„Special Edition”, 440 l bagażnika i 89 900 zł, a jednak stoi w salonie. Limit gwarancji budzi wątpliwości

To nie silnik ani wyposażenie są tu największym problemem. Decydują zapisy, które sprawiają, że nawet ciekawa oferta przestaje wyglądać przekonująco.

Gdy dealerzy nie sprzedadzą wszystkich aut w danym roku, a jednocześnie chcą poprawić wyniki sprzedaży i spełnić warunki premiowe importera, często rejestrują samochody na siebie. Problem polega na tym, że od daty pierwszej rejestracji zaczyna biec gwarancja producenta. Dokładnie tak stało się w przypadku tego SUV-a Coupe Volkswagena, który od 2024 roku nie znalazł jeszcze „prawdziwego” nabywcy. To jednak nie wszystko, bo w tym przypadku zastosowano również dziwny limit przebiegu w ramach gwarancji.

Najpierw rejestrują, a potem zaczyna się problem

Praktyka rejestrowania samochodów przez dealerów jest powszechna. Wiele grup dealerskich opiera się przede wszystkim na tym, że biorą auta „na siebie”, licząc, że później i tak znajdą klientów. Gwarancja zazwyczaj zaczyna jednak swój bieg w dniu rejestracji, a im później samochód zostanie sprzedany, tym krótszy okres ochrony zostaje dla nowego właściciela.

Volkswagen standardowo udziela na model Taigo 2 lata gwarancji bez limitu kilometrów. Ten konkretny fabrycznie nowy egzemplarz został zarejestrowany 9 stycznia 2025 roku, co oznacza, że jeden rok ochrony jest już za nim. Do dyspozycji przyszłego właściciela pozostają więc tylko dwa lata gwarancji. To jednak nie jedyne ograniczenie. Dealer informuje, że wsparcie obowiązuje maksymalnie do… 60 tysięcy kilometrów. Taki limit przebiegu w połączeniu z krótszym okresem gwarancji wyraźnie obniża atrakcyjność oferty i sprawia, że auto wciąż nie może znaleźć chętnego.

Volkswagen Taigo Style 1.5 TSI DSG
Volkswagen Taigo Style 1.5 TSI DSG, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Na papierze wygląda zwyczajnie, w praktyce to coś więcej

Cena 89 900 zł na pierwszy rzut oka może nie robić wielkiego wrażenia. Na początku 2025 roku nowe Taigo z takim samym silnikiem dało się kupić za 91 190 zł, więc dla wielu osób różnica rzędu nieco ponad tysiąca złotych przy jednocześnie krótszej gwarancji sprawia, że oferta nie wygląda jak oczywista okazja. Pojawia się proste pytanie: skoro rok temu „zwykłe” Taigo kosztowało niewiele więcej, to gdzie tu sens?

Ten egzemplarz nie jest zwykłym Taigo. To wersja Special Edition, czyli odmiana z wyraźnie bogatszym wyposażeniem. I właśnie ten szczegół wielu kupujących pomija. Patrzą na samą cenę i rocznik, a nie na to, że w praktyce dostają auto lepiej doposażone niż standardowe wersje.

Volkswagen Taigo Style 1.5 TSI DSG
Volkswagen Taigo Style 1.5 TSI DSG – bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Wersja Special Edition dodaje praktyczne elementy

Gama wyposażenia Taigo jest dość szeroka i obejmuje obecnie sześć wersji. W 2024 roku w ofercie pojawiła się również odmiana Special Edition. Oznacza ona obecność wielu dodatków, które w standardowych wersjach są płatnymi opcjami. Ten egzemplarz oferuje między innymi:

  • czujniki parkowania z przodu i z tyłu z wizualizacją na ekranie
  • dwustrefową klimatyzację automatyczną Climatronic z funkcją Air Care
  • podgrzewane fotele przednie
  • pakiet z czujnikiem deszczu i funkcją Light Assist
  • autoalarm
  • system multimedialny Ready2Discover z wyświetlaczem 8 cali oraz usługą Streaming and Internet
  • App Connect do wyświetlania ekranu smartfona
  • system bezkluczykowego dostępu i uruchamiania Keyless Access
  • aluminiowe felgi 17-cali

Oczywiście dochodzi do tego pełne wyposażenie standardowe modelu Taigo, na które składają się między innymi:

  • reflektory LED do jazdy dziennej oraz światła drogowe i mijania w technologii LED
  • tylne lampy LED
  • kierownica multifunkcyjna
  • poduszki powietrzne czołowe, boczne, centralna oraz kurtyny powietrzne
  • elektryczne szyby z przodu i z tyłu
  • elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka boczne
  • Digital Cockpit z cyfrowym zestawem wskaźników o przekątnej 8 cali

Gwarancja z limitem 60 tys. km działa na niekorzyść oferty

W momencie, gdy na rynek wchodzą wietnamskie marki oferujące nawet 10 lat gwarancji lub ochronę do 200 tysięcy kilometrów, wsparcie w postaci dwóch lat do 60 tysięcy kilometrów wygląda po prostu blado. Nawet jeśli ktoś nie planuje przejechać takiego dystansu w ciągu 24 miesięcy, to w oczach klientów działa zniechęcająco i budzi pytania o sens zakupu.

W opisie tej oferty na VW Taigo widnieje zapis: "OFEROWANY SAMOCHÓD POSIADA FABRYCZNĄ GWARANCJĘ PRODUCENTA WAŻNĄ DO 2028-01-09 LUB 60 000 KM"
W opisie tej oferty na VW Taigo widnieje zapis: „OFEROWANY SAMOCHÓD POSIADA FABRYCZNĄ GWARANCJĘ PRODUCENTA WAŻNĄ DO 2028-01-09 LUB 60 000 KM”

Część osób zaczyna łączyć fakty, zwłaszcza że pod maską pracuje silnik o pojemności 1.0 l. Choć motor nie daje powodów do niepokoju, pojawiają się podejrzenia, że to właśnie jednostka napędowa może być powodem ograniczeń. W rzeczywistości mamy do czynienia z jedną z najbardziej udanych trzycylindrowych konstrukcji Grupy VAG, znaną z dobrej trwałości, rozsądnego zużycia paliwa i przyzwoitej dynamiki.

Zrzut ekranu zapisu o gwarancji w ogłoszeniu o fabrycznie nowym, zarejestrowanym Taigo. Fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu zapisu o gwarancji w ogłoszeniu o fabrycznie nowym, zarejestrowanym Taigo. Fot. motofilm.pl

Moc 116 KM dobrze pasuje do tej bryły, co miałem okazję sprawdzić chociażby w Skodzie Kamiq, gdzie stosowana jest ta sama jednostka. Owszem, dziś większość klientów wybiera automatyczne skrzynie biegów, jednak manual w Taigo działa sprawnie i sprzyja niższym kosztom eksploatacji oraz prostszej, bardziej trwałej konstrukcji.

Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 9,9 sekundy. Dla porównania Omoda 5 o mocy 147 KM osiąga setkę w 10,1 sekundy, a 280-konne Jaecoo 7 w 8,5 sekundy. Co ciekawe, żaden z wymienionych modeli nie zbliża się do prędkości maksymalnej Taigo. Wynosi ona 196 km/h i pozostaje wartością nieosiągalną dla wielu chińskich propozycji.

Źródło: motofilm.pl