Zdarzało się już, że samochody stały w salonach po dwa albo trzy lata i nikt ich nie chciał. Najczęściej dotyczyło to modeli wyjątkowo słabo skonfigurowanych, zwykle z manualną skrzynią biegów, albo takich, za którymi ciągnie się zła historia. Wystarczy wspomnieć silniki PureTech koncernu Stellantis i całą masę takich pojazdów, o których zreszta pisałem. W tym przypadku nie ma ani jednego, ani drugiego problemu. To auto uchodzi za praktycznie bezawaryjne, ma automatyczną skrzynię biegów i kosztuje 65 900 zł. Pojawia się więc pytanie, o co tu właściwie chodzi?
Nowy samochód, który mentalnie zatrzymał się dekadę temu
U Japończyków w ostatnich latach sporo się zmieniło. Do oferty trafiły nowe modele, ale głównie są to konstrukcje bazujące na samochodach Renault. Jedynie Outlander pozostaje autorskim projektem i tylko na niego producent oferuje dłuższą 8-letnią gwarancję. Z katalogów wypadł też Space Star, który nigdy nie zdobył rynku.
Zobacz również
Problem w tym, że ten model oferowany jest od 2012 roku i od tamtej pory (poza liftingiem w 2019 roku) praktycznie się nie zmienił. Świat przez trzynaście lat poszedł mocno do przodu, więc po zajęciu miejsca za kierownicą łatwo odnieść wrażenie, że cofamy się w czasie o dobrą dekadę. Czy to jednak wada. To zależy od punktu widzenia.
Można stawiać na nowoczesne, niesprawdzone rozwiązania i później zastanawiać się, czy samochód dojedzie z punktu A do punktu B. Tutaj takich obaw nie ma praktycznie nikt. Silnik 1.2 to stara, prosta konstrukcja. Nie jest mocna, bo oferuje zaledwie 71 KM, ale odwdzięcza się spokojną eksploatacją i średnim spalaniem na poziomie około 6,5 litra na 100 km.

Ten konkretny egzemplarz współpracuje dodatkowo z automatyczną przekładnią CVT. To rozwiązanie dobrze znane chociażby z Toyoty. Skrzynia CVT działa inaczej niż klasyczny automat, dlatego przy mocniejszym wciśnięciu gazu silnik długo utrzymuje wysokie obroty, co objawia się charakterystycznym „wyciem”. Przy płynnej jeździe i delikatnej pracy pedałem przyspieszenia ten efekt praktycznie nie występuje.
Wyposażenie obejmuje najważniejsze elementy
Sprawdźmy więc, co faktycznie oferuje. Fajerwerków tu nie ma i przy tej cenie nikt rozsądny się ich nie spodziewa. Na pokładzie znajdziemy jednak wszystko, co niezbędne do codziennej jazdy.
- Zestaw głośnomówiący Bluetooth
- Stację multimedialną Intouch z 7 calowym ekranem dotykowym
- Bezprzewodowe Android Auto i Apple CarPlay
- Cztery głośniki
- Czołowe boczne i kurtynowe poduszki powietrzne
- Immobilizer
- System stabilizacji toru jazdy i kontroli trakcji
- System wspomagania ruszania na wzniesieniu
- Układ ABS i wspomaganie nagłego hamowania
- Komputer pokładowy
- Regulację wysokości kierownicy
- Wielofunkcyjną kierownicę obszytą skórą
- Skórzane obszycie gałki zmiany biegów
- Składaną tylną kanapę w proporcji 60 do 40
- Półkę bagażnika
- Podgrzewane lusterka zewnętrzne
- Regulację wysokości fotela kierowcy
- Elektryczne szyby przednie i tylne
- Klimatyzację manualną
- Zdalnie sterowany zamek centralny
- 14 calowe stalowe felgi
- Czujnik deszczu i zmierzchu
I właściwie tyle. Dla części kierowców takie wyposażenie to nawet zaleta. Im mniej elektroniki, tym mniej rzeczy, które mogą się zepsuć. Wsiadasz, wybierasz „D” i po prostu jedziesz. Bez komunikatów asystentów i bez stresu.

No to gdzie jest problem?
Pierwszym z nich jest rocznik. To egzemplarz z 2023 roku, więc formalnie zaraz będzie wchodził w czwarty rok życia. Przez cały ten czas stał w salonie i według deklaracji dealera ma przebieg 1 kilometra. Przez 3 lata nie doczekał się odpowiedniej promocji.
Drugi problem jest poważniejszy i nazywa się konkurencja. MG oferuje dziś MG3 w bogatej wersji wyposażenia Excite za 59 900 zł. Co prawda bez automatu, ale rocznik młodszy. Dacia również mocno obniżyła ceny, a Sandero za równe 60 tys. zł z 2025 roku wydaje się po prostu rozsądniejszym wyborem.

W tym kontekście 65 900 zł wciąż jest za wysoką kwotą. Gdyby cena spadła do poziomu 54 albo 55 tys. zł, a w idealnym scenariuszu do okolic 49 900 zł, ten samochód zniknąłby z salonu błyskawicznie. Dodatkowo mówiłaby o nim cała Polska, bo stałby się najtańszym nowym autem na rynku.
A gdyby jeszcze dodać, że ma automat i praktycznie się nie psuje, algorytmy naprawdę miałyby co kochać.
Źródło: motofilm.pl






