Po 13 godzinach jazdy w nocy postawiłem ją pod salonem Omody i wsiadłem do Lexusa NX. Wtedy zrozumiałem, jak dobry jest ten SUV

Hybrydowa Omoda 5 zaczęła sprzedawać się dosłownie jak ciepłe bułeczki. Chciałem przekonać się, skąd bierze się ten fenomen. Wsiadłem za jej kierownicę, pojechałem nią do Chorwacji i właśnie wróciłem z tej podróży. Prosto z Istrii przyjechałem nią pod salon Omody w Warszawie.

Kiedy zobaczyłem wyniki sprzedaży chińskich marek za luty, przyznam szczerze – wprawiły mnie w osłupienie. Na polskie drogi każdego dnia wyjeżdżało wtedy średnio… 41 nowych Omód, i to wliczając nawet niedziele. Postanowiłem więc sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi.

Pojechałem nią do Chorwacji – pierwsze wrażenia mogliście już zresztą przeczytać. W międzyczasie zdążyłem pojeździć nią po krętych chorwackich drogach, a potem wrócić do Polski. Łącznie przejechałem około 3000 km, z czego 1300 km pokonałem „na strzała”. Kiedy oddałem ją w Warszawie i od razu przesiadłem się do kolejnego samochodu testowego – SUV-a premium z Japonii, mam już całkowicie wyrobioną opinię na temat tego modelu.

Po 13 godzinach ciągłej jazdy przesiadłem się do Lexusa NX. Dopiero wtedy zrozumiałem, jak solidna jest Omoda

Lexus NX450h to samochód niemal trzy razy droższy od Omody 5 Hybrid. A jednak, gdy przesiadłem się do niego po kilkunastu godzinach jazdy z Chorwacji do Polski, nie poczułem żadnego „olśnienia” ani nagłego, ogromnego skoku jakościowego. Nie było momentu, w którym miałbym wrażenie, że nagle znalazłem się w zupełnie innej lidze samochodów. Nie dlatego, że Lexus jest słabo wykonany. Po prostu dlatego, że Omoda jest solidnie zrobiona.

Materiały w kabinie są naprawdę dobrej jakości, elementy świetnie spasowane, nic nie trzeszczy i nic nie wygląda tanio. Nie ma też charakterystycznego „chińskiego zapachu”, który jeszcze kilka lat temu często pojawiał się w autach z tamtego rynku (np. w Maxusie). Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że SUV z Chin będzie pod tym względem tak dopracowany, pewnie bym nie uwierzył.

Omoda 5 Hybrid - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 Hybrid – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Po 13 godzinach jazdy non-stop (z dwoma tankowaniami po drodze) wysiadłem z samochodu bez poczucia zmęczenia – i to chyba najlepiej pokazuje, jak wygodna jest Omoda 5 Hybrid. Fotele są dobrze wyprofilowane i nawet po wielu godzinach za kierownicą nie męczą pleców. Jedyna rzecz, która trochę mnie irytowała, to wentylacja foteli. Działa, ale raczej symbolicznie – zamiast chłodnego powietrza czuć lekki, letni nawiew.

W trasie szybko zapomina się, że to kompaktowy SUV

Lubię testować samochody podczas kilkutysięcznych tras, bo wtedy wychodzą na jaw wszystkie ich wady i zalety. Długa podróż szybko demaskuje, czy to tylko SUV do miasta, czy faktycznie wszechstronne auto rodzinne, którym można bez stresu pokonywać setki kilometrów jednego dnia. W przypadku Omody 5 Hybrid nie mam żadnych zastrzeżeń. Auto prowadzi się pewnie nawet przy wyższych prędkościach i spokojnie nadaje się do długich autostradowych przelotów z kompletem pasażerów oraz ich bagażami.

W dodatku 224 KM w tym samochodzie naprawdę się odczuwa. I to jest coś, co zaskoczyło mnie chyba najbardziej. W hybrydach plug-in chińscy producenci podają wysoką moc systemową (Omoda również), ale w praktyce prawie nigdy nie przekłada się ona na realną dynamikę. Tutaj jest inaczej – liczba w specyfikacji po prostu zgadza się z tym, co dzieje się na drodze. Producent podaje prędkość maksymalną 170 km/h, ale w codziennej jeździe dużo ważniejsza jest elastyczność. Samochód szybko przyspiesza w całym zakresie prędkości – także od 120 do 140 km/h, więc wyprzedzanie nie stanowi problemu.

Jedna rzecz trochę mnie jednak drażniła. Prędkościomierz w Omodzie zawyża wskazania o 5 km/h. W praktyce oznacza to, że gdy licznik pokazuje 135 km/h, samochód jedzie w rzeczywistości 130 km/h. W żadnym innym samochodzie tak dużej różnicy jeszcze nie zauważyłem.

Omoda 5 Hybrid w Puli, Chorwacja, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 Hybrid w Puli, Chorwacja, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Niektórzy zwracają uwagę na prześwit wynoszący 145 mm. Rzeczywiście na papierze nie jest to dużo, zwłaszcza jak na SUV-a. A jak jest w praktyce? Chorwackie drogi nie zawsze są równe, często trafiają się też strome podjazdy czy nierówne parkingi przy plażach, a mimo to bez problemu wjeżdżałem tam, gdzie potrzebowałem.

