Ma „chińską cenę”, a braki w wyposażeniu zamierza nadrobić silnikiem 2.0 o mocy 186 KM ze spalaniem 5,7 l/100 km

Podczas gdy większość marek kusi jak najlepszym wyposażeniem, wciąż są producenci, którzy stawiają na „podstawy”, takie jak mocny silnik o dużej pojemności.

Każdy producent samochodów próbuje dziś walczyć z chińską ekspansją na własnych zasadach. Jedni obniżają ceny do minimum w autach z litrowymi silnikami, licząc, że klienci się skuszą. Inni zachęcają bardzo bogatym wyposażeniem w cenie niemal podstawowej wersji. Mazda uznała, że za podobne pieniądze do chińskiej Omody 5 Hybrid zaoferuje znacznie większy silnik, który mimo to zużywa podobne ilości paliwa.

Japończycy z najlepszym argumentem dla tradycjonalistów

Istnieją kierowcy, którzy nie wyobrażają sobie jazdy samochodem z litrowym silnikiem. Z tego powodu taki Ford jest dla nich z góry skreślony, bo na przykład w Pumie, nawet w sportowej wersji ST, mamy dostępną wyłącznie jednostkę o pojemności… 1.0 l. Chińczycy dobrze wiedzą, że silnik musi mieć pojemność, która przyciągnie polskich klientów, dlatego poniżej 1.5 l po prostu nie schodzą. Rzadko jednak zdarza im się oferować coś większego niż 1.6 l, w przeciwieństwie do konkurencji. A jeśli już się na to decydują, jak w przypadku Bestune B70, spalanie jest gigantyczne.

Mazda uznała, że skoro Omoda 5 Hybrid kosztuje 119 500 zł i oferuje napęd hybrydowy oparty na silniku 1.5 l, który według danych producenta zużywa średnio 5,3 l paliwa na 100 km, to powalczy czymś zupełnie innym. Pod maską CX-30 znalazła się wolnossąca jednostka benzynowa o pojemności 2.0 l i mocy 186 KM. Co istotne, mówimy o bardzo podobnym poziomie kosztów, bo przed rabatami CX-30 wyceniona jest na 122 400 zł. Mimo znacznie większej pojemności silnika, zużycie paliwa pozostaje zbliżone i wynosi 5,7 l na 100 km.

Osiągi? Przyspieszenie do 100 km/h w Maździe CX-30 zajmuje 8,3 sekundy, a w Omodzie 5 Hybrid 7,9 sekundy. W praktyce ta różnica jest niemal nieodczuwalna dla przeciętnego kierowcy.

Mazda CX-30 - wnętrze, fot. Mazda
Mazda CX-30 – wnętrze, fot. Mazda

Wyposażenie. Tu Chińczycy mają przewagę

Chińscy producenci przyzwyczaili klientów do bardzo bogatego wyposażenia seryjnego i pod tym względem Mazda nie próbuje rywalizować. CX-30 jest oferowane w sześciu wersjach wyposażenia: Prime-Line, Centre-Line, Homura, Nagisa, Exclusive-Line oraz Takumi.

Najtańsza wersja Prime-Line oferuje m.in.:

  • centralny zamek
  • elektromechaniczny hamulec postojowy z funkcją Auto Hold
  • elektrycznie sterowane szyby przednie i tylne
  • manualną klimatyzację
  • system multimedialny Mazda Connect z ekranem 10,25 cala
  • dzieloną i składaną kanapę tylną w proporcji 40 do 60
  • oświetlenie bagażnika w technologii LED
  • podłokietnik
  • regulowaną kolumnę kierownicy
  • skórzaną kierownicę
  • automatyczne światła drogowe
  • tylne czujniki parkowania
  • reflektory LED
  • kamerę cofania
  • bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto
  • wyświetlacz head-up na przedniej szybie
  • sześć głośników
  • aluminiowe felgi 16 cali

To zestaw przyzwoity, ale wyraźnie brakuje elementów, które w chińskich samochodach często są już standardem. Nie ma podgrzewanych foteli ani systemu kamer 360 stopni. Dużym minusem dla części klientów może być również brak automatycznej skrzyni biegów w podstawowej wersji. Dopłata do automatu wynosi około 20 tys. zł. Warto jednak wiedzieć, że niektórzy zainteresowani celowo z niego rezygnują, znając jego przeciętną kulturę pracy.

2024 Mazda CX-30 Nagisa
2024 Mazda CX-30 Nagisa, fot. Mazda

Japończycy zdecydowanie nie próbują więc wygrać tej rywalizacji ekranami i gadżetami. Jej propozycja jest skierowana do kierowców, którzy wciąż cenią klasyczne rozwiązania i większą pojemność silnika, nawet jeśli oznacza to pewne kompromisy w kwestii wyposażenia.

Na koniec warto wspomnieć o praktycznym aspekcie. Mazda CX-30 oferuje bagażnik o pojemności 430 litrów. W Omodzie 5 Hybrid, ze względu na układ napędowy, przestrzeń bagażowa została ograniczona do 372 litrów. Dla rodzin i osób często podróżujących może to być argument nie do pominięcia.

Źródło: motofilm.pl