Chińskie marki mocno zmieniły układ sił na rynku i pokrzyżowały plany wielu tradycyjnych producentów. Jeszcze kilka lat temu sprzedaż nowych aut była dość przewidywalna, a samochody z poprzedniego rocznika rzadko zostawały w salonach na dłużej. Dziś sytuacja wygląda inaczej. W magazynach części marek nadal stoją egzemplarze z 2025 roku, a zdarzają się nawet auta wyprodukowane w 2024 roku. To oznacza jedno. Żeby znaleźć na nie klientów, dealerzy muszą zacząć kusić wyraźnie niższymi cenami.
Ta japońska marka proponuje 158-konną hybrydę z automatem, która wyróżnia się bardzo dużym bagażnikiem i niskim zużyciem paliwa. Gdy wchodziła na rynek, producent życzył sobie za nią minimum 120 900 zł. Po przecenie można ją kupić o 18 tys. zł taniej. Przyjrzyjmy się więc temu, czy warto.
Zobacz również
Toyota Corolla 2026 ma nowe, niższe ceny, bo Skoda Octavia depcze jej po piętach
Polacy ruszyli po te 7-osobowe SUV-y. Sprzedaż idzie w setki, bo Chery przekonuje wykończeniem i spasowaniem
Polacy zamawiają go w ciemno, choć znają tylko orientacyjną cenę. Na żywo Jaecoo 8 jest jeszcze masywniejszy niż na zdjęciachMitsubishi ASX powstało we współpracy z Renault
Nie jest tajemnicą, że ASX to tak naprawdę Captur ze znaczkiem „trzech diamentów”. Ale czy to źle? W tym przypadku zdecydowanie nie, bo Renault potrafi robić praktyczne i oszczędne samochody. Wystarczy spojrzeć na to, co taki ASX oferuje. Może na przykład przewieźć 484 litry bagażu. To wartość, która jest lepsza nie tylko od konkurentów w segmencie. Takim bagażnikiem bije nawet niektóre SUV-y z klasy wyżej, na przykład chińskiego Baica 7 z wynikiem 410 litrów.

Zostawienie starej generacji ASX-a nie miałoby większego sensu, ponieważ był to samochód zużywający sporo paliwa. Hybryda Renault pozwoliła zaoferować klientom znacznie oszczędniejszą propozycję, która potrafi spalić nawet dwa razy mniej niż wcześniejsze jednostki Mitsubishi.
Do tego dochodzi nowocześniejsze wyposażenie, w tym autorskie rozwiązanie Renault, które za pomocą jednego przycisku pozwala spersonalizować wszystkie systemy bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy.
Japoński SUV w cenie 103 tys. zł to wcale nie jest „baza”
Japończycy w 2025 roku oferowali na naszym rynku ASX-a w czterech wersjach wyposażenia: Inform, Invite, Invite Style+Cold oraz Instyle. Egzemplarz, który pozostał w salonie, to druga z nich, czyli Invite. Oznacza to całkiem przyzwoity poziom wyposażenia. Na pokładzie znajdziemy między innymi:
- Czołowe, boczne i kurtynowe poduszki powietrzne
- System ograniczający skutki kolizji czołowych
- System ostrzegania o przekroczeniu dozwolonej prędkości
- System ostrzegania o niezamierzonej zmianie pasa ruchu
- Asystent utrzymywania pasa ruchu
- System stabilizacji toru jazdy i kontroli trakcji
- System monitorowania uwagi kierowcy
- Przednie reflektory w technologii LED
- Światła do jazdy dziennej w technologii LED
- Kamerę cofania
- Tylne czujniki parkowania
- 17-calowe felgi stalowe typu flex
- Klimatyzację automatyczną
- Czujnik deszczu
- Czujnik zmierzchu
- Kierownicę pokryta skórą ekologiczną
- Tekstylną tapicerkę foteli w kolorze czarnym i szarym
- Regulację wysokości fotela kierowcy
- Tempomat z ogranicznikiem prędkości
- Elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne
- Ekran dotykowy o przekątnej 10,4 cala
- Bezprzewodowy interfejs Android Auto i Apple CarPlay
- Cyfrowy zestaw wskaźników 7-cali
- 6 głośników
- System bezkluczykowy
Dla wielu wadą może być to, że egzemplarz z 2024 roku pomalowano na biało. Faktem jest, że ten kolor nie cieszy się tak dużą popularnością jak czerwony czy czarny. I to może być jedna z głównych przyczyn, dla których samochód wciąż stoi w salonie, bo poza kolorem trudno znaleźć w nim coś, co mogłoby zniechęcić potencjalnych klientów.

Bardzo oszczędny napęd hybrydowy
Jeśli chodzi o kwestie mechaniczne, pod maską pracuje 1,3-litrowy silnik połączony z technologią tak zwanej miękkiej hybrydy. Nie jest to hybryda samoładująca jak w Toyocie, ale zapewnia dobre osiągi i niskie zużycie paliwa.
158 KM pozwala rozpędzić się do pierwszej setki w 8,5 sekundy, co jest wynikiem porównywalnym z… 282-konnym Jaecoo 7 PHEV. Napęd trafia na przednią oś, a według producenta średnie zużycie paliwa wynosi od 5,1 do 7,5 l na 100 km w zależności od warunków jazdy i stylu prowadzenia.

Najważniejsze jest jednak to, że napęd przekazywany jest przez automatyczną, dwusprzęgłową skrzynię siedmiobiegową. Dla wielu kierowców to wyraźna przewaga nad hybrydami Toyoty z przekładnią CVT. Dzięki temu podczas przyspieszania nie pojawia się charakterystyczne wycie silnika, typowe dla bezstopniowych skrzyń biegów, a zmiany przełożeń są wyraźnie odczuwalne.
Źródło: motofilm.pl



