Czego można oczekiwać po samochodzie za ponad 200 tys. zł? Przede wszystkim niezawodności, czego nie mogą dziś powiedzieć użytkownicy japońskiej Mazdy CX-60. Jak się jednak okazuje, chińską Omodę również dręczy jeden poważny problem. Kierowcy sportowego SUV-a w czasie mrozów zmagają się z tzw. „trybem żółwia”, który znacząco ogranicza osiągi auta. Historia pokazuje, że problem nie występuje wyłącznie zimą. W lipcu jeden z użytkowników wzywał z tego powodu lawetę do Austrii.
Omoda 9 to bardzo dobry SUV, ale niepozbawiony wad
Na wstępie trzeba jasno zaznaczyć, że ten tekst nie jest atakiem na chińską motoryzację. Omoda 9 Super Hybrid to bardzo wygodny, solidnie złożony SUV, który moim zdaniem – jest wart tych pieniędzy. Może nie jest tak praktyczny jak Chery Tiggo 9, ale taki był zamysł producenta. Linia nadwozia jest bardziej sportowa i trudno odmówić jej atrakcyjności.
Zobacz również
Faktem jest jednak, że katalogowe 537 KM pozostaje raczej wartością teoretyczną lub osiągalną w bardzo konkretnych warunkach, według niektórych w trybie Offroad. Jednak nawet około 450 KM, które zmierzono na hamownii, to i tak wynik, którego większość kierowców nigdy w pełni nie wykorzysta. To szybki SUV, który według realnych pomiarów rozpędza się do 100 km/h w 5,5 sekundy.

„Tryb żółwia” potrafi skutecznie popsuć jazdę
Problem, który najbardziej doskwiera użytkownikom, dotyczy zarządzania energią. Zwłaszcza tej zimy, gdy niemal codziennie panuje mróz, samochód potrafi zachowywać się nieprzewidywalnie. Tzw. inteligentny system zarządzania energią ewidentnie ma luki w oprogramowaniu, które prowadzą do rozładowania baterii i w efekcie do drastycznego ograniczenia osiągów.
Z moich doświadczeń wynika, że nie jest to problem wyłącznie tego konkretnego zespołu napędowego. Podobna sytuacja spotkała mnie również w Jaecoo 7 Super Hybrid oraz Chery Tiggo 8 PHEV, czyli modelach korzystających ze słabszych plug-inów (około 280 KM).
Problem objawia się w różnych sytuacjach. W Jaecoo 7 Super Hybrid spotkało mnie to na autostradzie, gdzie nie byłem w stanie osiągnąć więcej niż 130–140 km/h, a i to tylko dlatego, że auto było wcześniej rozpędzone. Samochód praktycznie nie reagował na gaz i wyświetlał na cyfrowej tablicy różne błędy.

Szczerze mówiąc, po tym jak pojechałem Chery Tiggo 8 PHEV do Szwajcarii i przez całą trasę przez Niemcy dosłownie wciskałem gaz w podłogę, a bateria ani razu się nie rozładowała, myślałem, że grupa Chery ten problem ma już za sobą. Po powrocie do domu miałem jednak około 20 procent baterii, przyszła zima i po porannym ruszeniu samochodem coś nie zadziałało. Auto rozładowało się w mieście, a ja nie byłem w stanie przekroczyć 40 km/h. To dokładnie ten moment, w którym część kierowców zacznie poważnie rozważać telefon po assistance.
Forum kierowców pełne jest podobnych historii
Na forach dla użytkowników Omody 9 można przeczytać:

To tylko przykład. Takich wpisów jest znacznie więcej. Część właścicieli próbuje tłumaczyć problem stylem jazdy lub niewłaściwym użytkowaniem auta.

Na takie argumenty szybko pojawiają się jednak riposty innych kierowców.

Jak uniknąć „trybu żółwia” i co zrobić, gdy już się pojawi?
Oczywiście tak być nie powinno. Chińczycy z pewnością pracują nad rozwiązaniem problemu i w najbliższych miesiącach spodziewam się stosownej aktualizacji. Zresztą wierzę, że tak się dzieje, widząc progres po marcowym teście Jaecoo 7 SH i listopadowym Chery Tiggo 8 PHEV, z tym samym napędem.
Na dziś najlepszym rozwiązaniem pozostaje po prostu regularne ładowanie samochodu. Hybryda typu plug in służy właśnie do tego, by podłączać ją do gniazdka. Kupowanie takiego auta bez możliwości ładowania w domu mija się z celem, na co zwróciła uwagę nawet Unia Europejska. Okazało się, że tylko co czwarty właściciel ładuje swoje auto odpowiednio często, a reszta robi to jedynie okazjonalnie. Naładowane i rozgrzane auto, najlepiej z poziomem energii powyżej 20 procent, nawet w mroźnych warunkach nie powinno dopuścić do całkowitego rozładowania baterii.

Czasami jednak nie da się tego zrobić i gdy spotka nas ten problem na trasie, najlepiej po prostu znaleźć najbliższą ładowarkę i poświęcić te 20–30 minut na doładowanie akumulatora. Gdy spotkało mnie to na autostradzie, udało mi się utrzymać przepisową prędkość, więc nie stwarzałem zagrożenia dla innych uczestników ruchu. Po około 40 km bateria sama się doładowała. W takiej sytuacji można więc nic nie robić i poczekać, aż system wróci do normalnej pracy.
Źródło: motofilm.pl






