Koreański producent zakończył produkcję najmniejszego modelu spalinowego w swojej ofercie. Auto wciąż można skonfigurować na oficjalnej stronie producenta, ale dotyczy to wyłącznie egzemplarzy już wyprodukowanych. Nie ma możliwości dobrania wszystkich opcji i pakietów. Decyzja może zaskakiwać, bo mówimy o jednym z najtańszych samochodów na rynku, który kiedyś był bestsellerem. Hyundai coraz wyraźniej stawia jednak na napędy elektryczne, a wyniki sprzedaży za 2025 rok pokazują, że ta strategia zaczyna działać.
Do miasta coraz częściej wybierany jest elektryk
Dane sprzedażowe Hyundaia w Polsce za 2025 rok ujawniają ciekawy trend. Polacy wciąż preferują samochody spalinowe w segmencie SUV-ów i innych modeli rodzinnych. Inaczej wygląda to w przypadku aut typowo miejskich. Tutaj coraz częściej uwagę klientów przyciągają elektryki.
Zobacz również
Hyundai Inster w 2025 roku znalazł 747 nabywców i zajął siódme miejsce w gamie marki. Tymczasem Hyundai i10 nie zmieścił się nawet w pierwszej siódemce. Dla porównania w 2024 roku sprzedano 869 egzemplarzy tego modelu. Nieco większy i20 poradził sobie znacznie lepiej, bo trafił do 3770 klientów.
Produkcję i10 zatrzymano pod koniec 2025 roku. Od tamtej pory w tureckiej fabryce w Izmicie nie powstał ani jeden nowy egzemplarz.

Hyundai i10 nie zawsze sprzedawał się słabo. Jeszcze przed okresem intensywnej elektryfikacji był jednym z najchętniej wybieranych samochodów miejskich. Do 2020 roku niemal co roku znajdował się w pierwszej piątce najlepiej sprzedających się modeli Hyundaia w Polsce.
Co przeważyło? Dopłaty do elektryków i bardzo słaby automat
Dziś Hyundai i10 kosztuje w katalogu co najmniej 69 tys. zł. Jego elektryczny następca, czyli Inster, startuje z poziomu 103 900 zł. W praktyce większość klientów korzystała jednak z dopłat do samochodów elektrycznych wynoszących od 30 do 40 tys. zł. Realna cena często była więc bardzo zbliżona.
Przewagą Instera jest także skrzynia biegów. Jako elektryk występował wyłącznie z automatem, co w ruchu miejskim ma ogromne znaczenie i realnie podnosi komfort jazdy.
Bazowe i10 oferowano z benzynowym silnikiem 1.0 o mocy 67 KM z manualem. Przyspieszenie do 100 km na godz. zajmowało niemal 15 sekund. Wybór automatu wymagał dopłaty do wersji z silnikiem 1.2 MPI o mocy 84 KM oraz dodatkowych 4000 zł za skrzynię.

Problem polega na tym, że nie jest to klasyczny automat, lecz skrzynia zautomatyzowana. Jej działanie powoduje wyraźne przerwy w przyspieszaniu. Przy zmianie biegu obroty silnika spadały z około 2400 do 1600 na minutę, co skutkuje chwilowym szarpnięciem i uczuciem, jakby samochód na moment zwalniał. Do tego dochodzą bardzo słabe osiągi, bo przyspieszenie do 100 km na godz. zajmuje aż… 16 sekund.
Biorąc pod uwagę, że i10 nie jest modelem kultowym ani wyjątkowym, producent nie miał powodów, by utrzymywać go w ofercie mimo słabnącego zainteresowania.
U dealerów da się kupić taniej. Jest też tylko trochę droższa, ale znacznie lepsza alternatywa
Na placach dealerów w całej Polsce wciąż stoją egzemplarze i10 dostępne od ręki. Wersje z litrowym silnikiem benzynowym można znaleźć w cenach od około 63 700 zł. Najtańszy wariant z automatem to wydatek rzędu 77 tys. zł, choć w tym przypadku trudno mówić o rozsądnym wyborze.

Przy takich kwotach coraz lepiej wygląda konkurencja. Przykładem może być Toyota Aygo X z napędem hybrydowym o mocy 116 KM i znacznie lepszą skrzynią e-CVT. Taki samochód kosztuje dziś zaledwie 5 tys. zł więcej, a oferuje wyraźnie nowocześniejszą technikę i lepsze wrażenia z jazdy w mieście (9,2 sekundy do setki). Nie wspominając o ekonomii.
Źródło: motofilm.pl






