Na baku za 234 zł przejedzie 1000 km. Jeszcze niedawno kosztowałoby to dwie stówki

Nawet luksusowy SUV może być naprawdę oszczędny. Ten model potrafi zużywać tylko 3,6 l na 100 km i nie kosztuje fortuny.

Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie sprawiły, że ceny paliw na stacjach zaczęły szybko rosnąć. Niemal każdego dnia na dystrybutorach widać coraz wyższe kwoty. Nic więc dziwnego, że przy wyborze samochodu coraz więcej osób zaczyna zwracać uwagę na realne zużycie paliwa.

Czy da się dziś kupić samochód, który będzie jednocześnie komfortowy i bardzo ekonomiczny? Lexus oferuje takiego SUV-a już od pewnego czasu i wiele wskazuje na to, że najlepszy okres sprzedaży może być dopiero przed nim. Powód jest prosty. Ten model naprawdę potrafi spalać bardzo mało.

Lexus z hybrydą Toyoty może być zaraz na topie

Ceny paliw wzrosły już o ponad złotówkę na litrze. Przy baku o pojemności około 50 litrów oznacza to 50 zł różnicy podczas jednego tankowania. Dlatego osoby planujące zakup samochodu coraz częściej patrzą na realne zużycie paliwa.

Jedną z propozycji, na którą warto zwrócić uwagę, jest Lexus LBX. Model ten wykorzystuje jedną z najbardziej oszczędnych technologii hybrydowych Toyoty, która potrafi naprawdę zaskoczyć spalaniem. Nie dość, że deklarowane przez producenta średnie zużycie paliwa na poziomie 4,4 l jest łatwe do osiągnięcia, to w realnym użytkowaniu można zobaczyć nawet wyniki z „trójką” z przodu. Wystarczy zastosować kilka zasad ecodrivingu i można zejść do 3,6 l. W najbliższych tygodniach to się po prostu opłaci.

Lexus LBX - bok, fot. Lexus
Lexus LBX – bok, fot. Lexus

Czy taki samochód jest drogi? Jeszcze niedawno tak było. Lexus chciał za ten model 156 400 zł. Dziś sytuacja wygląda znacznie lepiej, bo w salonie wystarczy zostawić 133 800 zł. Przyjrzymy mu się bliżej.

Cennik Lexusa LBX z 2026 roku, fot. motofilm.pl
Cennik Lexusa LBX z 2026 roku, fot. motofilm.pl

Lexus zobowiązuje. Już w bazie jest solidne wyposażenie

Lexus LBX oferowany jest w ośmiu wersjach wyposażenia. Już podstawowa odmiana daje jednak całkiem sporo i wielu kierowcom w zupełności wystarczy. W standardzie znajdziemy między innymi:

  • Obręcze kół ze stopów lekkich 17 cali
  • Kierownicę wykończoną skórą ekologiczną z panelem multimedialnym
  • Tapicerkę z tkaniny
  • Szyby z filtrem UV
  • Reflektory przednie Full LED L-Shape
  • Tylne światła LED
  • System automatycznych świateł drogowych
  • Dwustrefową automatyczną klimatyzację
  • Aktywny tempomat z pełnym zakresem prędkości
  • Kamerę cofania
  • Podłokietnik przedni
  • 9,8 calowy ekran systemu multimedialnego
  • Zestaw systemów bezpieczeństwa

Choć LBX ma 4190 mm długości, w środku jest całkiem praktyczny. Bagażnik ma 402 litry pojemności liczone do dachu. Wnętrze wykonano z bardzo dobrych materiałów i wszystko jest dobrze spasowane. W środku czuć, że jest to Lexus. Nie sposób również pominąć bardzo dużego prześwitu. 220 mm to wyżej niż w przypadku np. Jaecoo 7 Offroad.

Lexus LBX - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Lexus LBX – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Ten napęd hybrydowy idealnie pasuje do dzisiejszych czasów

Najważniejsza w tym modelu pozostaje technologia hybrydowa. Pod maską Lexusa LBX pracuje samoładujący się układ HEV składający się z benzynowego silnika o pojemności 1,5 litra oraz jednostki elektrycznej. Łączna moc wynosi 136 KM, a całość współpracuje z automatyczną przekładnią e-CVT. Napęd trafia na przednie koła.

Taki zestaw pozwala rozpędzić się do 100 km/h w nieco ponad 9 sekund i osiągnąć prędkość maksymalną 170 km/h. Znacznie ciekawsze są jednak wizyty na stacji paliw. Samochód potrafi przejechać 100 km zużywając 3,6 l paliwa, a bak ma pojemność zaledwie… 36 litrów.

W praktyce daje to zasięg nawet 1000 km na jednym baku. Przy cenie paliwa 6,50 zł za litr pełne tankowanie kosztuje 237 zł. Jeszcze niedawno było to bliżej 200 zł. Co więcej, nawet gdyby paliwo podrożało do 8 zł za litr, rachunek nadal nie przekroczy 300 zł. Przy rosnących cenach paliwa takie rachunki na stacji naprawdę potrafią poprawić humor kierowcy.

Źródło: motofilm.pl