Nowy Nissan Micra robi świetne pierwsze wrażenie, ale rabat 15 tys. zł bardzo by się tu przydał

Nissan Micra nowej generacji to bardzo udany stylistycznie samochód elektryczny. Problem w tym, że na tę chwilę jej oferta cenowa po prostu nie przekonuje.

Odbierając do testów inny model Nissana, na parkingu zobaczyłem zupełnie nową Micrę. Na drogach jeszcze jej praktycznie nie ma, bo to absolutna świeżynka. Muszę przyznać, że na żywo prezentuje się bardzo dobrze. Przyciąga wzrok i wygląda nowocześnie, zwłaszcza w czerwonym lakierze Rebel wycenionym na 2000 zł.

Pierwsze wrażenie jest naprawdę świetne. Schody zaczynają się dopiero przy cenniku, zwłaszcza gdy spojrzymy na aktualne oferty na bliźniacze Renault 5.

Nissan Micra powstała na tej samej bazie co Renault 5

Nie jest tajemnicą, że Japończycy współpracują z Francuzami. Efektem tej kooperacji jest wspólna platforma dla małego elektrycznego auta, która stanowi podstawę zarówno dla Micry, jak i Renault 5. Miałem ostatnio okazję testować Renault podczas mrozów sięgających od minus 15 do minus 20 stopni Celsjusza. Okazało się wtedy, że samochód nie był w stanie ładować się szybciej niż z mocą 7–11 kW, nawet po dłuższej trasie i rozgrzaniu baterii. Można przypuszczać, że podobnie będzie w przypadku Micry, ale to temat na inny artykuł.

Kluczowe jest to, że Micra nie oferuje żadnej przewagi technicznej nad Renault 5. To ten sam akumulator, te same parametry ładowania i bardzo zbliżone osiągi. Różnice sprowadzają się do stylistyki oraz detali wykończenia.

A skoro technika jest identyczna, to decydująca staje się cena. Renault 5 jest już kilka miesięcy na rynku, więc dealerzy zdążyli dostosować oferty do realnego zainteresowania klientów. W efekcie bazową wersję można dziś kupić wyraźnie taniej niż wynika to z pierwotnego cennika (116 400 zł).

Nissan Micra - bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Nissan Micra – bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Tymczasem Nissan wycenia nową Micrę na 133 400 zł i dealerzy jeszcze nie chcą negocjować. To sprawia, że choć wizualnie naprawdę się broni, w bezpośrednim porównaniu zaczyna przegrywać czysto ekonomiczny pojedynek. A w segmencie miejskich elektryków rachunek ma większe znaczenie niż emocje.

Bazowa wersja w praktyce i tak jest najbardziej sensowna

Nissan, podobnie jak Renault, podzielił gamę na dwie wersje silnikowe z baterią 40 kWh oraz 52 kWh. Ta druga kosztuje 146 900 zł. Moim zdaniem dopłata około 12 tys. zł nie jest uzasadniona. Wyższa wersja oferuje ładowanie z mocą do 100 kW zamiast 80 kW, ale w praktyce już widziałem, jak to wygląda. Auto i tak ładuje się przeciętnie i w praktyce trudno liczyć na wartości wyraźnie powyżej 80 kW. Nawet jeśli pojawiają się wyższe liczby, to zwykle tylko chwilowo, przez minutę lub dwie.

Dostępne są także dwie wersje wyposażenia: Evolve oraz Evolve Plus. Ta pierwsza obejmuje:

  • systemy bezpieczeństwa i asystenci kierowcy
  • automatyczna klimatyzacja
  • 6 głośników Arkamys
  • skórzana i podgrzewana kierownica
  • podgrzewane fotele
  • elektryczne szyby
  • 10-calowy kolorowy ekran zegarów
  • 10-calowy system multimedialny
  • bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto
  • kamera cofania
  • reflektory Full LED
  • pompa ciepła
  • 18-calowe felgi aluminiowe

Łatwiej powiedzieć, czego nie ma w porównaniu z wyższą wersją. Brakuje systemu audio Harman Kardon z trzema dodatkowymi głośnikami, regulacji wysokości fotela pasażera, częściowo skórzanej tapicerki oraz systemu ProPilot z Navi-Link, czyli w praktyce niczego, co byłoby potrzebne do szczęścia.

Trzeba walczyć o rabat, bo inaczej to się nie spina

Program dopłat już się skończył, a oferta była pierwotnie projektowana z myślą o możliwości odliczenia 30 tys. zł. Dziś importerzy (np. GAC) sami schodzą z cenami właśnie o takie kwoty, aby utrzymać konkurencyjność.

Micra nie ma żadnej przewagi nad Renault 5, więc w obecnej sytuacji cenowej wybiorą ją głównie osoby mocno przywiązane do marki. To w pełni zrozumiałe, emocje w motoryzacji zawsze mają znaczenie.

Nissan Micra - tył, fot. Nissan
Nissan Micra – tył, fot. Nissan

Na chłodno ten rachunek wygląda inaczej. Przy różnicy kilkunastu tysięcy złotych trudno mówić o rozsądnym wyborze. Micra robi bardzo dobre pierwsze wrażenie i ma potencjał, by namieszać w segmencie miejskich elektryków. Potrzebuje jednak jednego, prostego ruchu. Niższej ceny.

Jeśli w cenniku pojawi się rabat rzędu 15–20 tys. zł, Micra zacznie bronić się sama. Bez niego to wciąż tylko ładny samochód, który po prostu kosztuje za dużo względem tego, co oferuje konkurencja. Niewykluczone, że niektórzy dealerzy już dziś są w stanie zaproponować rabat na takim poziomie w salonie, ale ja na takiego nie trafiłem. Warto to po prostu sprawdzić na własną rękę i porozmawiać.

Źródło: motofilm.pl