemplarze demonstracyjne w cenach około 185 do 190 tys. zł. Gdy pojawiała się ta kwota po faktycznym zobaczeniu jakości wykonania, reakcje oglądających były zawsze te same – „za to samo u Niemca miałbyś za 400 tys. zł”. I poniekąd tak, tak jeszcze niedawno było, choć dziś te ceny również zaczynają się zmieniać.

Nie wszystkie chińskie samochody są warte uwagi
To nie jest tak, że teraz każde chińskie auto jest super. Chery to akurat gigant, który jest właścicielem marek Omoda, Jaecoo czy od niedawna Exlantix. Na poważnie traktują polski rynek i to bez cienia wątpliwości producent, który obok MG czy BAIC z Polski nie zniknie.
W przypadku innych importerów takie ryzyko istnieje. Wciąż trafiają się modele, które przypominają stereotypowe chińskie auta. Czuć w nich tani plastik, menu nie jest w pełni przetłumaczone na polski, obsługa bywa nieintuicyjna, a jazda potrafi rozczarować brakiem dopracowania.
Dlatego warto podchodzić do tematu selektywnie i patrzeć nie tylko na cenę, ale też na producenta i jego plany wobec rynku. Bo choć niektóre chińskie samochody są godne polecenia, nadal jest sporo takich, których lepiej unikać. Dotkliwie przekonali się o tym choćby klienci Seresa.
Źródło: motofilm.pl



