W sieci aż roi się od artykułów w stylu „nowa Skoda za 50 tys. zł” albo „nowa Dacia za mniej niż 30 tys. zł”. Problem polega na tym, że zawsze chodzi o samochody elektryczne i cenę po odjęciu dofinansowania w wysokości 40 tys. zł. Można się zastanawiać, dlaczego algorytmy w ogóle dopuszczają takie teksty do obiegu, skoro czytelnicy niepotrzebnie robią sobie tylko nadzieję. W praktyce maksymalnej kwoty dopłaty i tak nie otrzyma każdy. Do tego dochodzi fakt, że nie wszyscy chcą jeździć mało efektywnym samochodem elektrycznym. Dodatkowym problemem jest niepewność dotycząca przyszłości dopłat, ponieważ środki w programie szybko się kończą, a ryzyko złożenia wniosku i niewypłacenia pieniędzy staje się coraz bardziej realne. A gdyby tak po prostu wyjechać z salonu nowym samochodem za równe 60 tys. zł bez żadnych gwiazdek i dopisków?
Dacia Sandero przypomniała sobie, po co istnieje
Dacia przez lata była synonimem najtańszego nowego samochodu na rynku. Z czasem ceny zaczęły rosnąć wraz z coraz bogatszym wyposażeniem, aż nagle pojawili się Chińczycy i brutalnie przypomnieli, gdzie jest miejsce marki budżetowej. Efekt jest taki, że Sandero znów stało się autem dostępnym niemal dla każdego. I to bez napędu elektrycznego oraz bez instalacji gazowej, której wbrew pozorom wiele osób dziś nie chce.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Dacia obniżyła cenę Sandero do 56 699 zł przy wyborze firmowego finansowania lub do 60 tys. zł przy płatności gotówką. To oferta o tyle istotna, że dotyczy fabrycznie nowego egzemplarza z rocznika produkcji 2025. To nie są egzemplarze, które przeleżały dwa lata w magazynie, jak MG ZS, ani samochody pogradowe, jak w przypadku Jaecoo 7 Offroad.

W cenie są podgrzewane siedzenia
Dacia podzieliła gamę Sandero na trzy wersje wyposażenia: Essential, Expression oraz Journey. Oferta dotyczy tej pierwszej. Sprawdźmy, co znajduje się w standardzie:
- 15 calowe stalowe obręcze
- Tapicerka materiałowa w kolorze czarnym ze wstawkami denim
- System multimedialny Media Control z radiem DAB, dwoma głośnikami, Bluetooth, portem USB i aplikacją DMC
- Komputer pokładowy
- Zestaw wskaźników TFT 3,5 cala
- Fotel kierowcy z regulacją wzdłużną bez regulacji wysokości
- Szyby o wysokiej zdolności filtrującej
- Kluczyk z trzema przyciskami
- Elektrycznie sterowane szyby przednie
- Kierownica z regulacją wysokości
- Światła LED
- Światła do jazdy dziennej LED
- Regulator i ogranicznik prędkości
- System utrzymania pasa ruchu LKA
- Czujniki parkowania
- ESP z systemem wspomagania ruszania pod górę
- Podgrzewane siedzenia
- Poduszka powietrzna czołowa kierowcy
- Poduszka powietrzna czołowa pasażera
- Centralny zamek
- Aktywny system wspomagania nagłego hamowania z funkcją wykrywania pieszych i rowerzystów
Nie ma tu fajerwerków, ale dla kogoś, kto szuka po prostu małego samochodu do przemieszczania się z punktu A do punktu B, niczego nie powinno tu zabraknąć. Kierowca zimą nie zmarznie jak ja w elektryku bez pompy ciepła, bo Sandero ma nawet mocno grzane fotele. Są nowoczesne światła i czujniki parkowania, a w praktyce niewiele więcej potrzeba do codziennej jazdy. W bagażniku zmieści się 328 litrów bagażu, czyli więcej niż w konkurencyjnym MG3, które oferuje 293 litry.
Trzeba też odnotować, że ta konkretna oferta dotyczy egzemplarza polakierowanego kolorem Urban Grey. Standardowo lakier ten kosztuje 2500 zł, a w tym przypadku jest już wliczony w cenę. Co ciekawe, obecnie nie da się go zamówić w wersji Essential, a dopiero od poziomu Expression.

Silnik zaskakująco sprawnie sobie radzi
Jeśli zajrzymy pod maskę, zobaczymy silnik 1.0 TCe o mocy 100 KM i maksymalnym momencie obrotowym 200 Nm. Taka wartość w lekkim nadwoziu sprawdza się wręcz zaskakująco dobrze. Wystarczy spojrzeć na przyspieszenie do 100 km/h. Czas 9,7 sekundy jest lepszy niż w Omodzie 5 Comfort z silnikiem 1.5 o mocy 147 KM, która osiąga setkę w 10,1 sekundy. Prędkość maksymalna została standardowo ograniczona do 180 km/h.

Jeśli chodzi o zużycie paliwa, producent deklaruje średnią wartość 5,3 litra na 100 km. To na tyle niski wynik, że instalacja gazowa przestaje mieć większy sens dla kogoś, kto nie przejeżdża rocznie więcej niż 15-20 tys. km.
Dacia Sandero oficjalnie wróciła więc na tron wśród najtańszych nowych samochodów. Nie ma tu żadnych kruczków w stylu „cena z dofinansowaniem”. Płacisz równe 60 tys. zł i wyjeżdżasz z salonu pięciomiejscowym Sandero. I tak powinno być. Warto też dodać, że za podobne pieniądze można kupić nowego Fiata Pandę, ale tam do dyspozycji jest tylko 70 KM i różnicę w dynamice czuć od razu.
Źródło: motofilm.pl



