Muszę przyznać, że po ostatnim zimowym teście Leapmotora C10, w którym przestały nawet działać wycieraczki, a auto irytowało mnie różnymi błędami w oprogramowaniu, nie czekałem specjalnie na test B10. W końcu to model klasę niższy, więc spodziewałem się raczej kolejnej „ciekawej przygody” niż realnego przełomu.
Jednak już po pierwszych kilometrach w różnych warunkach można stwierdzić, że ten młody producent pod skrzydłami Stellantisa zrobił ogromny postęp. Właściwie nie mam wątpliwości, że B10 stanie się czarnym koniem polskiego rynku w 2026 roku. To obecnie jeden z najlepszych elektrycznych „chińczyków” pod względem stosunku ceny do jakości. Wszystko dzięki ostatniej aktualizacji, która wgrywana jest do samochodów klientów od początku lutego.
Zobacz również
Toyota Corolla 2026 ma nowe, niższe ceny, bo Skoda Octavia depcze jej po piętach
Polacy ruszyli po te 7-osobowe SUV-y. Sprzedaż idzie w setki, bo Chery przekonuje wykończeniem i spasowaniem
Polacy zamawiają go w ciemno, choć znają tylko orientacyjną cenę. Na żywo Jaecoo 8 jest jeszcze masywniejszy niż na zdjęciachLeapmotor B10 jest podejrzanie tanim samochodem
Jeśli spojrzeć na cennik B10, można się zdziwić. Najtańsza wersja kosztuje 99 900 zł. Mocniejsza i najlepiej wyposażona odmiana to 114 600 zł. W obu przypadkach mówimy o bardzo atrakcyjnej cenie.
Z wieloma osobami, z którymi rozmawiałem o tym aucie, słyszałem dokładnie to samo: „podejrzanie tanio”. Postanowiłem więc sprawdzić je w różnych warunkach i gdy tylko odebrałem kartę, bo klasycznych kluczyków tu nie ma, od razu ruszyłem w trasę po polskich drogach liczącą 150 km.

To jeden z najlepiej wykończonych chińskich SUV-ów w tej cenie z bardzo dobrym wyposażeniem
Jak na chińską markę przystało, producent daje dużo już w standardzie. I tak jest również tutaj, bo za 99 900 zł klient dostaje m.in.:
- wiele poduszek powietrznych, w tym pasażera, centralną, boczne i kurtynowe
- reflektory LED i tylne światła LED
- panoramiczny dach szklany
- klimatyzację automatyczną
- wiele systemów bezpieczeństwa oraz asystujących kierowcę
- ekran zegarów o przekątnej 8,8 cala
- ekran dotykowy systemu multimedialnego 14,6 cala z Apple CarPlay i Android Auto
- ładowarkę indukcyjną
- 6 głośników
- 18-calowe felgi aluminiowe
- pompę ciepła
To zdecydowanie nie wygląda jak lista wyposażenia wersji podstawowej, a jednak właśnie o niej mówimy. Sama lista to jednak jedno, a znacznie ważniejsze jest to, jak wszystko działa w praktyce.
I tutaj Leapmotor pozytywnie zaskakuje. System multimedialny działa bardzo płynnie, Apple CarPlay łączy się bezprzewodowo i nie wymaga żadnych dziwnych obejść ani dodatkowych urządzeń (jak np. w modelach marek AADC). Obsługa jest prosta i intuicyjna, choć faktem jest, że większością funkcji sterujemy z poziomu ekranu dotykowego. Na szczęście jest on bardzo dobrej jakości (2,5 k) i reaguje wystarczająco szybko.

Sam sposób uruchamiania auta też jest ciekawy, bo zamiast kluczyka mamy kartę NFC albo możliwość odblokowania samochodu za pomocą kodu PIN. To rozwiązanie, które początkowo wydaje się nietypowe, ale szybko można się do niego przyzwyczaić.
Prawdziwe wrażenie robi jednak jakość wykonania. Trudno się tu do czegokolwiek przyczepić. Owszem, jeśli ktoś bardzo chce, znajdzie twardsze plastiki, ale w zasięgu ręki praktycznie ich nie ma. Większość materiałów to miękkie tworzywa albo elementy wykończone przyjemną w dotyku skórą. Co ważne, we wnętrzu nie ma charakterystycznego „zapachu chińskiego sklepu”, co wciąż zdarza się u niektórych producentów.

