Klienci pokochali duże samochody i trudno się temu dziwić. W ostatnich latach obserwujemy prawdziwy wysyp modeli siedmiomiejscowych, także wśród aut kosztujących poniżej 100 tys. zł. Chińscy producenci również poszli w tę stronę z propozycjami takimi jak Forthing U Tour, czyli siedmiomiejscowym minivanem. Problem w tym, że takie auta często rozczarowują spalaniem. W przypadku Forthinga jest ono wręcz gigantyczne. Tylko czy w ogóle da się kupić siedmiomiejscowe auto w rozsądnej cenie, które pali jak miejski hatchback?
Renault wychodzi z mocną propozycją dla rodzin
Renault Espace jeszcze niedawno był klasycznym minivanem. Francuzi dobrze jednak wiedzą, że dziś klienci znacznie chętniej wybierają SUV-y, dlatego model przeszedł gruntowną modernizację. Teraz to duży, atrakcyjnie narysowany SUV, który mimo bardziej dynamicznej sylwetki pozostał praktyczny.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Udało się wygospodarować trzeci rząd siedzeń, dzięki czemu Espace może przewozić siedem osób. Model jest oferowany także w konfiguracji pięciomiejscowej i w takiej wersji dysponuje bagażnikiem o pojemności 692 litrów. Po złożeniu tylnych siedzeń przestrzeń ładunkowa rośnie do 2224 litrów.

Dla porównania Forthing U-Tour, czyli nowy chiński minivan na polskim rynku, również oferuje siedem miejsc, ale jego bagażnik ma pojemność od 283 do 1086 litrów. Różnica jest więc ponad dwukrotna. Niestety dla Chińczyków podobna przepaść występuje w kwestii spalania. U-Tour korzysta ze starszej konstrukcji Mitsubishi o pojemności 1.5 litra i mocy 177 KM, która zużywa absurdalne ilości paliwa, średnio nawet około 11 litrów na 100 km. Tymczasem mocniejszy układ hybrydowy Renault zadowala się realnie około… 4,8 litra na 100 km.
Nie bez powodu porównujemy akurat te dwie rodzinne propozycje. Podczas gdy za Forthinga trzeba zapłacić 153 900 zł, Renault Espace kosztuje obecnie 161 170 zł, po obniżce z 184 800 zł. Jest się więc nad czym zastanawiać, dlatego sprawdźmy, co oferuje Espace.

Co daje Renault Espace za 161 tys. zł?
Gama Espace została podzielona na trzy wersje: techno, esprit Alpine oraz iconic. W cenie 161 tys. zł dostępna jest wersja techno z pakietem Comfort Techno. Już w tej konfiguracji lista wyposażenia jest bardzo bogata.
Na pokładzie znajdziemy:
- podgrzewaną kierownicę
- podgrzewaną przednią szybę
- podgrzewane fotele przednie
- 19-calowe felgi aluminiowe
- elektrycznie regulowany fotel kierowcy z funkcją masażu i pamięcią ustawień
- 12-calowy ekran dotykowy
- 12,3-calowy wirtualny zestaw wskaźników
- ładowarkę indukcyjną
- dwustrefową klimatyzację automatyczną
- system poprawy jakości powietrza z filtrem PM 2.5
- przednie światła full LED
- elektrycznie otwieraną klapę bagażnika
- regulowaną w dwóch płaszczyznach kolumnę kierownicy
- tylne światła LED z efektem włókien 3D
- inteligentny aktywny regulator prędkości
- czujniki parkowania z przodu, z tyłu i po bokach
- kamerę cofania
W zakresie bezpieczeństwa standard obejmuje między innymi:
- system utrzymania pasa ruchu
- aktywny asystent hamowania awaryjnego
- monitorowanie martwego pola
- rozpoznawanie znaków drogowych
- asystenta zmęczenia kierowcy
- system kontroli uwagi kierowcy
- system ostrzegania o ruchu poprzecznym
Owszem, można narzekać na brak tapicerki skórzanej, którą znajdziemy w Forthingu. Jednak poza jakością samych materiałów i ich spasowaniem chiński model nie ma nic do zaoferowania. Różnice w działaniu systemów i asystentów kierowcy są wręcz przepaścią. System multimedialny w Renault oparty jest na usługach Google, oferuje wbudowane Mapy Google oraz asystenta głosowego AI. Całość działa szybko i intuicyjnie. Espace prowadzi się też znacznie pewniej i po prostu lepiej niż chiński rywal.
Ogromna różnica w spalaniu
Pod maską Forthinga pracuje klasyczny silnik benzynowy 1.5 o mocy 177 KM. To prosta, raczej bezawaryjna konstrukcja, ale zużywa bardzo dużo paliwa. Podczas jazdy autostradowej spalanie potrafi sięgnąć 13 lub nawet 14 litrów (w zależności od wiatru), a w normalnych warunkach rzadko spada poniżej 10 litrów. Importer zdaje sobie z tego sprawę i często oferuje montaż instalacji LPG za symboliczną dopłatą. Bez niej zasięgi maksymalne (!) to 400-450 km bez tankowania.

Renault postawiło na pełną hybrydę. Układ generuje łącznie 200 KM i składa się z trzycylindrowego silnika benzynowego 1.2 oraz jednostki elektrycznej. Producent deklaruje przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 8,8 sekundy i prędkość maksymalną 180 km/h.
Najważniejsze jest jednak realne zużycie paliwa. W praktycznym teście średnie spalanie wyniosło 4,8 litra na 100 km. Zbiornik paliwa ma pojemność 55 litrów, co oznacza, że w sprzyjających warunkach można przejechać nawet około 1100 kilometrów na jednym tankowaniu.

Źródło: motofilm.pl



