Rynek coraz mocniej przejmują chińskie marki i widać to nie tylko w statystykach, ale też na placach dealerów. Coraz trudniej sprzedawać auta, nawet SUV-y znanych marek. W wielu salonach stoją egzemplarze z rocznika 2025, a czasem nawet starsze. Jeepa również nie ominął ten problem. U jednego z dealerów dostępny jest rodzinny model z 2024 roku, który nie jest najmniejszy w gamie i nie ma silnika 1.2 od Stellantisa. Mimo to nie znalazł nabywcy, choć cena jest wyraźnie niższa od katalogowej.
Ma wymiary większe od Omody 5 i bardzo wysoki prześwit
Wiele osób dawno nie sprawdzało, co dzieje się u Jeepa, więc warto zacząć od podstaw. Compass nie jest dziś najmniejszym modelem w ofercie. Tę rolę pełni Avenger produkowany w Polsce. Compass mierzy 4404 mm długości i 1874 mm szerokości. Dla porównania benzynowa Omoda 5 ma 4373 mm długości i 1824 mm szerokości, a mimo to jest chętnie wybierana przez rodziny.
Zobacz również
Compass wyróżnia się jednak czymś jeszcze. Chodzi o prześwit wynoszący 198 mm, a to wartość rzadko spotykana w tym segmencie. Dla porównania przywołana wcześniej Omoda 5 ma 165 mm prześwitu, więc do Compassa trochę jej brakuje. I nie jest w tym odosobniona, bo większość popularnych SUV-ów oferuje bardzo zbliżone wartości. Kia Sportage stoi od ziemi 170 mm, a Volkswagen Tiguan 168 mm. W praktyce oznacza to mniej stresu przy wysokich krawężnikach, koleinach czy okazjonalnym zjeździe z asfaltu.
Ile dziś kosztuje taka propozycja? W katalogu ceny są bardzo wysokie, ale u dealerów stoją niesprzedane egzemplarze z 2025 i 2024 roku. Jeden z modeli wyprodukowanych w 2024 roku potaniał do 125 990 zł. Katalogowa cena takiej wersji to 159 400 zł i to bez dodatków. Ten konkretny egzemplarz ma jeszcze pakiet zimowy i pakiet safety, które według cennika kosztują razem 9500 zł. Realna różnica względem pierwotnej wyceny wynosi więc 42 910 zł.

Formalnie mówimy o aucie dwuletnim, co dla części klientów już na starcie obniża jego atrakcyjność. Do tego wkrótce w salonach pojawi się nowa generacja modelu, która wyraźnie urosła i przyciągnie uwagę świeżością. Z drugiej strony przy tak dużej obniżce ten model zaczyna mieć realny sens dla osób, które wcześniej skłaniały się ku chińskim SUV-om głównie ze względu na cenę. Teraz Compass może być dla nich rozsądną alternatywą, jeśli wolą postawić na markę z dłuższą historią i ugruntowaną pozycją na rynku.

Rocznik 2024 niczego mu nie zabiera. Ten Compass jest bogato wyposażony
Amerykańska marka należąca do Stellantisa oferowała w 2024 roku hybrydowego Compassa w dwóch wersjach wyposażenia – Altitude i Summit. Prezentowany egzemplarz to odmiana Altitude, która już w standardzie jest dobrze skonfigurowana, a z dodatkowymi pakietami można mówić o niemal kompletnym wyposażeniu. Na pokładzie znajdziemy między innymi:
- Reflektory przednie LED Premium
- Fotele z tapicerką premium winylowo materiałową
- Fotel kierowcy z ręczną 6 stopniową regulacją
- Regulację podparcia lędźwiowego w dwóch płaszczyznach
- Automatyczne światła drogowe i mijania
- Elektrycznie składane lusterka boczne
- Tempomat adaptacyjny z funkcją Stop and Go
- System multimedialny Uconnect 10,1 cala z ekranem dotykowym
- Bluetooth
- Bezprzewodową obsługę Android Auto i Apple CarPlay
- Kamerę 360 stopni
- Przednie i tylne czujniki parkowania
- Podgrzewane przednie fotele
- Podgrzewaną kierownicę
- Kolorowy wyświetlacz TFT 10,25 cala w zestawie wskaźników
- 18 calowe felgi aluminiowe
Compass bez problemu pomieści pięć dorosłych osób oraz 424 litry bagażu lub 1387 litrów po złożeniu tylnych foteli. Warto jednak pamiętać, że w wersji Altitude nie ma relingów dachowych. Te są zarezerwowane dla odmiany Summit, dlatego przy montażu bagażnika dachowego trzeba korzystać z systemów przeznaczonych do aut bez relingów.

Silnik 1.5 z technologią miękkiej hybrydy, który zużywa bardzo mało paliwa
Compass tej generacji był dostępny w kilku wariantach silnikowych, ale wersja oznaczona plakietką e-Hybrid występowała wyłącznie w konfiguracji z układem miękkiej hybrydy. Pod maską pracuje jednostka 1.5 l współpracująca z napędem na przednie koła i 7 biegową automatyczną skrzynią biegów. Silnik spalinowy generuje 130 KM i 240 Nm momentu obrotowego, ale wspiera go niewielki motor elektryczny o mocy 20 KM. Taki zestaw pozwala rozpędzić się do 100 km/h w 9,6 sekundy i osiągnąć 193 km/h prędkości maksymalnej.
Według producenta średnie zużycie paliwa wynosi od 5,7 do 6,0 l na 100 km. Przy zbiorniku o pojemności 55 litrów realne staje się planowanie tras rzędu około 900 km bez tankowania, oczywiście przy spokojnej jeździe.

Warto jednak uczciwie powiedzieć, że skrzynia biegów nie należy do najszybszych. Potrafi przez chwilę „zastanowić się” przed zmianą przełożenia, zwłaszcza przy dynamicznym dodaniu gazu. Z drugiej strony nie jest to samochód stworzony do sportowej jazdy, tylko do spokojnego, rodzinnego przemieszczania się.
Dodatkowo silnik elektryczny, który pełni też rolę rozrusznika i alternatora, pozwala na krótkie manewry bez uruchamiania jednostki spalinowej. W praktyce oznacza to ciche toczenie się na parkingu czy podczas powolnego podjeżdżania w korku. Część użytkowników zwraca jednak uwagę, że przełączanie między trybem elektrycznym a spalinowym nie jest tak gładkie jak w innych hybrydach i wymaga przyzwyczajenia. Najlepiej sprawdzić to samemu podczas jazdy testowej, żeby później nie było rozczarowania.
Źródło: motofilm.pl






