Rynek małych SUV-ów bardzo mocno urósł w ostatnim czasie. Największym chińskim hitem bez wątpienia jest Chery Tiggo 4, które po debiucie natychmiast zebrało ogromną liczbę zamówień. Trudno się temu dziwić, bo oferuje silnik 1.5 l, 163 KM, pełną hybrydę i cenę startującą od 95 900 zł. Choć w warunkach miejskich sprawdza się bardzo dobrze, to przy prędkościach autostradowych ujawnia swoje drugie, zdecydowanie gorsze oblicze. Konkurencja z Europy udowadnia, że wcale tak nie musi być.
Moc to nie wszystko, w tym przypadku słabsze auto sprawdza się lepiej
Liczba 163 w kontekście koni mechanicznych większości kierowców kojarzy się z mocnym samochodem. I faktycznie, Chery Tiggo 4 sprawnie przyspiesza do 120 km/h. Problemy zaczynają się jednak wtedy, gdy kierowca próbuje jechać z prędkościami autostradowymi rzędu 140–150 km/h. Czy zastanawiałeś się, dlaczego w katalogu podano prędkość maksymalną wynoszącą zaledwie 150 km/h? Po jeździe testowej zupełnie mnie to nie dziwi. Ba, mam wrażenie, że to wręcz zbyt dużo jak na ten samochód.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Przy 140 km/h chiński układ hybrydowy zaczyna wyraźnie się gubić, opierając się niemal całkowicie na silniku spalinowym. Ten wchodzi na wysokie obroty, hałasuje i sprawia wrażenie, jakby pracował na granicy swoich możliwości. Wraz z hałasem drastycznie rośnie też zużycie paliwa, które bez problemu dobija do około 10 litrów na 100 km. Przy takiej prędkości rozmowa z pasażerem wymaga podniesienia głosu o trzy tony, a dłuższa jazda po prostu męczy. O jakimkolwiek komforcie na autostradzie nie ma tu mowy.

Dlatego odbierając do testu konkurencyjnego „europejczyka” o mocy 110 KM, również w wersji hybrydowej, spodziewałem się podobnych lub nawet gorszych wrażeń. W końcu mówimy o propozycji ze znacznie słabszym silnikiem. Wyjechałem więc na autostradę i byłem autentycznie zaskoczony. To niepozorne autko o pudełkowatej linii nadwozia bardzo sprawnie przyspiesza. Przy 150 km/h w kabinie jest zaskakująco cicho, a komfort jazdy jest nieporównywalnie (!) lepszy. Gdybym miał do przejechania 1000 km i wybór między 163-konnym Chery Tiggo 4, a francuskim SUV-em słabszym o 53 KM, bez wahania wybrałbym tego drugiego. I mówię to mimo że nie jestem fanem francuskich samochodów. Przed zakupem któregoś z nich każdy powinien wyjechać na autostradę i ocenić różnice na własnej skórze. Bo ta nie jest mała, jest gigantyczna.
Co to za auto?
Mowa o Citroenie C3. W Polsce model ten cieszy się dużą popularnością głównie za sprawą ceny, która zaczyna się od 69 900 zł. W hybrydowej i najwyższej specyfikacji Max kosztuje minimum 92 460 zł, a przynajmniej do takiej oferty dotarłem. Jest to cena niższa o 4 tys. zł w porównaniu do bazowego Tiggo 4. Sprawdźmy więc, co ma do zaoferowania.

Wyposażeniem nie musi wstydzić się przed „chińczykiem”
Chery Tiggo 4 jest rewelacyjnie wyposażone i do tego świetnie poskładane. Nie ma co liczyć na podobną jakość materiałów, ale Citroen i tak poprawił się pod tym względem. Plastiki są fajnej jakości, a spasowanie zaskakująco dobre. Nawet przy głośnym słuchaniu muzyki – o dziwo, nic nie skrzypi. Wersja Max oznacza najwyższy wariant, a więc posiada m.in.:
- 17-calowe felgi aluminiowe
- Tylne światła 3D LED
- Reflektory LED
- Zawieszenie Citroen Advanced Comfort
- Automatyczną klimatyzację
- Kamerę cofania
- Pełną elektrykę szyb
- Bezprzewodową ładowarkę do smartfonów
- System nawigacji 3D
- Przyciemniane tylne szyby
- 10,25-calowy ekran dotykowy
Citroen Head-Up Display - Bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto
- Obszytą kierownicę
- Wiele systemów bezpieczeństwa i asystentów kierowcy
Docenić można obecność wielu fizycznych przycisków, które dziś są rzadkością. Co ważne, do wyłączania kluczowych systemów nie trzeba przeklikiwać się przez ekran dotykowy, jak ma to miejsce w większości nowych samochodów. Istnieją osobne przyciski do dezaktywacji systemu utrzymania pasa ruchu oraz ostrzegania o przekroczeniu prędkości. To kolejny element poprawiający komfort jazdy.

Pozytywnie zaskakuje również ilość miejsca na tylnej kanapie. Jest go naprawdę sporo i nie widać wyraźnych różnic w porównaniu do Tiggo 4. Za to bagażnik wypada już znacznie gorzej i oferuje tylko 310 litrów, podczas gdy w Chery jest to 430 litrów.
Co dokładnie go napędza?
Pod maską hybrydowego Citroena C3 pracuje trzycylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 1,2 litra. Jednostka wykorzystuje 48-woltową technologię mild hybrid i generuje 110 KM oraz 205 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Współpracuje z sześciobiegową, dwusprzęgłową automatyczną skrzynią biegów i napędem na przednie koła.

Taki zestaw pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 10,6 sekundy oraz osiągnięcie prędkości maksymalnej 160 km/h. Producent deklaruje średnie zużycie paliwa na poziomie 5 litrów na 100 km oraz emisję CO2 wynoszącą 114 g/km według cyklu WLTP. Podczas jazdy 140-150 km/h komputer pokazał 7,7 litra na 100 km.
Liczby na papierze nie powalają, ale w codziennej jeździe wszystko się zgadza. Podróżuje się spokojnie i bez nerwów, dokładnie tak, jak powinno. I to w moim odczuciu jest największą przewagą nad Chery Tiggo 4.
Źródło: motofilm.pl



