Polacy dosłownie rzucili się do salonów po Jaecoo. „Siódemka” w grudniu 2025 roku wyjechała z salonów w rekordowej liczbie 1671 egzemplarzy, co pozwoliło marce wyprzedzić tak uznane modele jak Toyota C-HR, Renault Captur czy Kia Sportage.
Czy trzeba się temu dziwić? Nie, zważywszy na jakość, jaką oferują ich benzynowe oraz hybrydowe modele. To naprawdę świetnie poskładane i bardzo dobrze wyposażone samochody, które w ostatnich tygodniach są wyceniane wręcz zaskakująco tanio. Na przykład Jaecoo 7 Urban można wyjechać z salonu za około 110 tys. zł.
Zobacz również
Ale nie we wszystkim są dobrzy. Tym modelem Jaecoo klienci nie powinni zawracać sobie głowy
I choć Jaecoo 7 w każdej wersji można polecić z czystym sumieniem, podobnie jak benzynowe Jaecoo 5 czy nowe Jaecoo 8, o tyle w ofercie marki jest jeden model, na którego zakup nikt nie powinien się decydować. To Jaecoo 5 EV, czyli wersja elektryczna spalinowej „piątki”.

Nie chodzi o to, że ma jakieś braki w wyposażeniu. Nie chodzi też o to, że jest przesadnie wycenione, bo 139 900 zł to kwota potwornie zawyżona. Chodzi o to, jak to jeździ i jaka jest efektywność samego napędu elektrycznego. A uwierzcie mi, nawet wiosną jest bardzo źle. Nawet nie chcę myśleć, jak ten samochód zachowuje się zimą, ale po kolei.
Jaecoo 5 EV jest złym elektrykiem. Takim, który każdemu obrzydzi elektromobilność
Samochodami elektrycznymi jeżdżę różnymi. Wieloma pokonałem po kilka tysięcy kilometrów, na przykład w trasie do Szwajcarii. Ale tak złego elektryka jakim jest Jaecoo 5 EV dawno nie prowadziłem. Na papierze bateria ma pojemność 61 kWh, więc wygląda to całkiem sensownie. Producent deklaruje zasięg do 402 km i moc ładowania do 130 kW. Ale ani jedna, ani druga wartość nie są osiągalne w warunkach polskiej wiosny, czyli przy około 15 stopniach Celsjusza.
W mieście samochód ten nie potrafi zużyć mniej energii niż 20 kWh na 100 km, co przy w pełni naładowanym akumulatorze wystarcza na maksymalnie około 300 km. Ale gdy wyjedziemy na autostradę i pojedziemy nawet o 20 km/h mniej (!) niż przepisowe 140 km/h, zużycie energii wzrasta do 25–26 kWh. W efekcie 200 km to już jest górna granica.

I pół biedy, gdyby Jaecoo 5 EV szybko się ładowało. Ale krzywa ładowania jest fatalna i kompletnie niezrozumiała. Najwyższa moc, jaką auto uzyskało na szybkiej ładowarce, wyniosła 90 kW przy stanie 10%, ale bardzo szybko spadała w okolice 50–60 kW, by od 60% zejść poniżej 40 kW. W efekcie, żeby naładować auto na kolejne 100 km, trzeba spędzić przy ładowarce dobre pół godziny. To bardzo długo.
Układ kierowniczy pracuje fatalnie. To w ogóle nie powinno być dopuszczone do ruchu
Pojechałem hybrydową Omoda 5 do Chorwacji i byłem zachwycony tym autem. Byłem też Chery Tiggo 8 PHEV w Szwajcarii i ponownie złego słowa powiedzieć nie mogę. Nawet Jaecoo 7 z napędem AWD, mimo że paliwożerne, uważam za świetne i warte inwestycji auto. Ale Jaecoo 5 EV wyraźnie odstaje od reszty oferty i zawodzi już przy podstawach, takich jak układ kierowniczy.
W mieście jest oczywiście dobrze, ale na trasie przy prędkościach 100–140 km/h kierowca cały czas musi walczyć z kierownicą. Samochód ma dziwny mechanizm, który przy lekkim ruchu kierownicą jakby nadmiernie wspomaga skręt (nawet przy wyłączonych wszystkich systemach asystujących). W efekcie na autostradzie często dochodzi do bujania, jakbyśmy ciągnęli ciężką przyczepę. Nie jest to przyjemne doświadczenie, a w łukach bywa wręcz niepokojące.

Zawieszenie również nie radzi sobie dobrze z dużą masą auta. Jaecoo 5 EV waży 1710 kg i to czuć na przykład na progach zwalniajacych. Za to zastrzeżeń nie można mieć do układu hamulcowego, co jest ciekawostką, bo w tej kwestii chińskie auta często wypadają najsłabiej.
Do wyposażenia i wykonania nie można się przyczepić
Jaecoo przyzwyczaiło nas do świetnego wykonania swoich samochodów. I Jaecoo 5 EV przynajmniej w tej kwestii nie zawodzi. Wyposażenie obejmuje wiele przydatnych elementów, takich jak:
- reflektory LED i tylne światła LED
- liczne systemy bezpieczeństwa i asystenci kierowcy
- dach panoramiczny
- 18-calowe felgi aluminiowe
- 13,2-calowy ekran systemu multimedialnego z obsługą Apple CarPlay i Android Auto
- cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 8,9 cala
- bezprzewodowa ładowarka indukcyjna o mocy 50 W
- dwustrefowa klimatyzacja automatyczna
- podgrzewana kierownica
- system kamer 540 stopni
- elektrycznie otwierana klapa bagażnika
I naprawdę wiele innych rzeczy. Problem w tym, że spalinowe Jaecoo 5 za 104 900 zł również oferuje świetne wyposażenie, a jest wyraźnie tańsze i po prostu jakieś 78 razy lepsze. Nawet gdybym do końca życia miał nie korzystać z buspasów, nie odliczyć VAT-u i płacić podwójną stawkę za parkowanie, nie zastanawiałbym się i wybrałbym wersję spalinową.

Właściwie nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem tak rozczarowany samochodem elektrycznym. A właściwie pamiętam, była to Honda e:Ny1, w której marzłem. I skoro już przy niej jesteśmy, łączy je jedna rzecz, czyli brak pompy ciepła. To oznacza, że zimą zasięg Jaecoo 5 EV będzie jeszcze niższy, nawet w okolicach 150 km.
Tak więc jeśli chcesz kupować Jaecoo, Omodę czy Chery, śmiało możesz to robić. Ich spalinowe i hybrydowe modele są naprawdę dobre i oferują świetny stosunek ceny do jakości. Jaecoo 5 EV to jednak wyjątek, który wyraźnie odstaje od reszty oferty i nie można go polecić.
Źródło: motofilm.pl






