Oszczędna hybryda i „akuratny” bagażnik 466 l przemawiają do rozsądku. Przy cenie 129 tys. zł naprawdę można go rozważyć

Przeceniony o 17 700 zł koreański SUV wreszcie zaczął bronić się sam. Oprócz tego, że mało pali i sporo pomieści, to teraz jeszcze przyzwoicie kosztuje.

Nie ma przypadku w tym, że Kona jest jednym z najlepiej sprzedających się samochodów w swoim segmencie. Ten kompaktowy SUV po prostu spełnia swoje zadania, tak jak robi to na przykład Toyota przy modelu C-HR. Jest oszczędny, pojemny i do tego przyjemny dla oka. W nowej cenie z wyprzedaży rocznika 2025 nie da się go po prostu pominąć.

Aby zrozumieć genezę tej obniżki, warto wiedzieć, że Hyundai bardzo źle zaczął ten rok. Sprzedaż w styczniu 2026 roku o 70 procent mniejsza w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku nie wygląda dobrze i działa na psychikę. Jak widać, dealerom również zadziałała, bo wreszcie oferują przyzwoite auto w rozsądnej cenie. Nie chodzi o żadnego manuala, paliwożerną benzynę czy ubogą wersję. Dotychczas to właśnie takimi ofertami byliśmy głównie karmieni.

Hyundai Kona w tej wersji to przy cenie 129 tys. zł bardzo mocna propozycja

Na stół wreszcie wjechały obniżki na modele, które realnie interesują Polaków, czyli dobrze wyposażone, z automatem i hybrydą. Kona w takiej wersji oferowana jest dziś za dokładnie 129 900 zł, choć jeszcze niedawno jej katalogowa cena wynosiła 147 600 zł.

Chodzi dokładnie o hybrydową Konę w wersji Executive. To bardzo udane stylistycznie auto, które choć ma drogie w wymianie reflektory LED, to w codziennej eksploatacji jest bardzo tanie w stosunku do tego, co oferuje. Spokojnie pomieści pięć osób (tunel środkowy nie przeszkadza, bo go nie ma) oraz 466 litrów ich bagaży. To nie jest mało, bo wiele znacznie większych SUV-ów oferuje mniejszą przestrzeń. Przykład? BAIC 7, który rywalizuje ze Skodą Kodiaq, a ma 450 litrów pojemności. Można powiedzieć, że za około 130 tys. zł wreszcie dostajemy niemal kompletny samochód, który nie jest z Chin.

Hyundai Kona - przód, fot. Hyundai Bednarczyk
Hyundai Kona – przód, fot. Hyundai Bednarczyk

Wyposażenie wersji Executive jest mocno zadowalające. Są podgrzewane siedzenia i ładne felgi

Hyundai podzielił gamę Kony na cztery wersje wyposażenia, ale ta konkretna oferta dotyczy wariantu Executive. Przyjrzałem się jej bliżej i okazuje się, że daje całkiem sporo, a przynajmniej to, czego oczekuje zdecydowana większość klientów. Mówimy tutaj między innymi o:

  • całej masie systemów bezpieczeństwa
  • komplecie poduszek powietrznych
  • reflektorach LED
  • automatycznej dwustrefowej klimatyzacji
  • 12,3-calowym ekranie dotykowym systemu multimedialnego
  • przednich i tylnych czujnikach parkowania
  • kamerze cofania
  • cyfrowych zegarach 12,3 cala
  • podgrzewanej kierownicy
  • podgrzewanych fotelach
  • 18-calowych aluminiowych felgach

Do kompletu warto dodać, że Hyundai jest świetnie spasowany i wykonany z dobrej jakości materiałów. Aby jednak nie było zbyt kolorowo, trzeba wspomnieć o jego największej wadzie, czyli systemach bezpieczeństwa. Są one bardzo czułe i bez ich wyłączania można się naprawdę zirytować. W dodatku ich dezaktywacja odbywa się przez ekran dotykowy, a to nie jest kwestia kilku sekund.

Ta hybryda oszczędza portfel. Moc i pojemność zgadzają się każdemu

Pod maską znajdziemy silnik 1.6 GDI o mocy 93 KM, połączony z jednostką elektryczną o mocy 44 KM i akumulatorem o pojemności 1,32 kWh. Jest to więc hybryda samoładująca, która potrafi jeździć w trybie elektrycznym na krótkich dystansach, podobnie jak hybryda Toyoty. Łączna moc całego układu wynosi 129 KM i 265 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Całość trafia na przednie koła za pośrednictwem automatycznej skrzyni DCT i tu kolejny plus, że nie jest to bezstopniowe CVT.

To prawda, że mocy jest mniej niż w bazowych benzynowych chińskich modelach (~147 KM). Widać to w przyspieszeniu do 100 km/h, które trwa 12 sekund. Po pierwsze jednak ma to być auto do spokojnej, rodzinnej jazdy. Po drugie spalanie jest nawet dwukrotnie niższe. Producent podaje średnie zużycie na poziomie 4,5 l na 100 km. Dla porównania Jetour Dashing spala ponad dwa razy tyle, a benzynowe Jaecoo 7 czy MG HS dwa razy tyle.

Zrzut ekranu oferty na Hyundaia Konę Hybrid, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Hyundaia Konę Hybrid, fot. motofilm.pl

Eksploatacja tego Hyundaia jest więc bardzo tania. Szkoda jedynie, że nie zastosowano większego zbiornika paliwa niż obecne 38 litrów. Przez to nie może pochwalić się zasięgiem przekraczającym 1000 km na jednym tankowaniu, tak jak część konkurencji.

W każdym razie przy tej cenie to jedna z najbardziej rozsądnych propozycji. Nie ma co oczekiwać fajerwerków, ale wszystko działa tak, jak powinno.

Źródło: motofilm.pl