Gdy ten mały SUV pojawił się w polskich salonach, od razu zaczął się na niego boom. Polacy dosłownie rzucili się do kupowania, brali nawet egzemplarze stojące w salonach, mimo że musieli czekać na swoje auta kilka tygodni i godzić się z tym, że w tym czasie każdy będzie je oglądał i dotykał. Trudno się dziwić, bo 95 900 zł lub 105 900 zł to niemal ceny marzeń. W końcu miałem okazję nim pojeździć.
Toyota Yaris Cross rzeczywiście może się bać
Przyznam szczerze, że na żadne inne auto testowane w tym roku nie czekałem tak bardzo jak na Tiggo 4. Mam je dopiero od dwóch dni i jeszcze przez kilka kolejnych będę nim jeździł, więc na pełny test przyjdzie czas później, ale pierwszymi wrażeniami musiałem podzielić się już teraz. Gdy nadszedł mój termin, pojawiłem się w salonie najszybciej, jak tylko się dało, odebrałem kluczyki, wsiadłem do auta i ruszyłem w trasę. Od razu wybrałem autostradę, bo to właśnie tam, według niektórych opinii, napęd ma największe problemy.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Zanim jednak przejdziemy do wrażeń z jazdy, warto sprawdzić, co to auto oferuje. W wersji Prestige, do której zdecydowanie warto dopłacić 10 tys. zł (105 900 zł), mamy już praktycznie wszystko, co jest dostępne w tym modelu:
- pakiet 24 systemów ADAS
- zakrzywiony, podwójny ekran o przekątnej 24,6 cala
- cyfrowy zestaw wskaźników 12,3 cala
- bezprzewodowe Android Auto i Apple CarPlay
- reflektory LED
- dwustrefowa automatyczna klimatyzacja
- system bezkluczykowy
- przednie i tylne czujniki parkowania
- 17-calowe aluminiowe felgi
- tapicerka z ekologicznej skóry
- elektrycznie sterowany fotel kierowcy
- podgrzewane przednie fotele
- system kamer 540 stopni
- system audio z sześcioma głośnikami
- kierownica obszyta skórą ekologiczną
- przyciemniane tylne szyby
- ambientowe oświetlenie wnętrza
Na papierze auto przyciąga też bagażnikiem większym niż w Toyocie Yaris Cross. Oferuje 430 litrów pojemności, podczas gdy Toyota ma 397 litrów. I faktycznie, przestrzeni z tyłu nie brakuje, choć jedna rzecz w bagażniku mi się nie spodobała. Po prawej stronie podłoga ma wyraźną wypukłość na akumulator, przez co dużych walizek nie da się ułożyć idealnie na płasko, tylko pod kątem.

Jakość jest. Czasem lepsza niż w premium, czasem typowo chińska
Odpalając samochód i wrzucając wsteczny, żeby wyjechać z miejsca parkingowego, od razu zwróciłem uwagę na jakość kamer. Tego samego dnia oddawałem hybrydowe Audi A6 za prawie 400 tys. zł i niestety dla Niemców jakość obrazu w Chery jest lepsza niż w Audi. Brzmi absurdalnie, ale to fakt. Żałuję, że nie zrobiłem zdjęć kamer w Audi, ale każdy może pójść do salonu i sprawdzić to na własne oczy.

Chery Tiggo 4 jest też bardzo dobrze spasowane. Dotykałem wnętrza dosłownie wszędzie i oczywiście da się znaleźć twardsze elementy, ale w większości jest miękko i przyjemnie. Nie czułem się w tym aucie gorzej niż w Tiggo 7 czy Tiggo 8. Obsługa systemów jest intuicyjna, a do tego zachowano fizyczne przełączniki. Temperaturą steruje się prosto, choć trzeba uczciwie przyznać, że jak to w wielu chińskich autach bywa, czasem przy ustawieniu ciepła nawiew potrafi dmuchać chłodem. Doświadczyłem tego już wcześniej w Leapmotorze i NIO.

Nie miałem też poczucia, że to bardzo małe auto. Zresztą 4,32 m długości to nie są wymiary malucha. W środku jest sporo miejsca dla pasażerów, także na tylnej kanapie. Jeżdżąc z czteroipółletnim dzieckiem w foteliku, nie było mowy o kopaniu w przedni fotel. Fotel kierowcy na zdjęciu ustawiony jest pod wzrost 182 cm.
Z miasta wyjechałem na autostradę
W mieście Tiggo 4 sprawia bardzo dobre wrażenie. Wysoki prześwit pomaga na zniszczonych odcinkach dróg, a zawieszenie dobrze radzi sobie z dziurami. Nie usłyszałem żadnych niepokojących dźwięków, jak zdarzało się to w Omodzie 9. Auto przyspiesza żwawo, a 163-konny układ hybrydowy z bezstopniową skrzynią biegów na podstawie silnika 1.5 l świetnie czuje się do prędkości 110–120 km/h. Przyspieszenie do setki trwa 8,9 sekundy, czyli dokładnie tyle samo co we… flagowym SUV-ie Renault Rafale. Spalanie również jest niskie. Deklarowane 5,3 l na 100 km jest jak najbardziej realne, można zejść nawet do wartości 4,7-4,8 l na 100 km.

Znacznie gorzej robi się na autostradzie. Producent podaje prędkość maksymalną 150 km/h. Na zamkniętym odcinku testowym udało mi się uzyskać maksymalnie 157 km/h. Przy takich wartościach w kabinie robi się bardzo głośno. Prawdę mówiąc, najlepiej nie przekraczać 120 km/h, bo później silnik benzynowy pracuje na wysokich obrotach, spalanie rośnie do około 8 litrów, a komfort akustyczny drastycznie się pogarsza.
Przy wyższych prędkościach nie ma też mowy o pewnym prowadzeniu, na przykład przy szybkiej zmianie pasa. Układ kierowniczy ewidentnie zestrojono pod komfort, a nie dynamiczną jazdę. Przy bocznych podmuchach wiatru momentami czułem się po prostu niepewnie.
Rozumiem ten hype na małego SUV-a Chery
Jedna sam fakt, że Tiggo 4 nie lubi autostrad i jest głośne przy wysokich prędkościach, nie czyni go wyjątkiem. Toyota Yaris Cross zachowuje się bardzo podobnie. Subiektywnie jedynie Renault Captur z tej klasy najlepiej nadaje się na dłuższe trasy.

Od tego auta nie można oczekiwać wszystkiego. Jest wygodne, dobrze wykończone i bardzo pojemne. W mieście dynamiczne, z wysokim prześwitem, dzięki czemu krawężniki nie robią na nim wrażenia. Do tego wygląda naprawdę dobrze i absolutnie nie jak samochód za około 100 tys. zł. A jakość kamer to coś, czego w tej cenie zupełnie się nie spodziewałem. Zobaczymy, jakie będę miał o nim zdanie za kilka dni, po kolejnych 800 kilometrach, które planuję nim przejechać.
Źródło: motofilm.pl



