Budżet dopłat się kończy, Omoda tanieje o ich równowartość. Najszybsi skorzystają podwójnie

Budżet dopłat do aut elektrycznych z programu NaszEauto jest na wyczerpaniu, ale Omoda reaguje obniżką cen. Model E5 potaniał o 30 tys. zł, a najszybsi klienci wciąż mogą spróbować skorzystać także z rządowej dotacji.

Zainteresowani samochodami elektrycznymi żyją w ostatnich dniach w lekkim stresie, bo kończą się środki z programu NaszEauto. Według niektórych wyliczeń do wyczerpania puli 1,18 mld zł pozostało już tylko kilka dni. Składając wniosek dziś, tak naprawdę nie ma pewności, czy załapie się on jeszcze na przyznanie dopłaty. Omoda najwyraźniej bierze to pod uwagę i nieoficjalnie sprawdza, jak duże byłoby zainteresowanie elektrykiem bez wsparcia programu. Cena została obniżona dokładnie o 30 tys. zł, czyli o kwotę, która najczęściej przyznawano w ramach dopłat.

Taniej o 30 tys. zł. To może utrzymać zainteresowanie elektrykami

„NaszEauto” miało pobudzić rynek samochodów elektrycznych i trzeba przyznać, że to się udało. Program, który miał obowiązywać do 30 kwietnia 2026 roku, wyczerpie się najprawdopodobniej jeszcze w styczniu. Dokładnej daty nikt jednak nie zna.

Z tego powodu część klientów może wstrzymywać się z zakupem auta elektrycznego. Skoro jeszcze niedawno można było otrzymać 30 lub 40 tys. zł dopłaty, niewiele osób chce dziś płacić pełną cenę. Spodziewany jest więc spadek sprzedaży elektryków, chyba że importerzy zaczną reagować i samodzielnie obniżą ceny o równowartość dotacji. Niektórzy producenci zaczynają tak robić. Omoda E5 zamiast 169 900 zł kosztuje obecnie 139 900 zł.

Zrzut ekranu oferty na Omodę E5 za 139 900 zł - kosztowała 169 900 zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Omodę E5 za 139 900 zł – kosztowała 169 900 zł, fot. motofilm.pl

Co istotne, nie jest przesądzone, że na to auto nie uda się jeszcze uzyskać dopłaty. Program formalnie nadal trwa, więc teoretycznie można składać wniosek o dofinansowanie, kupując samochód w cenie 139 900 zł. W najlepszym scenariuszu oznaczałoby to cenę nawet 99 900 zł. Najszybsi mogą więc skorzystać podwójnie, o ile faktycznie załapią się na dopłatę.

Omoda E5 to wygodny i bardzo dobrze wyposażony samochód elektryczny

Miałem okazję testować Omodę E5 w zeszłym roku. Ten chiński elektryk oferowany jest wyłącznie w jednej wersji Premium, która jest bardzo bogato wyposażona. Oznacza to, że na pokładzie znajduje się praktycznie wszystko, czego można oczekiwać w tej klasie, w tym:

  • komplet systemów bezpieczeństwa i asyst kierowcy
  • reflektory LED oraz tylne światła LED
  • system kamer 540 stopni
  • elektrycznie otwierana klapa bagażnika
  • 18-calowe felgi aluminiowe
  • system multimedialny z ekranem 12,3 cala
  • cyfrowy zestaw wskaźników 12,3 cala
  • system audio Sony z ośmioma głośnikami
  • wyświetlacz przezierny HUD
  • bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto
  • pompa ciepła
  • podgrzewana kierownica i fotele, także z tyłu
  • wentylowane fotele przednie
  • ambientowe oświetlenie wnętrza
  • elektrycznie sterowane okno dachowe
  • skórzana tapicerka

Jedynym istotnym minusem z praktycznego punktu widzenia jest bardzo mały bagażnik. W samochodach elektrycznych przyzwyczailiśmy się raczej do dużych wartości, a tutaj mamy jedynie 300 litrów. Projektanci ewidentnie skupili się na wygospodarowaniu jak największej ilości miejsca na tylnej kanapie. I faktycznie, miejsca na nogi jest tam naprawdę dużo, co można uznać za typowo chińskie podejście do projektowania wnętrza.

Omoda E5 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda E5 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Najsłabiej wypada pod względem ładowania

Podczas tygodniowego testu udało mi się znaleźć także wady. Nie chodzi o osiągi, bo 204 KM w zupełności wystarczają do sprawnego napędzania tego SUV-a. Auto nie zużywa też dużo energii. Średnie 16,9 kWh na 100 km to przyzwoity wynik, oczywiście w warunkach wiosennych.

Omoda E5 - wnętrze, fot. Omoda
Omoda E5 – wnętrze, fot. Omoda

Największym problemem pozostaje jednak szybkość ładowania. Maksymalna moc 80 kW, która w praktyce często wynosi 40–70 kW, oznacza długie postoje przy stacjach szybkiego ładowania. Do tego sama bateria nie jest duża, bo jej pojemność wynosi 61 kWh. W sprzyjających warunkach samochód przejedzie około 300 km, a według normy WLTP maksymalnie 402 km. Jak na dzisiejsze standardy to wynik raczej przeciętny, żeby nie powiedzieć – słaby.

Źródło: motofilm.pl