Nie jest dziś łatwo rywalizować z chińskimi samochodami. Jakość ich wykonania potrafi naprawdę zaskoczyć, a dystans do europejskich marek, który jeszcze kilka lat temu był wyraźny, dziś wyraźnie się zmniejszył. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wsiąść do takiego Jaecoo 7, jednego z bestsellerów grudnia 2025 roku, i po prostu dotknąć materiałów we wnętrzu.
Reszta świata nie mogła tego zostawić bez odpowiedzi i w końcu zaczyna ją dawać. Ostatnie dwa lata to wyraźne przyspieszenie w kwestii jakości i dopracowania detali. Modele, które jeszcze niedawno były krytykowane za przeciętne wnętrza, dziś potrafią naprawdę zaskoczyć i zrobić świetne pierwsze wrażenie, dokładnie tak jak ich chińscy konkurenci.
Zobacz również
Chyba najlepszym przykładem jest zupełnie nowy Jeep Compass. Po pierwszych jazdach testowych mogę powiedzieć wprost, że to wyraźny krok naprzód. Jakość wykonania i spasowanie są nie o jeden, ale o dwa poziomy wyższe niż w poprzedniku. Wnętrze wreszcie wygląda dojrzale i sprawia wrażenie auta z wyższej półki. Nic nie trzeszczy, materiały są miększe i przyjemniejsze w dotyku, a całość sprawia wrażenie solidnie dopracowanej konstrukcji. Dzięki temu Compass przestaje odstawać od chińskich konkurentów pod względem jakości wykończenia.
W połączeniu z promocyjną ceną daje mu to szansę na dużą popularność w segmencie
Oczywiście poprawa jakości nie mogła wyglądać tak jak w przypadku Hondy, czyli na zasadzie „dajemy lepsze materiały, ale każemy sobie za to słono płacić”. Nie w tych czasach. Władze Jeepa zdawały sobie z tego sprawę, dlatego ceny pozostały konkurencyjne. Zresztą podobnie postąpiono również w przypadku Citroena C5 Aircrossa (też marka Stellantisu).


Najtańszy Jeep Compass został wyceniony na dokładnie 139 700 zł. A mówimy przecież o sporym SUV-ie o długości 4,55 m, z prześwitem 200 mm i krótkimi zwisami nadwozia, który bez problemu pomieści pięć osób oraz 550 litrów bagażu. To o ponad 40 litrów więcej, niż oferuje najpopularniejszy w Polsce chiński SUV, MG HS. Co ciekawe, rozstaw osi Compassa wynosi aż 2800 mm, czyli więcej niż w… Skodzie Kodiaq (2791 mm). Dzięki temu na tylnych siedzeniach jest mnóstwo miejsca na nogi.
Dostępne są tylko dwie wersje wyposażenia i to naprawdę dobry prognostyk
Jeśli spojrzymy na marki takie jak MG czy Jaecoo, niemal zawsze zobaczymy uproszczoną gamę, obejmującą dwie, maksymalnie trzy odmiany. To dziś rynkowy standard. Jeep również postanowił pójść tą drogą, dlatego w katalogu wersji hybrydowej znajdziemy dwa warianty: Altitude oraz First Edition.

Tańszą wersją jest oczywiście Altitude, ale na start sprzedaży dorzucany jest pakiet Convenience oraz lakier metalizowany w cenie auta. Oznacza to, że już bazowa konfiguracja jest bogato wyposażona.
Oto, co otrzymujemy w standardzie:
- Reflektory LED
- Lakier metalizowany
- 18 calowe aluminiowe obręcze kół z letnimi oponami
- Lusterka w kolorze czarnym Gloss Black
- Elektrycznie składane i podgrzewane lusterka boczne
- Lusterka boczne z oświetleniem powitalnym
- Fotele z tapicerką materiałową i regulacją podparcia lędźwiowego w 2 kierunkach
- Elektrochromatyczne lusterko wsteczne
- System bezkluczykowego otwierania i uruchamiania pojazdu
- Automatyczna dwustrefowa klimatyzacja
- Jednokolorowe oświetlenie ambientowe
- System multimedialny z ekranem 16 cali
- Panel wskaźników z wyświetlaczem 10,25 cala
- Przednie i tylne czujniki parkowania
- System zarządzania trakcją Selec Terrain
- Port USB A i C
- Bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto
- System nawigacji
- System ostrzegania o możliwości kolizji z przodu
- TBM i usługi łączności
- Adaptacyjny tempomat
- System utrzymania pojazdu na pasie ruchu
- Automatyczny system hamowania awaryjnego
- Jazda autonomiczna poziomu 2
- Kamera 360°
- Bezprzewodowa ładowarka do smartfona
- Klapa bagażnika otwierana elektrycznie bez użycia rąk
- System zapobiegania ruszeniu przy wykrytej przeszkodzie na przykład pieszy lub ściana
- Boczne czujniki parkowania
- Aktywny system monitorowania martwego pola dalekiego zasięgu 75 m
- System półautomatycznej zmiany pasa ruchu
- Przednie światła przeciwmgielne z funkcją doświetlania zakrętów
Jak widać, lista jest naprawdę długa i to w wersji, która dopiero otwiera cennik.
Motor benzynowy z hybrydą pali poniżej 6 litrów
Pod maską nowego Jeep Compass pracuje 1,2 litrowy, turbodoładowany silnik benzynowy o trzech cylindrach, wspierany instalacją 48 V mild hybrid MHEV. Na papierze mamy 145 KM i 230 Nm momentu obrotowego, do tego sześciobiegowy automat dwusprzęgłowy i napęd na przednie koła z dopracowanym selektorem trybów jazdy.
Do setki rozpędza się w 10,3 sekundy i osiąga maksymalnie 188 km/h. Najciekawsze są jednak cyfry dotyczące spalania. Średnie zużycie paliwa według WLTP to 5,9 l na 100 km, przy emisji CO2 wynoszącej 133 g/km. W czasie moich pierwszych jazd auto sprawiało wrażenie żwawszego, niż sugerują dane techniczne. To jeszcze sprawdzę przy dłuższym teście.

Choć nazywa się go „miękką hybrydą”, w praktyce działa bardzo podobnie do hybrydy samodoładowującej i na krótkich dystansach może poruszać się wyłącznie na prądzie. To wyniki nieosiągalne dla wielu tańszych spalinowych SUV-ów, które często spalają nawet dwukrotnie więcej. Przykład? Jetour Dashing, gdzie zużycie paliwa wynosi 10–11 litrów na 100 km.
Jeżeli ktoś patrzy w stronę chińskich hybryd, naturalnym punktem odniesienia pozostaje MG HS Hybrid+. Po rabatach kosztuje 129 900 zł, więc różnica cenowa nie jest duża. Oferuje mniejszy bagażnik i bardzo zbliżony poziom wyposażenia, dlatego wybór nie będzie oczywisty. Wszystko wskazuje na to, że w 2026 roku czeka nas naprawdę wyrównana i interesująca rywalizacja o klienta w tym segmencie. Najprawdopodobniej będzie to skutkować dodatkowymi rabatami – wystarczy poczekać.


Źródło: motofilm.pl






