Żaden elektryk w trasie nie dorówna spalinówce, ale ten naprawdę się stara. Na obniżkę ceny Mercedesa CLA warto poczekać

Nowa platforma 800 V i zupełnie inny poziom efektywności sprawiają, że CLA wyraźnie odcina się od konkurencji. To jeden z nielicznych elektryków, którym można komfortowo podróżować nawet zimą.

Podczas tej wyjątkowo mroźnej zimy dostałem nieźle w kość od elektryków. Najpierw od Maxusa eTerrona 9, który przy -20 stopniach Celsjusza zużywał w trasie ponad 50 kWh na 100 km, a potem od Renault 5, które nie chciało ładować się szybciej niż 7 kW. Zacząłem już tracić wiarę w samochody elektryczne. I właśnie wtedy odebrałem zupełnie nowego Mercedesa CLA. Nie powiem, że w trasie jest lepszy od spalinówki. Ale wreszcie zrobiono elektryka, którym można podróżować przez cały rok bez straty czasu na ładowanie i bez wolnej jazdy. Tesla i Chińczycy nie będą zadowoleni.

Mercedes CLA to praktyczny elektryk z wnętrzem do dopracowania

Z samochodami elektrycznymi bywa bardzo różnie i jeden potrafi diametralnie różnić się od drugiego. Można trafić źle i zimą po prostu marznąć, jak w Hondzie e:Ny1. Można też trafić dobrze i bez stresu pokonywać setki kilometrów przy minusowych temperaturach. Gdy odbierałem elektryczne CLA, czekała mnie trasa 1000 kilometrów, głównie autostradą i w zimowych warunkach. Okazuje się, że to połączenie wcale nie musi być problemem.

Ale zanim przejdę do największej zalety nowego CLA, najpierw spójrzmy na samo auto. Stylistyka to kwestia gustu i tutaj wywołuje sporo komentarzy. Albo się spodoba, albo nie. Ważne, że udało się wygospodarować dwa bagażniki. Z tyłu jest 405 litrów, z przodu 101 litrów. Trzeba tylko pamiętać, że zimą maska potrafi przymarznąć na tyle mocno, że jej otwarcie bywa niemożliwe i kończy się wizytą w serwisie. To akurat detal, który Niemcy zapewne wkrótce dopracują.

W środku dominuje tzw. MBUX Superscreen, czyli ogromny panel rozciągający się niemal przez całą szerokość kokpitu. W testowym egzemplarzu były dwa wyświetlacze, a miejsce trzeciego wypełniała podświetlana grafika. Fizycznych przycisków jest tu naprawdę niewiele i większością funkcji steruje się z poziomu dużego ekranu. To kwestia przyzwyczajenia, ale nie każdy to polubi. Można oczywiście korzystać z komendy „Hej Mercedes”, jednak system nie zawsze działa tak szybko i precyzyjnie, jak by się chciało.

Na szczęście fotele i kierownica są bardzo dobre. Siedzi się wygodnie, a w zakrętach ciało ma solidne podparcie. Z materiałami wykończeniowymi jest już trochę bardziej przeciętnie. Sporo tu twardych plastików i błyszczących elementów w stylu piano black, choć znajdziemy też aluminium, skórę oraz tworzywa z recyklingu. Na duży plus zasługuje za to spasowanie. Nic nie trzeszczy i nie skrzypi.

Mercedes CLA EV - wnętrze, fot. Mercedes
Mercedes CLA EV – wnętrze, fot. Mercedes

Jest bardzo szybki i świetnie się prowadzi

W ofercie są trzy wersje: CLA 200, CLA 250 i CLA 350 4Matic. Najpopularniejsza wśród klientów jest odmiana z napędem na tył i mocą 272 KM. Do setki przyspiesza w 6,7 sekundy i rozpędza się do 210 km/h. W praktyce czuć zapas mocy niemal przy każdej prędkości.

Napęd na tylne koła może kogoś stresować, ale spokojnie, elektronika trzyma to wszystko w ryzach. Dopiero po wyłączeniu systemów czuć, że auto ma w sobie trochę charakteru. Na co dzień prowadzi się jednak bardzo pewnie i przewidywalnie. Kierownica reaguje dokładnie tak, jak powinna, a zawieszenie jest zaskakująco komfortowe. Dobrze radzi sobie z nierównościami i nawet szybki przejazd przez próg zwalniający nie psuje nastroju.

