Czasami zdarza się, że samochody stoją w salonach po dwa lub trzy lata, czekając na klienta. Bywają też przypadki, gdy auto z zerowym przebiegiem nie sprzedaje się nawet przez cztery lata. Ta Mazda wkrótce dołączy do tej grupy, ponieważ po wejściu w 2026 rok formalnie stanie się już czteroletnim nowym samochodem. Dealer obniżył cenę katalogową o 57 tys. zł, ale to wciąż nie wystarczyło, by znaleźć nabywcę.
Japoński nie zawsze oznacza chodliwy
Przyjęło się, że japońskie samochody są dobre, bezawaryjne i dla wielu Polaków wręcz wymarzone. Jak to jednak bywa, również tutaj zdarzają się wyjątki. Mazdy w Polsce zazwyczaj sprzedają się bardzo dobrze. CX-60, mimo problemów z elektroniką, nie narzeka na brak popytu. Nowe CX-5, choć jeszcze oficjalnie nie trafiło do sprzedaży w Polsce, zebrało już setki zamówień składanych w ciemno. Jest jednak model, na który dealerzy patrzą dziś z wyraźnym zniechęceniem. Szczęśliwi są ci, którzy pożegnali się z nim odpowiednio wcześnie.
Zobacz również
Koreańskie kombi z automatem za 95 900 zł. Cena spadła o ponad 20 tys. zł przez przygodę w transporcie
Sprzedają więcej niż Lexus i Volvo razem wzięte i nie muszą walczyć dużymi rabatami. Oferta BMW wywołała burzę w sieci
Ma prawie 5 metrów i pali 5 litrów. Ten Lexus kosztuje jak Skoda Superb 2.0 TSI, a jest hybrydą z silnikiem 2.5Mowa o Maździe MX-30. Z pozoru to bardzo ciekawe i efektowne auto. Nie jest małe, bo mierzy dokładnie 4395 mm długości. Jest więc dłuższe na przykład od nowej Dacii Duster, która ma 4343 mm, ale też i od Omody 5 mierzącej 4373 mm. Jej charakterystycznym elementem są nietypowo otwierane drzwi. Przednie otwierają się klasycznie, a tylne do tyłu. Dzięki temu między rzędami siedzeń nie ma słupka, co wyraźnie ułatwia wsiadanie. Nawet bagażnik nie jest jakiś mały. Pojemność 311 litrów dla wielu użytkowników okaże się w zupełności wystarczająca.

Wyposażenie potrafi zaskoczyć
Mazda podzieliła gamę MX-30 na trzy wersje wyposażenia: Prime Line, Exclusive Line oraz Makoto. Oferowany egzemplarz to wersja podstawowa, co wcale nie oznacza ubogiego wyposażenia. Jako nowy samochód kosztował 157 900 zł i oferuje między innymi:
- Adaptacyjny tempomat
- System monitorowania martwego pola
- System monitorowania ruchu poprzecznego przy cofaniu
- Czujniki parkowania z przodu i z tyłu
- Kamerę cofania
- Automatyczną klimatyzację sterowaną ekranem dotykowym
- Elektrycznie regulowane lusterka boczne
- Czujnik deszczu i zmierzchu
- System multimedialny Mazda Connect z ekranem 8,8 cala
- Kolorowy wyświetlacz head up na przedniej szybie
- Cyfrowe zegary o przekątnej 7 cali
- 18 calowe felgi aluminiowe
- Przednie reflektory LED i tylne światła LED
- Skórzaną kierownicę i gałkę dźwigni zmiany biegów
Pod względem wyposażenia trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Nawet jakość materiałów stoi na wysokim poziomie, a spasowanie elementów jest wzorowe. Ergonomia także wypada bardzo dobrze. Menu zostało w pełni spolszczone, a producent oferuje sześć lat gwarancji. Dlaczego więc ten samochód wciąż nie znalazł właściciela?

Prawdziwy problem leży gdzie indziej
Mazda słynie z trwałych i dopracowanych jednostek napędowych. W tym przypadku również mamy do czynienia z dopracowaną konstrukcją, tyle że elektryczną. Sam silnik nie jest problemem. Generuje 145 KM i pozwala rozpędzić się do 100 km/h w 9,7 sekundy. To wynik całkiem przyzwoity, nawet lepszy niż w przypadku 147-konnej Omody 5, która potrzebuje na to 10,1 sekundy.
Prawdziwym problemem jest akumulator. Jego pojemność wynosi zaledwie 35,5 kWh, a średnie zużycie energii to około 17,9 kWh na 100 km. W efekcie maksymalny zasięg deklarowany przez producenta wynosi maksymalnie 200 km. W realnych warunkach jest to raczej 140 do 150 km. W praktyce oznacza to, że samochód niemal nie rozstaje się z ładowarką. Co gorsza, gdy już do niej trafi, ładuje się bardzo wolno, z maksymalną mocą 36 kW.

Taki zestaw praktycznie wyklucza MX 30 z użytkowania poza miastem. „A w samym mieście” konkurencja jest dziś ogromna. Na rynku dostępnych jest wiele elektryków kosztujących podobne pieniądze, ale oferujących znacznie lepszą efektywność. Przykładem może być Ford Puma Gen-E, który po uwzględnieniu dopłat kosztuje podobnie, a zużywa około 10 kWh na 100 km i oferuje realny zasięg bliższy 300 km niż 100 km. No i najważniejsze – ten egzemplarz MX-30 nie łapię się na dopłaty, bo dealer popełnił „błąd” i zarejestrował go na siebie.
Źródło: motofilm.pl