Ciekawym rozwiązaniem jest „wisząca” konsola środkowa. Podłokietnik sprawia wrażenie solidnego i kryje dwa miejsca na smartfony, w tym jedno z ładowaniem indukcyjnym. Dzięki temu, że nie jest połączony z deską rozdzielczą, mamy łatwy dostęp do przestrzeni pod spodem. Znajdziemy tam dodatkowe schowki oraz składane uchwyty na kubki.
Leapmotor B10 jest większy, niż się wydaje, choć jego bagażnik mógłby oferować więcej miejsca
Choć B10 jest pozycjonowany jako mały SUV, wcale nie jest taki mały. Mierzy 4,52 m długości, co oznacza, że jest nawet o 2 cm dłuższy niż Jaecoo 7.
Przekłada się to na bardzo dużo przestrzeni w kabinie. Na tylnej kanapie bez problemu usiadłem sam za sobą i nie mogłem narzekać ani na miejsce na nogi, ani nad głową. Ta przestronność ma jednak swoją cenę. Bagażnik oferuje 455 litrów, co jest wynikiem raczej przeciętnym jak na te rozmiary (zwłaszcza jak na elektryka). Na plus można zaliczyć podwójną podłogę, która pozwala lepiej uporządkować przestrzeń ładunkową.

Efektywność i dynamika jazdy pozytywnie zaskakują. Nie ma mowy o „chińskich koniach”
B10 został wyposażony w silnik elektryczny o mocy 218 KM i maksymalnym momencie obrotowym 240 Nm. Według danych producenta przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 8 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 170 km/h. I tutaj warto się na chwilę zatrzymać, bo w niektórych chińskich autach te liczby dobrze wyglądają tylko na papierze. W praktyce bywa różnie i stąd wzięło się określenie „papierowe konie”.
W przypadku B10 nie ma jednak o tym mowy. Auto przyspiesza dokładnie tak, jak sugerują dane techniczne i czuć, że ta moc faktycznie trafia na koła. Reakcja na gaz jest szybka, a przy wyższych prędkościach nie ma wrażenia, że samochód nagle traci werwę.
Średnie zużycie energii deklarowane przez producenta wynosi 17,2 kWh na 100 km, co ma pozwolić na 434 km zasięgu w cyklu mieszanym i nawet 608 km w mieście. W moim przypadku, bez większego wysiłku, udało się osiągnąć 15,6 kWh na 100 km na drogach krajowych. Z kolei z relacji pierwszych użytkowników wynika, że można zejść nawet do 14 kWh.

Jeśli chodzi o ładowanie, mocniejsza wersja obsługuje ładowanie z mocą do 168 kW (140 kW w przypadku mniejszej baterii). Oznacza to, że od 30 do 80% można uzupełnić energię w 20 minut, choć oczywiście wiele zależy od temperatury i dostępnej infrastruktury. W praktyce nawet w trasie postoje na ładowanie nie są szczególnie uciążliwe.

Sama jazda jest bardzo „europejska” i to czuć już po pierwszych kilometrach. Zawieszenie zostało dobrze zestrojone, dzięki czemu nie wybija zębów na progach zwalniających, a jednocześnie auto prowadzi się stabilnie nawet przy wyższych prędkościach. Pomaga w tym m.in. rozkład masy 50:50 oraz wielowahaczowe tylne zawieszenie, które realnie poprawia pewność prowadzenia.
Jestem zaskoczony, ile jakości oferuje to auto w tej cenie
Za mną dopiero pierwsze 150 km z Leapmotorem B10 i to wciąż początek testu. Przez kolejne dni będę go dalej sprawdzał, przede wszystkim pod kątem realnych czasów ładowania i codziennego użytkowania.
Już teraz widać jednak wyraźnie, że to zupełnie inne auto niż na początku. Producent poprawił oprogramowanie, dopracował systemy bezpieczeństwa i wyraźnie usprawnił działanie asystentów. Rzadko zdarza się w chińskich samochodach, żebym ich nie wyłączał, a tu nie miałem takiej potrzeby. Nawet gdy auto informowało o zmęczeniu, robiło to bardzo delikatnie.

To w największej mierze efekt aktualizacji OTA z początku 2026 roku, która wprowadziła m.in. Apple CarPlay, Android Auto oraz poprawki systemów ADAS i multimediów.
Na tę chwilę mamy więc do czynienia z jednym z najlepszych kompaktowych SUV-ów pod względem stosunku ceny do jakości. 99 900 zł za podstawową wersję z baterią 57,2 kWh i 114 600 zł za wersję Design z baterią 67,1 kWh to ceny „tylko brać”. Subiektywnie najbardziej przeszkadza mi to, że stylistycznie przypomina śmieszną podróbkę Porsche Macana, ale wygląd to kwestia gustu.
Źródło: motofilm.pl



