Ostatni atak zimy dał się we znaki wielu kierowcom. Niektórzy z nich żałują dziś, że przy zakupie samochodu nie zdecydowali się na napęd 4×4. Pojawia się więc pytanie, czy jego wybór zawsze musi oznaczać cenę sięgającą poziomu nieosiągalnego dla większości kupujących? Przejrzałem oferty polskich importerów na najtańsze SUV-y z napędem na cztery koła i znalazłem nowe auto, które bez problemu przewiezie całą rodzinę i poradzi sobie w warunkach prawdziwej zimy.
KGM jest tańsze nawet od Dacii Duster
Żeby wyjechać z salonu nowym Dusterem z napędem 4×4, trzeba dziś przygotować co najmniej 119 300 zł. To wyraźnie ponad psychologiczną barierę 100 tys. zł i po prostu nie każdy ma taką gotówkę albo chce pakować się w kredyt.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5W odpowiednim momencie pojawili się Koreańczycy z promocyjną ofertą na SUV-a z prawdziwego zdarzenia. Model ten oferuje nie tylko napęd 4×4 z blokadą i terenowymi trybami jazdy, w tym trybem na śnieg, ale również bardzo duży bagażnik o pojemności 551 litrów. Dla porównania, popularny chiński SUV MG HS oferuje 507 litrów. Nawet Duster nie może pochwalić się tak dużą przestrzenią bagażową, ponieważ w wersji z napędem 4×4 jego bagażnik ma nieco ponad 400 litrów.

Za dokładnie 104 728 zł można dziś wyjechać z salonu KGM Korando z 4×4. Jest to cena obniżona z katalogowych 117 490 zł, co ma szczególne znaczenie w momencie, gdy zimowe warunki dały się we znaki kierowcom. Co istotne, oferta dotyczy auta z roku produkcji 2025, a nie starszych egzemplarzy, jak w przypadku części promocyjnych SUV-ów z Chin, które często pochodzą jeszcze z 2024 roku (tak jak HS-y za 89 900 zł).
Wyposażenie potrafi pozytywnie zaskoczyć
Koreańczycy podzielili gamę Korando na trzy wersje wyposażenia: Joy, Adventure oraz Wild. Najtańsza z nich to Joy i wcale nie oznacza wersji ogołoconej. Już w standardzie oferuje między innymi:
- wiele poduszek powietrznych, w tym boczne i kurtynowe
- system kontroli zjazdu i ruszania na wzniesieniu
- system automatycznego hamowania awaryjnego
- asystenta pasa ruchu
- kamerę cofania
- tylne czujniki parkowania
- światła do jazdy dziennej w technologii LED
- 10,25-calowy ekran dotykowy z obsługą Android Auto i Apple CarPlay
- tempomat
- dwustrefową automatyczną klimatyzację
- elektryczne szyby
- 17-calowe felgi aluminiowe
Do pełnego zimowego komfortu brakuje pakietu Winter z podgrzewanymi fotelami. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest on dostępny w tej wersji. Aby go otrzymać, trzeba wybrać wariant Adventure za 115 900 zł i dopłacić kolejne 5000 zł za pakiet.

Napęd poradzi sobie w trudnych warunkach
Pod maską Korando pracuje silnik 1.5 GDI Turbo o mocy 163 KM, połączony z sześciobiegową manualną skrzynią biegów. Wersja z automatem również jest dostępna, jednak wymaga dopłaty i kosztuje 111 980 zł. Jednostka współpracuje z napędem na cztery koła oraz selektorem trybów jazdy. Do dyspozycji kierowcy są tryby: śnieg, deszcz, bezdroża oraz jazda po asfalcie.
Prześwit wynosi 182 mm, co pozwala bez stresu poruszać się nie tylko po zaśnieżonych drogach, ale także w lekkim terenie.

Największą wadą Korando pozostaje wysokie zużycie paliwa. Producent deklaruje średnie spalanie na poziomie 8,2 litra na 100 km, jednak w realnych warunkach należy doliczyć około 2 litry, zwłaszcza podczas jazdy w zimowych warunkach, gdy napęd 4×4 pracuje intensywniej. W zamian samochód oferuje jednak trakcję i możliwości, których większość SUV-ów dostępnych w Polsce zwyczajnie nie jest w stanie zapewnić.
Źródło: motofilm.pl