Największa broń CLA to efektywność

W elektryku najważniejsze są dwie rzeczy: ile przejedzie i jak szybko się naładuje. CLA jest pierwszym elektrycznym Mercedesem na rynku z architekturą 800 V. Nawet EQS ma instalację 400 V, choć jest kilkukrotnie droższy. Co to daje w praktyce? Auto może ładować się z mocą do 320 kW i rzeczywiście osiąga takie wartości. W efekcie uzupełnienie energii od 10 do 80 procent trwa około 15 minut. To nie jest po prostu dobry wynik, to bardzo dobry wynik.

Jakby tego było mało, akumulator ma pojemność 85 kWh, a średnie zużycie energii potrafi spaść do około 12 kWh na 100 km. Zimą jest oczywiście wyższe, ale nadal mówimy o 17–18 kWh na 100 km w cyklu mieszanym. W trasie przy minusowych temperaturach i prędkości 140 km/h zużycie wynosiło 22–25 kWh. Sprawdziłem też auto na niemieckiej autostradzie bez ograniczeń, jadąc 180–210 km/h. Efekt? Nawet wtedy zużycie nie przekroczyło 27–28 kWh na 100 km. To oznacza, że zimą przy bardzo dynamicznej jeździe autostradowej można spokojnie przejechać około 300 kilometrów. Przy normalnym tempie 450–500 kilometrów też nie stanowi problemu. Mercedes podaje, że w mieście zasięg może sięgnąć nawet 791 kilometrów i realnie jest to wartość do osiągnięcia.

Mercedes CLA (2026) - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Mercedes CLA (2026) – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Wieloma elektrykami jeździłem i różnice między latem a zimą są ogromne. Skoda Enyaq przy dodatnich temperaturach potrafi być oszczędna, ale zimą zasięg drastycznie spada. W CLA praktycznie zapomniałem o porze roku. Podróżowałem tak, jak samochodem spalinowym, bez ciągłego kalkulowania.

Nie twierdzę, że każdy powinien teraz zamienić auto spalinowe na elektryczne. W długiej trasie klasyczny napęd nadal ma przewagę. Jeśli jednak ktoś chce koniecznie elektryka, CLA jest dziś jednym z najrozsądniejszych wyborów. Otrzymując go zimą i mając do przejechania 1500 kilometrów, nie traktowałbym tego jak logistycznej operacji. Po prostu wsiadam i jadę, a fabryczna nawigacja sama zajmuje się planowaniem.

Tesla i Chińczycy mają powód do niepokoju, ale Mercedes każe za to słono zapłacić

Na tle Tesli czy chińskich producentów takich jak Nio (ET5 to bezpośredni rywal) CLA prezentuje bardzo wysoki poziom efektywności przy dużych prędkościach. Tesla nadal jest dobrym elektrykiem, ale przy autostradowym tempie znacznie szybciej traci zasięg. Nio ET5 zimą nie chciało zejść poniżej 22 kWh przy 100 km/h. Na dziś trudno wskazać bezpośredniego rywala, który w identycznych warunkach będzie lepszy. Owszem, mogą to być zupełnie nowe konstrukcje, takie jak BMW iX3 czy Volvo EX60. Tyle że to SUV-y, więc wcześniej czy później wyjdzie wyższe zużycie energii. Fizyki nikt jeszcze nie oszukał.

Mercedes CLA (EV) - przód, fot. Mercedes
Mercedes CLA (EV) – przód, fot. Mercedes

W tym wszystkim problemem pozostaje cena. Najtańsze elektryczne CLA kosztuje 209 900 zł i na razie dealerzy nie oferują większych rabatów. Owszem, trafiają się promocje, ale najczęściej dotyczą środkowej wersji. Egzemplarz wyceniony katalogowo na 270 tys. zł można dziś kupić za około 256 tys. zł, co i tak jest sporą kwotą.

Dajmy jednak marce trochę czasu. EQS po kilku miesiącach potrafił potanieć nawet o 40 procent. Tu aż tak dużego spadku raczej nie będzie, ale dopłaty już się skończyły i rynek szybko to zweryfikuje. Jeśli ceny nie zostaną skorygowane, nawet bardzo dobre parametry mogą nie wystarczyć, by przekonać klientów.

Źródło: motofilm.pl