57 tys. km w cztery lata i twarde zderzenie z rynkiem. Z dawnej ceny zostało tylko 38%, o ile ktoś zapłaci

Rynek szybko zweryfikował wizje producentów premium. To, co miało być technologicznym przełomem, dziś okazuje się kosztowną lekcją dla pierwszych właścicieli.

Kupując nowy samochód, coraz więcej osób zwraca uwagę nie tylko na wyposażenie, spalanie czy awaryjność, ale również na to, ile auto będzie warte po kilku latach. W Polsce najlepiej pokazuje to przykład Toyoty, która wyjątkowo wolno traci na wartości i dlatego od lat dominuje w rankingach sprzedaży. Są jednak modele stojące na zupełnie drugim biegunie. Samochody, które jeszcze niedawno uchodziły za nowoczesne, luksusowe i rewolucyjne, kosztowały fortunę, a dziś rynek nie chce ich znać. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest flagowy, elektryczny Mercedes, na którym właściciele potracili ogromne pieniądze.

Miało być nowocześnie i spektakularnie. Jest klapa

Gdy w 2021 roku pisałem o debiucie Mercedesa EQS, który powstał z myślą o rywalizacji z Porsche Taycanem i Audi e-tronem GT, mało kto przypuszczał, że zaledwie cztery lata później zainteresowanie tym modelem będzie znikome. A jednak tak się stało. Mimo że EQS oferuje zasięg sięgający nawet 800 kilometrów na jednym ładowaniu, jego wartość rynkowa spadła w sposób wręcz drastyczny. Na takie ryzyko zwracałem uwagę już na początku 2024 roku, kiedy Mercedes zaczął mieć wyraźne problemy ze sprzedażą tego modelu i obniżał ceny o 48%.

Co zawiniło i czy to zły samochód? Absolutnie nie. Pod względem komfortu EQS pozostaje jedną z najlepszych propozycji w swojej klasie. Oferuje bardzo wygodne zawieszenie, wysoką jakość wykończenia wnętrza oraz znakomite osiągi. Do tego jest wydajnym elektrykiem. Akumulator o pojemności 118 kWh netto, przy średnim zużyciu energii na poziomie 17,2 kWh na 100 km, realnie nadaje się do podróżowania, również na dłuższych trasach. Maksymalna moc ładowania sięgająca 200 kW dodatkowo ułatwia intensywne użytkowanie.

Mercedes EQS (2022)
Mercedes EQS (2022) – przód, fot. Mercedes

Mimo tych zalet najzamożniejsi klienci w zdecydowanej większości nawet się nie zastanawiali i wybierali Klasę S. Elektryczny EQS nie był w stanie ich przekonać, a dziś widać, że była to decyzja racjonalna. Osoby, które zaryzykowały zakup elektrycznej limuzyny, zapłaciły za to bardzo wysoką cenę.

Po czterech latach warty 38% ceny katalogowej. I to jest tylko życzenie

Jeden z właścicieli przejechał EQS-em 57 tys. km od 2022 roku. Auto jest bezwypadkowe i pochodzi z polskiego salonu, czyli teoretycznie jest egzemplarzem wzorcowym. W momencie zakupu jego cena katalogowa wynosiła 750 tys. zł. Dziś właściciel liczy na 290 tys. zł. To oznacza, że po czterech latach zamierza odzyskać jedynie 38% pierwotnej wartości za samochód w stanie idealnym.

Zrzut ekranu oferty na używanego Mercedesa EQS za 290 tys. zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na używanego Mercedesa EQS za 290 tys. zł, fot. motofilm.pl

Niestety dla właściciela – będzie ciężko znaleźć chętnego. Sytuacji nie poprawia fakt, że EQS korzysta ze starej architektury 400-woltowej, podczas gdy nowszy i znacznie tańszy (209 900 zł) model Mercedesa – nowe CLA, oferuje już architekturę 800-woltową z ładowaniem do 320 kW. Dla rynku wtórnego są to szczegóły, które mają ogromne znaczenie.

Dodatkowo presję na ceny używanych elektrycznych egzemplarzy potęgują gigantyczne przeceny nowych, luksusowych samochodów elektrycznych. Przykładowo Volvo EX90, oferujące siedem miejsc i jeden z najlepszych systemów audio dostępnych w samochodzie, można dziś kupić jako nowe auto za nieco ponad 300 tys. zł. W takiej sytuacji wielu kupujących woli dopłacić niewiele więcej i wybrać nowy samochód, równie komfortowy, z długągwarancją, zapominając o temacie degradacji baterii.

2022 Mercedes-AMG EQS 53 4MATIC+
Mercedes-AMG EQS 53 4MATIC+ – tył, fot. Mercedes-AMG

Nie bez znaczenia jest również konkurencja z rynku wtórnego. Zadbane Porsche Taycan można dziś znaleźć w przedziale 250–280 tys. zł. Mówimy przy tym o elektryku o mocy sięgającej 680 KM, który oferuje znacznie więcej emocji z jazdy. Audi e-tron GT można zaś nabyć nawet w cenie Omody 9, czyli 219 900 zł.

Technologia pędzi, a rynek wtórny nie nadąża

Kupowanie drogich, luksusowych samochodów elektrycznych jest dziś sporym ryzykiem. Technologia rozwija się błyskawicznie, infrastruktura ładowania również idzie do przodu, ale dla rynku wtórnego to zła wiadomość. Już 2–3-letnie elektryki postrzegane są jako przestarzałe i szybko tracą na atrakcyjności, bo co chwilę pojawiają się nowe baterie, lepsze architektury i krótsze czasy ładowania.

2022 Mercedes-AMG EQS 53 4MATIC+
Mercedes-AMG EQS 53 4MATIC+ – wnętrze, fot. Mercedes-AMG

Do tego najbogatsi klienci wcale nie chcą zmieniać swoich przyzwyczajeń ani planować jazdy pod kątem ładowania. Widać to nawet po najbardziej egzotycznych projektach, takich jak Rimac Nevera. Mimo kosmicznej mocy i wyjątkowego charakteru chętnych było niewielu. Wszystko to sprawia, że luksusowe samochody elektryczne pozostają dziś zakupem obarczonym bardzo dużym ryzykiem.

Źródło: motofilm.pl