To, że niektórym dealerom nie udało się sprzedać samochodów wyprodukowanych w 2025 roku, nie jest jeszcze żadnym problemem. Wystarczy obniżyć cenę i ktoś na pewno się trafi. Klientom zwykle nie przeszkadza auto wyprodukowane rok wcześniej, skoro mogą je kupić znacznie taniej. Niektórzy wręcz celowo czekają do stycznia lub lutego, żeby zapolować na takie okazje. Problem zaczyna się wtedy, gdy samochód stoi na placu nie rok, lecz… pięć lat. Dokładnie tyle czasu czeka na nabywcę ten chiński SUV, który w 2022 roku kosztował 179 900 zł. Minęło niemal 60 miesięcy i nikt go nie kupił. W normalnych warunkach właśnie kończyłaby się jego gwarancja.
Dealer utknął z rodzinnym SUV-em
Jeden z autoryzowanych polskich sprzedawców utknął z SUV-em o nazwie Euniq 6. Miałem okazję testować ten model pod koniec 2023 roku i trzeba przyznać, że przy pierwszym kontakcie, jak na chińskie auto przystało, potrafi zaskoczyć. Wnętrze wykonano z solidnych materiałów, spasowanie jest dobre, a na pokładzie nie brakuje nowoczesnych dodatków, takich jak oświetlenie ambientowe. Trzeba jednak uczciwie dodać, że to jeden z nielicznych modeli obok Forthinga, w którym „pachnie jak w chińskim sklepie”, szczególnie gdy wnętrze się nagrzeje.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Tak czy inaczej, jest to duży rodzinny SUV. Ma 4725 mm długości, aż 190 mm prześwitu i potężny bagażnik o pojemności 754 litrów. Bez problemu pomieści pięć dorosłych osób i wcale nie kosztuje fortuny. Dealer wystawił go za 124 900 zł, choć zapewne oddałby go nawet za kilka tysięcy mniej, byle tylko znalazł się kupiec.
Biały egzemplarz został wyprodukowany w 2022 roku. Maxus udzielał na ten model gwarancji na pięć lat lub do 100 tysięcy kilometrów, więc teoretycznie właśnie w tym roku powinna ona dobiegać końca. Nie wiadomo jednak, jak do sprawy podejdzie dealer. Samochód jest już zarejestrowany, więc gwarancja powinna normalnie biec od momentu pierwszej rejestracji. Z doświadczenia wiem jednak, że w takich przypadkach bardzo często kończy się to przedłużeniem ochrony o kolejne lata, żeby nowy właściciel nie musiał martwić się stanem auta zaraz po zakupie.

W standardzie jest już wszystko
Maxus Euniq 6 jest bardzo przyzwoicie wyposażonym SUV-em. W 2022 roku oferowano go wyłącznie w jednej, bogatej wersji wyposażenia. Na pokładzie znajdziemy między innymi:
- wiele poduszek powietrznych
- system utrzymania pasa ruchu
- asystenta hamowania awaryjnego
- system monitorowania martwego pola
- zestaw kamer 360 stopni z czujnikami
- tempomat adaptacyjny
- 18-calowe felgi aluminiowe
- reflektory LED
- elektryczną klapę bagażnika
- dwustrefową klimatyzację automatyczną
- bezprzewodową ładowarkę do telefonu
- podgrzewane siedzenia
- skórzane fotele
- 12,3-calowy cyfrowy zestaw wskaźników
- 10,4-calowy ekran dotykowy
- Apple CarPlay
Można oczywiście wskazać pewne braki, na przykład brak automatycznych świateł drogowych, który nie ma nawet w opcjonalnym wyposażeniu. Poza tym jest to jednak naprawdę kompletnie wyposażony samochód. Jedyne, co bardzo mi się w nim nie podoba, to dolne wykończenie drzwi. Jest zbyt ostre, więc przy szybkim wsiadaniu można się zwyczajnie skaleczyć.

Problem w napędzie? I tak, i nie
Euniq 6 to SUV elektryczny. Teoretycznie więc, z uwzględnieniem dopłat, mógłby kosztować taniej nawet 30–40 tysięcy złotych, w zależności od przyznanej kwoty. W praktyce jednak nie ma takiej możliwości, bo to egzemplarze zarejestrowane na dealera, a to wyklucza ubieganie się o dotację.
Silnik elektryczny generuje 177 KM i 310 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Moc trafia na przednie koła za pośrednictwem automatycznej przekładni. Taki zestaw pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 9,5 sekundy i osiągnięcie prędkości maksymalnej 160 km/h.

Gdzie więc tkwi największy problem? Nawet nie w akumulatorze, bo ten ma pojemność 70 kWh, co w mieście pozwala przejechać około 450 kilometrów przy średnim zużyciu na poziomie 18 kWh na 100 km. Największy kłopot dotyczy ładowania. Producent deklaruje maksymalną moc 80 kW, ale w praktyce jest to około 45–50 kW. W efekcie na szybkiej ładowarce trzeba spędzić nawet półtorej godziny.
Dla porównania, współczesne elektryki potrafią naładować się od 10 do 80 procent w 15–20 minut. Najprawdopodobniej właśnie ta różnica sprawiła, że nawet atrakcyjna cena nie wystarczyła, by ten samochód znalazł właściciela przez pięć długich lat. Do tego dochodzą inne kwestie, takie jak dostępność części oraz fakt, że Maxus wycofał się w naszym kraju z samochodów osobowych i skupia się dziś wyłącznie na modelach dostawczych i pickupach.
Źródło: motofilm.pl



