Chińczycy, napędzeni bardzo dobrymi wynikami sprzedaży w 2025 roku, mają apetyt na więcej. Chery wprowadza na polski rynek swojego największego SUV-a, który rywalizuje z takimi modelami jak Skoda Kodiaq czy Volkswagen Tayron. Jak widać, klienci szybko kupili ten pomysł, bo marka zebrała już 737 zamówień, mimo że polska prezentacja dla dziennikarzy odbyła się dopiero 9 lutego.
Chery nie zwalnia. Tiggo 9 może stać się jednym z kluczowych modeli
Koncern Chery, który rozpoczął działalność w Polsce od wprowadzenia marek Jaecoo i Omoda, sprzedał już w naszym kraju ponad 2600 samochodów. Do tej pory sprzedaż napędzał głównie Tiggo 4, oferowany za niecałe 96 tys. zł. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że największy, flagowy SUV marki, czyli Tiggo 9, może odnieść równie duży sukces.
Zobacz również
Choć pierwsze jazdy testowe dla dziennikarzy odbyły się dopiero w lutym, klienci zamawiali ten model niemal w ciemno. Od momentu otwarcia listy zamówień złożono ich już 737. Zainteresowanie okazało się tak duże, że producent najwyraźniej nie zakładał aż takiego popytu. W ciągu dwóch miesięcy zarejestrowano jedynie 216 egzemplarzy, a dziś przy składaniu zamówienia trzeba liczyć się z oczekiwaniem. Część klientów słyszy już o terminach odbioru dopiero na kwiecień lub maj. Skąd tak duże zainteresowanie Tiggo 9?

Jedna wersja, maksymalne wyposażenie
Przede wszystkim tym, co oferuje w standardzie. Tiggo 9 dostępne jest tylko w jednej wersji, maksymalnie wyposażonej, siedmiomiejscowej, wycenionej na 209 900 zł. Dodatkowo mamy tu bardzo mocną hybrydę plug-in z napędem na cztery koła.
Dla porównania, aby kupić Skodę Kodiaq z PHEV, trzeba zapłacić 193 500 zł, przy czym mówimy o samochodzie o znacznie niższej mocy i wyraźnie skromniejszej wersji wyposażenia Drive. Warto więc sprawdzić, co dokładnie oferuje Tiggo 9.

W przypadku pozostałych modeli Chery klienci mają do wyboru dwie wersje wyposażenia. Przy Tiggo 9 dostępna jest tylko jedna wersja Prestige, która obejmuje m.in.:
- Pakiet systemów ADAS
- Otwierany dach panoramiczny
- System multimedialny z ekranem dotykowym 15,6 cala
- Jasną tapicerkę ze skóry naturalnej
- System audio Sony z 14 głośnikami
- Podgrzewane i wentylowane przednie fotele
- Elektryczną regulację przednich foteli z funkcją masażu
- Bezprzewodową obsługę Android Auto
- Bezprzewodową obsługę Apple CarPlay
- Podgrzewaną i wentylowaną tylną kanapę z elektryczną regulacją
- Wyświetlacz przezierny AR-HUD z elementami rozszerzonej rzeczywistości
- Przedni fotel pasażera z elektrycznie regulowanym podparciem łydek
- Reflektory LED
- Podgrzewaną kierownicę wielofunkcyjną wykończoną skórą ekologiczną
- Dwustrefową klimatyzację automatyczną
- System kamer 540 stopni
- Podgrzewaną szybę przednią
- Podgrzewane dysze spryskiwaczy
- 20 calowe obręcze kół ze stopów lekkich
Samochód zawsze ma siedem miejsc. Po złożeniu trzeciego rzędu do dyspozycji pozostaje 819 litrów przestrzeni bagażowej. Przy komplecie pasażerów jest to 143 litry, a po złożeniu drugiego rzędu 2065 litrów.

Napęd plug-in dobrze pasuje do charakteru rodzinnego SUV-a
Za napęd Tiggo 9 odpowiada hybryda typu plug-in oparta na silniku benzynowym 1.5, dwóch silnikach elektrycznych oraz akumulatorze o pojemności 34,46 kWh. Łączna moc systemowa wynosi 428 KM, co pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 5,5 sekundy.

Istotne jest to, że w tej hybrydzie priorytetem jest jazda na silnikach elektrycznych. Jednostka spalinowa pełni głównie rolę wsparcia i generatora prądu. W praktyce przekłada się to na bardzo cichą, niemal niesłyszalną jazdę. Samochód sprawia wrażenie elektrycznego, co dodatkowo potęguje poczucie komfortu i klasy premium. Producent deklaruje przy tym średnie zużycie paliwa na poziomie 6,9 l po rozładowaniu akumulatora. Przy naładowanej baterii realne spalanie w trybie łączonym wynosi około 3–4 l na 100 km. Co więcej, pierwsze 147 km można pokonać wyłącznie w trybie elektrycznym.
Trzeba zaakceptować tryb „żółwia”
Hybryda plug-in ma jednak swoje ograniczenia. Po rozładowaniu akumulatora, na przykład wskutek niskiej temperatury lub długiej jazdy autostradowej z wysoką prędkością, samochód może przejść w tryb „żółwia”. Ma on na celu ochronę układu napędowego przed przeciążeniem.

Podczas prezentacji dla dziennikarzy producent wyraźnie zaznaczył, że pojawianie się tego trybu jest zjawiskiem normalnym. Jego efektem jest znaczne ograniczenie mocy do momentu ponownego naładowania akumulatora. Może to nastąpić zarówno podczas normalnej jazdy, jak i po podłączeniu auta do ładowarki. Tryb żółwia występuje również w pozostałych hybrydach plug-in koncernu, w tym Jaecoo 7 SH i Omodzie 9. Nie jest to jednak komunikat wyświetlany wyłącznie w chińskich autach, bo podobny tryb pokazuje się też w wielu innych PHEV-ach, w tym w japońskim Mitsubishi Outlanderze.
Źródło: motofilm.pl






