Na każdym zwykłym samochodzie kupionym w salonie traci się już po wyjeździe z salonu. Około 10 procent znika już po przekroczeniu bramy salonu, nawet 20–30 procent w pierwszym roku, a po trzech latach często połowa wartości. Oczywiście są wyjątki od tej reguły. Wystarczy kupić rzadkie, limitowane i bardzo drogie auto o egzotycznym charakterze. Wtedy można nie stracić nic, a w perspektywie lat nawet zarobić. Z taką nadzieją pewien klient kupił Porsche Taycana Turbo GT z pakietem Weissach, czyli najmocniejsze Porsche w historii marki. Zdziwienie przyszło w momencie, gdy samochód po kilku miesiącach od zakupu trafił na aukcję.
Porsche wpadło przez elektryki w poważny kryzys
Porsche Taycan to bez wątpienia bardzo dopracowany samochód elektryczny. Testowałem go wielokrotnie. Oparty na architekturze 800-woltowej oferuje znakomite właściwości jezdne, kosmiczne osiągi, bardzo szybkie ładowanie i kosmiczny design. Klientów jednak to nie przekonało. Sprzedaż modelu pozostaje marginalna, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Marka znalazła się przez to w trudnej sytuacji finansowej, a w Chinach z dnia na dzień zamykane są salony. Co więcej, ładne, bezwypadkowe egzemplarze Taycana pierwsi właściciele próbują dziś sprzedawać za niewiele ponad 200 tys. zł, mimo że jeszcze niedawno płacili za nie 2-3 razy tyle.
Taycan Turbo GT Weissach to model wyjątkowy. W 2024 roku ustanowił rekord okrążenia toru Nurburgring Nordschleife wśród seryjnych samochodów elektrycznych, osiągając czas 7:07,55. Generuje aż 1108 KM i przyspiesza do 100 km/h w około 2 sekundy. Wydawałoby się, że taki samochód zawsze będzie obiektem pożądania.

Liczył na zysk, a stracił fortunę
Patrząc na te spektakularne osiągi, pewien amerykański klient zdecydował się na zakup Taycana Turbo GT Weissach z myślą o możliwym zysku. Dealer zaproponował mu cenę w przeliczeniu około 1,04 mln zł z kilkoma dodatkami, co na tle polskiego cennika, gdzie model ten kosztuje minimum 1,11 mln zł, wyglądało rozsądnie.
Kupił więc ten samochód, przejechał nim zaledwie 227 km i wystawił go na sprzedaż. Liczył, że sytuacja będzie podobna jak w przypadku Porsche 911 GT3 RS z pakietem Weissach, na którym właściwie nie da się stracić, a można tylko zyskać. Tym razem jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Najwyższa oferta za Taycana Turbo GT Weissach wystawionego na aukcji wyniosła jedynie… 598 tys. zł. Nikt nie był skłonny zapłacić więcej. Oznacza to stratę około 450 tys. zł po przejechaniu zaledwie kilkudziesięciu kilometrów, praktycznie tuż po wyjeździe z salonu. Mówimy przecież o samochodzie wyprodukowanym w… 2025 roku.

Co ciekawe, mimo że nie osiągnięto ceny minimalnie i auto formalnie nie znalazło od razu nabywcy, sprzedający podchodzi do sprawy realistycznie. Jest gotów sprzedać samochód za zbliżoną kwotę. W tym celu planuje bezpośrednie negocjacje z osobą, która złożyła najwyższą ofertę, aby dojść do kompromisu. Od realiów rynkowych po prostu nie da się uciec.
Taycan traci w każdej wersji na całym świecie
Właściciele Taycanów na całym świecie tracą ogromne pieniądze. Niektórzy deklarują, że będą jeździć swoimi egzemplarzami „aż się rozpadną”, bo sprzedaż nie ma większego sensu. W sieci bez trudu można znaleźć oferty Taycanów, które w 2023 roku kosztowały około pół miliona złotych, a dziś wystawiane są za mniej więcej 200 tys. zł. Klientów i tak jest jak na lekarstwo.

Gigantyczna utrata wartości to nie tylko problem elektryków
Można by sądzić, że tak drastyczna utrata wartości dotyczy wyłącznie samochodów elektrycznych, ale to nie do końca prawda. Podobną spektakularną wpadkę zaliczyło BMW z modelem XM. Mimo że jest to największy i najmocniejszy SUV w historii marki, po dwóch latach stracił on na wartości około 400 tys. zł.
Nie pomogło nawet to, że pod maską pracuje hybrydowy układ napędowy o mocy 653 KM, pozwalający osiągnąć 100 km/h w 3,9 sekundy. Rynek po raz kolejny pokazał, że nawet najbardziej imponujące dane techniczne nie gwarantują utrzymania wartości.
Źródło: motofilm.pl



