Marki spoza Chin bardzo szybko redukują swoje cenniki. Nawet jeśli dotyczą one modeli, które są świeże. Nowy Hyundai Santa Fe właśnie do takich aut się zalicza. Jeszcze niedawno trzeba było mieć portfel z grubo ponad 200 tys. zł, żeby o nim myśleć, dziś wystarczy kwota bardzo bliska średniej ceny nowego samochodu.
Średnia cena sprzedaży nowego auta wzrosła o 1,8 procenta we wrześniu 2025 roku w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Według raportu z września 2025 r. wynosi ona 185 854 zł – i to właśnie do tej wartości Hyundai stara się dostosować cennik swojego rodzinnego SUV-a.
Zobacz również
Wyposażeniem nie trzeba się wstydzić nawet przed Chińczykami
Santa Fe piątej generacji produkowane jest od 2023 roku, więc to wciąż świeży model. Przynajmniej przez najbliższy rok nie powinno się w nim wiele zmienić, zwłaszcza że już podstawowa wersja Smart oferuje bardzo bogate wyposażenie, w tym:
- reflektory LED (MFR)
- felgi aluminiowe 18”
- dwustrefową klimatyzację automatyczną
- system multimedialny z 12,3-calowym ekranem dotykowym, Android Auto i Apple CarPlay
- tapicerkę materiałową
- przednie i tylne czujniki parkowania
- kamerę cofania z dynamicznymi liniami pomocniczymi
- podgrzewane fotele przednie
- podgrzewaną kierownicę
- ładowarkę bezprzewodową do smartfonów
- inteligentny tempomat z funkcją Stop&Go
- cyfrowe zegary z 4-calowym wyświetlaczem
- podsufitkę wykończoną miękką tkaniną
- klamki wewnętrzne w kolorze metalu
- nawiewy powietrza w drugim rzędzie
Problemem zawsze była cena. Do niedawna trzeba było dysponować kwotą nawet 209 900 zł, co skutecznie zniechęcało klientów. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Cennik promocyjny otwiera cena 189 900 zł. To zaledwie o ok. 4 tys. zł więcej niż średnia cena nowego auta w Polsce. Jednak trzeba dodać, że dilerzy często dorzucają coś od siebie — np. opony zimowe lub preferencyjne ubezpieczenie. W praktyce cena Santa Fe schodzi do wcześniej wspomnianej średniej. Zdecydowanie warto dopłacić 6000 zł do zielonego lakieru Ocado Green Pearl. Samochód wygląda wtedy po prostu obłędnie.

Hyundai Santa Fe to ponad 4,8-metrowy SUV
W porównaniu z chińskimi rywalami, jak Jaecoo 7, może wydawać się drogi. Tam za hybrydę plug-in trzeba zapłacić 153 tys. zł. Ale pod względem wymiarów i pojemności te auta są nieporównywalne. Santa Fe nowej generacji mierzy 4830 mm długości, czyli o ponad 30 cm więcej niż Jaecoo 7. Nawet w porównaniu z Baicem 7 (4745 mm długości, cena katalogowa 164 900 zł), Hyundai wypada lepiej.
Nie zawodzi też bagażnik. Za drugim rzędem siedzeń mamy 711 litrów pojemności. Dodatkowym atutem jest możliwość wyboru wersji 7-miejscowej, idealnej dla rodzin z nawet czwórką dzieci. Ładowność wynosi 735 kg, co spokojnie wystarcza dla siedmiu osób z bagażem. Dla porównania, w Baicu 7 to zaledwie 445 kg.
Silnik zapewnia bardzo dobre osiągi i niskie spalanie
Już w podstawowej wersji Hyundai stawia na napęd hybrydowy. Nie znajdziemy tu klasycznych jednostek benzynowych bez elektrycznego wsparcia. Producent uznał, że nie ma sensu oferować silników, które spalają po 12–13 litrów.
Pod maską pracuje 1,6-litrowy silnik z technologią HEV. To klasyczna, samodoładowująca się hybryda o mocy 215 KM i 265 Nm momentu obrotowego. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 9,6 sekundy, a prędkość maksymalna to 180 km/h.

Mimo prześwitu wynoszącego 177 mm, średnie spalanie to tylko 6,4 l/100 km, a emisja CO₂ — 145 g/km. Duża w tym zasługa 6-biegowej automatycznej skrzyni biegów, która działa płynnie i logicznie dobiera przełożenia.
Największy minus? Santa Fe chce być zbyt bezpieczne
Testowałem to auto już kilka razy. Za pierwszym razem zwróciłem uwagę na bardzo czułe systemy bezpieczeństwa — wystarczy na chwilę oderwać wzrok od drogi, nawet na ekran dotykowy, by wszystko zaczęło piszczeć. Z miesiąca na miesiąc Hyundai poprawia jednak działanie asystentów kolejnymi aktualizacjami i dziś jest już znacznie lepiej. Nadal jednak to jeden z prymusów w tej dziedzinie, a wyłączenie systemów wymaga chwili grzebania w menu.
Źródło: motofilm.pl






