Ten japoński crossover kosztuje dziś 89 175 zł. Jeszcze niedawno trzeba było zapłacić 119 tys. zł

Wielu zdążyło o nim zapomnieć, a tymczasem właśnie wyraźnie potaniał. Nissan Juke znów może solidnie namieszać w segmencie B-SUV-ów.

Chińskie marki tak mocno przetasowały rynek w ostatnich miesiącach, że łatwo było zapomnieć o modelach, które jeszcze niedawno rozdawały karty w swoich segmentach. A przecież to właśnie one były kiedyś pierwszym wyborem wielu kierowców. Jednym z takich zapomnianych bohaterów jest crossover Nissana. Dziś mało kto o nim mówi, a właśnie teraz jest dobry moment, żeby sobie o nim przypomnieć.

Po bardzo udanym dla Chińczyków 2025 roku importer Nissana razem z dealerami wyraźnie zmienił podejście do cen. Cenniki zaczęły zjeżdżać w dół w całej gamie. Taniej można kupić Qashqaia, X-Traila, a teraz także Juke’a. Dobrze wyposażona wersja mieści się dziś w budżecie 90 tys. zł.

Juke był jednym z pierwszych małych SUV-ów

Tego Nissanowi nikt nie odbierze. Był jednym z pionierów segmentu małych SUV-ów. Gdy pierwszy Juke zadebiutował w 2009 roku podczas targów motoryzacyjnych w Genewie, od razu wzbudził ogromne zainteresowanie. Kierowcom brakowało wtedy kompaktowych, ale podwyższonych aut, które łączyły miejski rozmiar z modną sylwetką.

Druga generacja produkowana jest od 2019 roku, więc to już kilka lat na rynku. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z przestarzałym samochodem. W 2024 roku model przeszedł istotny lifting. Otrzymał między innymi 12,3-calowy ekran multimedialny, nowy system infotainment z bezprzewodową łącznością Apple CarPlay i Android Auto oraz kilka praktycznych zmian, takich jak szerszy podłokietnik. W efekcie, nawet w dobie ekspansji chińskich marek, Juke nadal prezentuje solidny poziom.

Nissan Juke - bok, fot. Nissan
Nissan Juke – bok, fot. Nissan

Dziś można go kupić naprawdę tanio. Niektórzy dealerzy obniżają ceny o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeden z nich zszedł z ceny żółtego egzemplarza ze 118 900 zł do 89 175 zł. To niemal 30 tys. zł różnicy. Pytanie tylko, czy w tej cenie warto się nim zainteresować? Zobaczmy, co oferuje.

Egzemplarz w wersji Acenta z 2025 roku

Juke jest jednym z nielicznych crossoverów w segmencie, który oferowany jest aż w pięciu wersjach wyposażenia: Acenta, N-Connecta, Tekna, N-Design oraz N-Sport. Co ważne, nawet bazowa odmiana nie sprawia wrażenia „gołej”.

W standardzie znajdziemy między innymi:

  • 6 poduszek powietrznych
  • System multimedialny z 12,3-calowym ekranem dotykowym
  • Android Auto i Apple CarPlay z łącznością bezprzewodową
  • 17-calowe felgi aluminiowe „Sakura”
  • Tapicerkę materiałową
  • Kamerę cofania
  • System e-Call
  • Tempomat
  • Systemy wsparcia kierowcy
  • Wielofunkcyjną kierownicę
  • Przednie światła LED
  • Tylne światła LED
  • Klimatyzację manualną
  • 7-calowy cyfrowy wyświetlacz zegarów

Nie ma więc powodów do narzekania. Nawet bagażnik prezentuje się przyzwoicie, bo oferuje 422 litry pojemności. Dla porównania hybrydowa Omoda 5 dysponuje przestrzenią na poziomie… 372 litrów.

Nissana Juke napędza ekonomiczny motor

Pod maską podstawowego Juke’a znajduje się trzycylindrowy silnik 1.0 DIG-T, który rozwija 114 KM i 200 Nm momentu obrotowego. Jego najmocniejszym argumentem jest zużycie paliwa. W normalnym, mieszanym cyklu bez problemu mieści się w przedziale około 5,1–5,5 l/100 km. Sprint do 100 km/h zajmuje mu nieco ponad 10 sekund, a rozpędza się maksymalnie do 180 km/h. W prezentowanej ofercie jednostka współpracuje z 7-stopniową automatyczną skrzynią biegów (manuala można nabyć 5-7 tys. zł taniej).

Zrzut ekranu oferty na Nissana Juke za 89 tys. zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Nissana Juke za 89 tys. zł, fot. motofilm.pl

Najwięcej emocji budzi trwałość trzycylindrowej konstrukcji o pojemności jednego litra. Warto jednak pamiętać, że takie silniki stosuje dziś nie tylko Nissan, ale też wiele innych marek, w tym Ford czy Skoda. Na rynku wtórnym bez problemu można znaleźć egzemplarze z przebiegami znacznie przekraczającymi 100 tys. km, a zdarzają się nawet sztuki zbliżające się do 200 tys. km.

Kluczowa pozostaje eksploatacja. W przypadku litrowej jednostki rozsądnie jest skrócić interwał wymiany oleju, najlepiej do około 10 tys. km. To prosty sposób, by zwiększyć szanse na długą i bezproblemową jazdę.

Źródło: motofilm.pl