Nowa Kia przyciąga „tanim automatem” i długością jak Omoda 5. Jest niższa, żeby palić mniej, a mimo to ma większy bagażnik

Kia coraz śmielej rozwija swoją ofertę i już dawno nie stawia wyłącznie na elektryki. Najnowszy model udowadnia, że da się zaproponować tanią propozycję z automatem i dużym bagażnikiem.

Nie od dziś wiadomo, że SUV-y nie są mistrzami oszczędności. Wysoki prześwit sprawia, że auto ma trudniej przebić się przez powietrze, a to odbija się na spalaniu. Kia dobrze wie, że wielu kierowców patrzy na zużycie paliwa bardzo dokładnie, licząc każdą dziesiątą litra. Dlatego obok swoich SUV-ów proponuje model bardziej aerodynamiczny, zbliżony wymiarami do Omody 5, ale dzięki niższemu nadwoziu znacznie oszczędniejszy. I to mimo zastosowania silnika 1.6.

Ofensywa Kii trwa i nie dotyczy tylko samochodów elektrycznych

Faktem jest, że w ostatnich latach Koreańczycy postawili mocno na samochody elektryczne. Szybko jednak okazało się, że kierowcy chętniej wybierają klasyczne jednostki spalinowe, dlatego rozwój obu kierunków idzie dziś praktycznie równolegle. Najnowszy model, Kia K4, nie rezygnuje więc z silników benzynowych, choć jeszcze niedawno pojawiały się takie sugestie.

Choć to następca Ceeda, wyraźnie urósł. K4 mierzy 4440 mm długości i 1850 mm szerokości. Długością właściwie dorównuje Omodzie 5 (4447 mm), a szerokością jest nawet o 26 mm większy. W kwestii spalania kluczowa jest jednak wysokość auta. Kia jest niższa o 153 mm, dzięki czemu stawia powietrzu wyraźnie mniejszy opór.

Kia K4 - bok, fot. Kia
Kia K4 – bok, fot. Kia

Niższe nadwozie = niższe spalanie

Taki projekt ma konkretny cel: niższe zużycie paliwa, zwłaszcza przy prędkościach autostradowych. SUV-y, nie tylko Omoda 5, przy 140 km/h spalają często 9–10 litrów, bo walczą z oporem powietrza, mimo posiadania silnika 1.6.

Kia K4 również korzysta z 1.6 l o mocy 150 KM i 250 Nm, ale według katalogu spala od 6,3 do 6,9 litra na 100 km. I tu po prostu działa fizyka – niższe nadwozie oznacza mniejszy opór, więc auto potrzebuje mniej paliwa.

Kia K4, fot. Kia
Kia K4 – przód, fot. Kia

Wyposażenie wersji podstawowej obejmuje nawet automatyczną klimatyzację

Niektórych może zaskoczyć, że Kia K4 oferuje minimum 438 l bagażnika. Benzynowa Omoda 5, mimo że jest SUV-em, mieści jedynie 372 litry – różnica jest wyraźna.

A co oferuje podstawowa wersja K4 „M”? Oto wyposażenie:

  • System autonomicznego hamowania z funkcją wykrywania pojazdów, pieszych i rowerzystów oraz hamowania na skrzyżowaniach
  • Asystent utrzymania auta pośrodku pasa ruchu
  • 7 poduszek powietrznych, w tym centralna poduszka powietrzna
  • Kamera monitorująca poziom koncentracji kierowcy
  • Światła dzienne, mijania i drogowe LED
  • System bezkluczykowego dostępu Smart Key
  • System powiadamiania ratunkowego E-Call
  • Elektryczny hamulec postojowy z Auto Hold
  • Elektrycznie regulowane, składane i podgrzewane lusterka LED
  • Dwuramienna kierownica obszyta skórą syntetyczną
  • Potrójny zestaw ekranów: 4-calowy wyświetlacz zegarów, 5,3-calowy ekran klimatyzacji, 12,3-calowy ekran nawigacji
  • Bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, usługi Kia Connect
  • Kamera cofania
  • 16-calowe felgi aluminiowe
  • Przednie i tylne czujniki parkowania
  • Dwustrefowa klimatyzacja automatyczna
  • Tempomat aktywny z funkcją Stop & Go
  • Asystent jazdy po autostradzie (dla wersji DCT)
Kia K4 - tył, fot. Kia
Kia K4 – tył, fot. Kia

Najważniejsze, że automat wcale nie jest drogi

Kia K4 startuje od 107 490 zł, ale dotyczy to wersji benzynowej 1.0 z manualną skrzynią biegów. Odmiana z silnikiem 1.6 o mocy 150 KM i 7-biegową przekładnią automatyczną DCT kosztuje 116 490 zł, czyli niewiele więcej. Z rozmów z dilerami wynika, że da się jeszcze zejść z tej ceny o około 6–7 tys. zł. W takiej sytuacji K4 wypada naprawdę atrakcyjnie, zwłaszcza że Omoda 5 w podstawowej wersji Comfort kosztuje katalogowo 109 900 zł. Gwarancja jest identyczna – w obu przypadkach to 7 lat.

Źródło: motofilm.pl