Dłuższa od Omody 5 Mazda z rocznika 2023 wciąż stoi w salonie. Cena 99 900 zł nie zwiększyła zainteresowania

Samochody, które stoją w salonach po trzy lub cztery lata, zwykle mają jakiś problem. W przypadku głośnego Citroena C5X był to silnik. Ta Mazda nie zmaga się jednak z żadną wadą konstrukcyjną.

Czasami zdarza się, że samochody stoją w salonach po dwa lub trzy lata, czekając na klienta. Bywają też przypadki, gdy auto z zerowym przebiegiem nie sprzedaje się nawet przez cztery lata. Ta Mazda wkrótce dołączy do tej grupy, ponieważ po wejściu w 2026 rok formalnie stanie się już czteroletnim nowym samochodem. Dealer obniżył cenę katalogową o 57 tys. zł, ale to wciąż nie wystarczyło, by znaleźć nabywcę.

Japoński nie zawsze oznacza chodliwy

Przyjęło się, że japońskie samochody są dobre, bezawaryjne i dla wielu Polaków wręcz wymarzone. Jak to jednak bywa, również tutaj zdarzają się wyjątki. Mazdy w Polsce zazwyczaj sprzedają się bardzo dobrze. CX-60, mimo problemów z elektroniką, nie narzeka na brak popytu. Nowe CX-5, choć jeszcze oficjalnie nie trafiło do sprzedaży w Polsce, zebrało już setki zamówień składanych w ciemno. Jest jednak model, na który dealerzy patrzą dziś z wyraźnym zniechęceniem. Szczęśliwi są ci, którzy pożegnali się z nim odpowiednio wcześnie.

Mowa o Maździe MX-30. Z pozoru to bardzo ciekawe i efektowne auto. Nie jest małe, bo mierzy dokładnie 4395 mm długości. Jest więc dłuższe na przykład od nowej Dacii Duster, która ma 4343 mm, ale też i od Omody 5 mierzącej 4373 mm. Jej charakterystycznym elementem są nietypowo otwierane drzwi. Przednie otwierają się klasycznie, a tylne do tyłu. Dzięki temu między rzędami siedzeń nie ma słupka, co wyraźnie ułatwia wsiadanie. Nawet bagażnik nie jest jakiś mały. Pojemność 311 litrów dla wielu użytkowników okaże się w zupełności wystarczająca.

Mazda MX-30 - otwieranie drzwi, fot. Mazda
Mazda MX-30 – otwieranie drzwi, fot. Mazda

Wyposażenie potrafi zaskoczyć

Mazda podzieliła gamę MX-30 na trzy wersje wyposażenia: Prime Line, Exclusive Line oraz Makoto. Oferowany egzemplarz to wersja podstawowa, co wcale nie oznacza ubogiego wyposażenia. Jako nowy samochód kosztował 157 900 zł i oferuje między innymi:

  • Adaptacyjny tempomat
  • System monitorowania martwego pola
  • System monitorowania ruchu poprzecznego przy cofaniu
  • Czujniki parkowania z przodu i z tyłu
  • Kamerę cofania
  • Automatyczną klimatyzację sterowaną ekranem dotykowym
  • Elektrycznie regulowane lusterka boczne
  • Czujnik deszczu i zmierzchu
  • System multimedialny Mazda Connect z ekranem 8,8 cala
  • Kolorowy wyświetlacz head up na przedniej szybie
  • Cyfrowe zegary o przekątnej 7 cali
  • 18 calowe felgi aluminiowe
  • Przednie reflektory LED i tylne światła LED
  • Skórzaną kierownicę i gałkę dźwigni zmiany biegów

Pod względem wyposażenia trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Nawet jakość materiałów stoi na wysokim poziomie, a spasowanie elementów jest wzorowe. Ergonomia także wypada bardzo dobrze. Menu zostało w pełni spolszczone, a producent oferuje sześć lat gwarancji. Dlaczego więc ten samochód wciąż nie znalazł właściciela?

Mazda MX-30 - ekran dotykowy, fot. Mazda
Mazda MX-30 – ekran dotykowy, fot. Mazda

Prawdziwy problem leży gdzie indziej

Mazda słynie z trwałych i dopracowanych jednostek napędowych. W tym przypadku również mamy do czynienia z dopracowaną konstrukcją, tyle że elektryczną. Sam silnik nie jest problemem. Generuje 145 KM i pozwala rozpędzić się do 100 km/h w 9,7 sekundy. To wynik całkiem przyzwoity, nawet lepszy niż w przypadku 147-konnej Omody 5, która potrzebuje na to 10,1 sekundy.

Prawdziwym problemem jest akumulator. Jego pojemność wynosi zaledwie 35,5 kWh, a średnie zużycie energii to około 17,9 kWh na 100 km. W efekcie maksymalny zasięg deklarowany przez producenta wynosi maksymalnie 200 km. W realnych warunkach jest to raczej 140 do 150 km. W praktyce oznacza to, że samochód niemal nie rozstaje się z ładowarką. Co gorsza, gdy już do niej trafi, ładuje się bardzo wolno, z maksymalną mocą 36 kW.

Zrzut ekranu oferty na Mazdę MX-30 za 99 900 zł, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na Mazdę MX-30 za 99 900 zł, fot. motofilm.pl

Taki zestaw praktycznie wyklucza MX 30 z użytkowania poza miastem. „A w samym mieście” konkurencja jest dziś ogromna. Na rynku dostępnych jest wiele elektryków kosztujących podobne pieniądze, ale oferujących znacznie lepszą efektywność. Przykładem może być Ford Puma Gen-E, który po uwzględnieniu dopłat kosztuje podobnie, a zużywa około 10 kWh na 100 km i oferuje realny zasięg bliższy 300 km niż 100 km. No i najważniejsze – ten egzemplarz MX-30 nie łapię się na dopłaty, bo dealer popełnił „błąd” i zarejestrował go na siebie.

Źródło: motofilm.pl