Japoński SUV za 113 990 zł znów zaczyna mieszać w głowach, a naprawdę długo tego nie robił. Pali 6,3 l z czterech cylindrów

Nissan Qashqai pojawia się w coraz niższych cenach. Niedawno potaniała wersja e-Power, a teraz dołącza do niej podstawowy wariant z czterocylindrowym silnikiem o mocy 140 KM.

Wybór wśród kompaktowych SUV-ów segmentu C jest dziś tak duży, że łatwo się w tym wszystkim pogubić. Najwięcej klientów indywidualnych wybiera Kię Sportage, bo można nią stosunkowo tanio wyjechać z salonu. Czy jest SUV, który realnie może z nią powalczyć? Po ostatnich obniżkach cen okazuje się, że tak. To Nissan Qashqai. Dawny hit sprzedaży wraca do gry i znów zaczyna mieszać w głowach kupujących, bo nagle okazuje się, że za niewiele ponad 110 tys. zł można dostać coś, co jeszcze niedawno wydawało się poza zasięgiem.

Marka Astary wzięła się do roboty. Obniżki na tego SUV-a dużo zmieniają

Astara nie ma łatwego zadania. Mając w portfolio takie marki jak Mitsubishi, trzeba się naprawdę nagimnastykować, żeby sprzedaż wyglądała przyzwoicie. Gdyby nie Nissan Qashqai, na którym w dużej mierze opiera się wynik całej grupy, sytuacja mogłaby być znacznie trudniejsza. Choć trzecia generacja zadebiutowała w 2021 roku i po liftingu niewiele się zmieniło, to wciąż jest to po prostu solidne auto. Dużą zaletą jest to, że jako jeden z nielicznych SUV-ów pozwala szybko wyłączyć irytujące systemy asystujące, bez przekopywania się przez menu na ekranie dotykowym. Do tego dochodzi renoma marki kojarzonej z niezawodnością, wygodne zawieszenie, dobrze wyciszone wnętrze i wystarczająca przestrzeń dla rodziny. Qashqai bez problemu sprawdzi się jako jedyne auto w domu i klienci najwyraźniej znów zaczęli to dostrzegać.

I właśnie tu dochodzimy do sedna. Bo sam produkt się specjalnie nie zmienił, zmieniło się za to coś znacznie ważniejszego. Nissan, podobnie jak Honda, przez ostatnie lata trochę się pogubił w kwestii cen. Widząc, jak chińskie marki inwestują w jakość wnętrz, poszedł w tym samym kierunku. Problem w tym, że wraz z jakością rosły też ceny. Teraz wracają one do rozsądnych, a momentami wręcz atrakcyjnych poziomów. Co to oznacza w praktyce? Że dobrze wyposażonym Qashqaiem można wyjechać z salonu za 113 990 zł. A to jeszcze nie koniec. Przy finansowaniu firmowym cena spada do 109 900 zł. Warto więc sprawdzić, co dokładnie dostajemy za te pieniądze.

Nissan Qashqai Acenta - wnętrze, fot. VIP CAR Nissan
Nissan Qashqai Acenta – wnętrze, fot. VIP CAR Nissan

Pakiet zimowy już w tej cenie dużo zmienia

Jeśli zajrzymy do cennika Qashqaia, zobaczymy wersje Acenta, N-Connecta, N-Design, Tekna i Tekna+. Najniższa cena dotyczy oczywiście odmiany Acenta, ale w tym przypadku nie mówimy o zupełnym „golasie”. Oferta obejmuje egzemplarz z czarnym lakierem perłowym i pakietem zimowym. A to oznacza, że już w bazie dostajemy elementy, które poprawiają komfort w chłodniejszych miesiącach.

Co dokładnie wchodzi w skład pakietu zimowego?

  • Podgrzewana kierownica
  • Podgrzewana przednia szyba
  • Podgrzewane przednie fotele

Do tego dochodzi wyposażenie wersji bazowej. Oto najważniejsze elementy:

  • Liczne systemy bezpieczeństwa i asystujące kierowcę
  • Inteligentny tempomat z ogranicznikiem prędkości
  • 6 poduszek powietrznych oraz centralna poduszka powietrzna
  • Tylne czujniki parkowania
  • Kamera cofania
  • Światła przednie Full LED z czujnikiem zmierzchu
  • Światła LED do jazdy dziennej
  • 17-calowe felgi aluminiowe
  • Tryby jazdy Sport, Normal i Eco
  • Dwustrefowa klimatyzacja automatyczna
  • Wycieraczki z czujnikiem deszczu
  • System multimedialny NissanConnect z ekranem 12,3 cala
  • Kolorowy wyświetlacz TFT 7-cali w zegarach
  • System audio z DAB i Bluetooth
  • System eCall
  • Mocowania Isofix
  • Regulacja wysokości fotela kierowcy i pasażera

Jak widać, trudno mówić o ubogiej wersji startowej.

Nissan Qashqai Acenta - przód, fot. VIP Car Nissan
Nissan Qashqai Acenta – przód, fot. VIP Car Nissan

Qashqaia wyróżnia także prześwit wynoszący 180 mm, co pozwala pewniej wjechać na nieutwardzoną drogę czy podjechać pod wyższy krawężnik. Bagażnik ma 479 litrów pojemności z kołem zapasowym. To dobry wynik, choć konkurencja potrafi zaoferować więcej. MG HS mieści 507 litrów, a Kia Sportage nawet 562 litry.

Pod maską pracuje silnik, który na tle „Chińczyków” wypada bardzo oszczędnie

Największą przewagą Qashqaia jest to, co znajduje się pod maską. Mówimy o czterocylindrowej jednostce 1.3 o mocy 140 KM, połączonej z 6-biegową manualną skrzynią. Kluczowe są tu jednak dwa słowa: miękka hybryda. To właśnie dzięki niej średnie zużycie paliwa utrzymuje się na poziomie około 6,3 l na 100 km. W trasie bez większego wysiłku można zejść nawet do 5,4 l. Na tle chińskich SUV-ów bez żadnych wspomagaczy to realna przewaga.

Zrzut ekranu oferty na Nissana Qashqaia za 109 900 zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Nissana Qashqaia za 109 900 zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Nissana Qashqaia za 109 900 zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Nissana Qashqaia za 109 900 zł, fot. motofilm.pl

A osiągi? 10,2 sekundy do setki i prędkość maksymalna 196 km/h w zupełności wystarczają do sprawnej, spokojnej jazdy. To nie jest auto do wyścigów, ale w codziennym użytkowaniu nie brakuje mu dynamiki. Co ważne, parametry te nie odbiegają od konkurencyjnych SUV-ów, nawet tych oferujących o 7-10 koni mechanicznych więcej.

Źródło: motofilm.pl