Zaskakująco praktyczna w codziennym użytkowaniu

Podczas wyjazdu doceniłem też praktyczną stronę tego samochodu. Z tyłu jest bardzo dużo miejsca (nawet za kierowcą o wzroście 182 cm), więc pasażerowie nie mają powodów do narzekania podczas długiej podróży.

Bagażnik w hybrydowej wersji ma 372 litry, czyli wyraźnie mniej niż w benzynowej Omodzie 5 (442 litry). Wymaga to oczywiście lepszego planowania pakowania – łatwiej zabrać na pokład kilka mniejszych walizek niż dwie duże. Warto jednak wiedzieć, że pod podłogą bagażnika znajduje się praktyczna półka na drobiazgi. W moim przypadku wykorzystałem ją do przewiezienia dziesięciu butelek oliwy z Chorwacji.

Omoda 5 Hybrid - jazda, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 Hybrid – jazda, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Spalanie potrafi pozytywnie zaskoczyć

Jedną z najmocniejszych stron tej hybrydy jest zużycie paliwa. Nawet gdy kompletnie się nim nie przejmowałem i na czeskich autostradach zdarzało mi legalnie jechać 150 km/h (czyli według prędkościomierza 155 km/h), średnie spalanie nie przekroczyło 7,5 l/100 km.

Na chorwackich drogach było jeszcze lepiej. Na krętych odcinkach komputer pokazywał wartości w okolicach 4,5–5 litrów na 100 km. Jak na SUV-a o mocy 224 KM to naprawdę bardzo dobry wynik.

Warto zwrócić uwagę, że po każdym tankowaniu komputer pokazywał zasięg około 1050 km. Taki wynik jest możliwy do osiągnięcia, ale w mieście. W trasie trzeba liczyć się z zasięgiem w okolicach 700–800 km.

Ma kilka drobiazgów, które można by poprawić

Po 3000 km zdążyłem już dobrze poznać ten samochód i tak naprawdę niewiele jest tu rzeczy, do których można się rzeczywiście przyczepić. Jedną z nich jest tempomat adaptacyjny, a dokładniej sposób jego obsługi. Sam system działa poprawnie, ale sterowanie nie jest zbyt intuicyjne. Ustawiałem prędkość, a samochód wybierał niższą lub wyższą niż oczekiwałem.

Omoda 5 Hybrid - wnętrze, fot. Omoda
Omoda 5 Hybrid – wnętrze, fot. Omoda

Przyciski na kierownicy też mogłyby działać lepiej. Zdarzało mi się np. zmieniać piosenkę i przez chwilę zastanawiać się, czy przycisk nie zareagował, czy może smartfon stracił połączenie z internetem.

Szkoda też, że do dyspozycji są tylko dwa tryby jazdy – Eco i Sport. Przydałby się wariant pośredni. W trybie Eco skrzynia potrafi być momentami ospała, a w Sporcie, gdzie silnik spalinowy jest cały czas gotowy na najwyższe obroty, spalanie od razu rośnie i jest głośniej

Za 116 500 zł dostajemy naprawdę dużo samochodu

Cena hybrydowej Omody 5 zaczyna się od 116 500 zł. Biorąc pod uwagę wyposażenie i to, co oferuje ten samochód w codziennym użytkowaniu, trudno uznać ją za wygórowaną. Wręcz przeciwnie -to bardzo uczciwa propozycja w tej klasie. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego:

  • Poduszki powietrzne kierowcy i pasażera z przodu
  • Boczne poduszki powietrzne foteli przednich
  • Centralna poduszka powietrzna z przodu
  • Kurtynowe poduszki powietrzne z przodu i z tyłu
  • Tempomat adaptacyjny
  • Asystent jazdy w korku
  • System automatycznego hamowania awaryjnego
  • Reflektory LED
  • 17-calowe felgi aluminiowe
  • System multimedialny z ekranem 12,3 cala i menu w języku polskim
  • Cyfrowe zegary 12,3 cala
  • Bezprzewodowy Android Auto i Apple CarPlay
  • Dwustrefowa klimatyzacja automatyczna
  • Kamera cofania
  • Czujniki parkowania z przodu i z tyłu
  • Tapicerka materiałowo-skórzana

Nie unikałbym też wersji benzynowej. Kolega z innej redakcji pojechał taką Omodą 5 do Włoch i wyszło mu spalanie około 7 l/100 km. Wygląda więc na to, że producent „po cichu” coś poprawił również w zwykłej spalinówce. Ten wariant można kupić już za około 103–105 tys. zł po liftingu.

Po 3000 km mam więc dwa proste wnioski. Omoda 5 dojrzała do tego, by nazywać ją dobrym SUV-em. A 116 500 zł za tę hybrydę to naprawdę bardzo uczciwa cena.

Omoda 5 Hybrid uświadomiła mi też coś jeszcze – chińskie samochody dosłownie z tygodnia na tydzień stają się coraz lepsze. Jeśli miałbym dziś wskazać jeden z najlepszych modeli z tego kraju, jakimi miałem okazję jeździć, ten SUV bez wątpienia znalazłby się bardzo wysoko na tej liście. A jeszcze we wrześniu 2025 roku, po odebraniu z salonu egzemplarza przed liftingiem (którego potem rozbiliśmy w TVN Turbo), nigdy bym tego nie powiedział.

Samochód został udostępniony przez producenta w ramach standardowego testu dziennikarskiego. Producent nie miał wpływu na treść ani wnioski zawarte w artykule.

Źródło: motofilm.pl