Kosztuje jak 4-letnie Porsche Taycan, a ma nawet automatycznie zamykane drzwi. Exlantix spróbuje swoich sił na polskim rynku

Nowa marka z Chin debiutuje na polskim rynku. Jedną z dwóch jej propozycji jest model o nazwie ES, który celuje m.in. w Porsche Taycana.

Mimo że Porsche Taycan nie jest hitem sprzedażowym w salonach Porsche, to na rynku wtórnym zdaje się mieć większe zainteresowanie niż kiedykolwiek wcześniej. Dlaczego? Bo 4-5-letnie egzemplarze znacząco potaniały, nawet do kwot w okolicach 300 tys. zł.

Warto wiedzieć, że od teraz za podobne pieniądze można kupić zupełnie nowego Exlantixa ES. Ten model też jest bardzo wydajnym elektrykiem z dużym zasięgiem i nowy katalogowo kosztuje dokładnie 329 tys. zł brutto (przed rabatami, które klient na pewno wynegocjuje). Przy czym jest to cena „za wszystko” z 7-letnią gwarancją.

Exlantix ES chce przekonać klientów wysoką jakością wykończenia

Exlantix jest kolejną marką Chery po Omodzie i Jaecoo w Polsce. Jest najwyżej pozycjonowana w hierarchii i ma trafić do klientów szukających maksymalnego luksusu. Na początku sprzedaży oferowane są dwa elektryki, ES oraz SUV ET, ale w przyszłości do oferty dołączą także hybrydy typu plug-in. Dziś przyjrzymy się modelowi ES, który przypomina Porsche Taycana lub jak kto woli – Panamerę.

Dlaczego warto zwrócić na niego uwagę? Przede wszystkim ze względu na cenę. 329 tys. zł brutto to tyle, ile trzeba zapłacić za Taycana bez przygód z polskiego salonu z 2022/2023 roku. Jednocześnie Exlantix ES jest świetnie wykonanym samochodem z ciekawymi dodatkami, takimi jak automatyczne zamykanie drzwi przednich i tylnych.

Exlantix ES - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Exlantix ES – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Dotychczas na ten model zdecydował się tylko jeden klient z Polski i nawet w perspektywie najbliższych miesięcy nie będzie ich jakoś znacząco przybywać (choć nie można tego z góry założyć). Wiadomo bowiem, jak wygląda rynek samochodów elektrycznych premium, i importer dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Spokojnie podchodzą do tematu, bo to Omoda i Jaecoo mają na razie odpowiadać za sprzedaż i zyski. Exlantix ma przede wszystkim pokazać, na co naprawdę stać chińskich producentów oraz budować wizerunek Chery nad Wisłą.

Exlantix ES ma na pokładzie wszystko, co można sobie wyobrazić

Chińczycy nie lubią dzielić prestiżowych modeli na kilka wersji wyposażenia i ES nie jest wyjątkiem. Nie ma wersji bazowej i bogatszej, jest jedna, w pełni wyposażona. Oferuje ona m.in.:

  • komplet systemów bezpieczeństwa i asystujących kierowcy podczas jazdy
  • światła projekcyjne LED
  • czujniki parkowania z przodu i z tyłu
  • system kamer 540 stopni
  • elektrycznie otwieraną klapę bagażnika
  • 21-calowe felgi aluminiowe
  • zawieszenie pneumatyczne
  • ekran dotykowy 15,6 cala
  • 9,2-calowy cyfrowy zestaw wskaźników
  • tapicerkę ze skóry Nappa
  • fotele podgrzewane, wentylowane i z funkcją masażu
  • dach panoramiczny
  • funkcję Hello Exlantix
  • funkcję V2L

Należy też zwrócić uwagę na drzwi otwierane i zamykane z systemem domyku. Jest to rzecz, której na próżno szukać u konkurencji w postaci Audi, Porsche czy Mercedesa. Inna sprawa, że do tej funkcji należy się przyzwyczaić, przy pierwszym kontakcie z tym autem bardzo często szarpałem się z drzwiami.

Exlantix ES - wnętrze, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Exlantix ES – wnętrze, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Jeśli chodzi o napęd i jazdę, jest pod tym względem bardzo dobrze

Exlantix ES chowa w sobie dwa silniki elektryczne o łącznej mocy 480 KM i 663 Nm, który umożliwia przyspieszenie do setki w 4,2 sekundy i osiągnięcie prędkości maksymalnej 200 km/h (AWD). Ten drugi parametr z pewnością zasmuci tych, którzy mają zamiar często podróżować niemieckimi autostradami. Zwłaszcza że wszyscy konkurenci rozpędzają się do znacznie wyższych wartości około 250 km/h.

Model ten jednak nie ma się czego wstydzić pod względem jakości jazdy. Testując to auto na torze, również w ciasnym slalomie, zaskoczył mnie stabilnością, bardzo dobrym układem kierowniczym i świetnie pracującym zawieszeniem pneumatycznym. Mimo tego, że nadwozie ma 4945 mm długości, manewrowanie też nie sprawia większych problemów.

Exlantix ES - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Exlantix ES – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Zastrzeżeń nie można mieć też do efektywności. Producent deklaruje możliwość przejechania 600 km w cyklu mieszanym, a gdy bateria się rozładuje, można ją podładować z mocą 290 kW, od 30 do 80 procent w 15 minut.

Osoby, którym zależy na szybkim i ekskluzywnym elektryku z budżetem do 300 tys. zł, które do tej pory patrzyły na używanego Taycana, EQS-a czy E-Trona GT, zdecydowanie powinny go rozważyć lub chociaż się przejechać. Warto przy tym pamiętać, że w przypadku kilkuletnich egzemplarzy dochodzi degradacja baterii, która po czterech latach użytkowania z pewnością straciła część swoich właściwości. Tutaj mówimy jednak o fabrycznie nowym aucie.

Exlantix ES - tylne siedzenia, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Exlantix ES – tylne siedzenia, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Źródło: motofilm.pl