Ten model zadebiutował na polskim rynku 6 października 2025 roku. Tak naprawdę dziennikarze motoryzacyjni nie zdążyli jeszcze rozpocząć testów, ale klienci już wiedzą swoje. Chery Tiggo 4 CSH ma ogromne predyspozycje, by zostać najchętniej wybieranym Chińczykiem w Polsce. W salonach dzieje się prawdziwe szaleństwo, a dealerzy zaraz nie będą nadążać z odbieraniem telefonów i drukowaniem kartek „sprzedany”.
Kartki „sprzedany” jeszcze wczoraj tu nie było
Tak się złożyło, że w ostatnim czasie testuję różne modele Chery, głównie Tiggo 7 i Tiggo 8. W związku z tym dość często bywam w salonie marki, zwykle w godzinach 11–13. Co widzę? Nieprawdopodobnie duży ruch. Klienci kierują swoją uwagę przede wszystkim na jeden model – Tiggo 4 CSH. Egzemplarz, który wczoraj mógł kupić każdy, następnego dnia ma już kartkę z napisem „sprzedany”. I choć nadal stoi w salonie, prawdopodobnie szybko z niego nie wyjedzie. Kupującemu najwyraźniej nie przeszkadza, że auto jest dotykane i otwierane setki razy.
Zobacz również
Dlaczego wszyscy chcą Tiggo 4 CSH?
Ze wszystkich modeli marek Chery, Omoda i Jaecoo to najtańszy i jednocześnie najbardziej ekonomiczny SUV. Dzięki układowi hybrydowemu opartemu na silniku 1.5 (CSH) średnie zużycie paliwa wynosi 5,3 litra, choć pierwsi właściciele już donoszą o wynikach nawet 4,5 litra przy łagodnym traktowaniu gazu. Do dyspozycji kierowcy jest 163 KM, co pozwala osiągnąć setkę w 8,9 sekundy.

W specyfikacji widnieje informacja o prędkości maksymalnej 150 km/h, ale Polakom to najwyraźniej nie przeszkadza. Zwłaszcza że niedługo za jazdę 180 km/h po ekspresówce może grozić więzienie.
Wyposażenie za 95 900 zł jest na bardzo wysokim poziomie
Chery daje naprawdę dużo w porównaniu z konkurencją, taką jak Toyota Yaris Cross. Już sam układ napędowy robi wrażenie, ale to wyposażenie dodatkowo napędza sprzedaż. W podstawowej wersji dostajemy:
- Pakiet 24 systemów ADAS
- Zakrzywiony, podwójny ekran 24,6 cala
- Cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 12,3 cala
- Bezprzewodową obsługę Android Auto i Apple CarPlay
- Reflektory LED
- Klimatyzację automatyczną, dwustrefową
- System bezkluczykowy
- Kamerę cofania
- Tylne czujniki parkowania
- 17-calowe obręcze kół ze stopów lekkich
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Tiggo 4 CSH oferuje 430 litrów pojemności bagażnika, a po złożeniu tylnych siedzeń 1190 litrów. Dla porównania, Seat Arona oferuje 400 litrów, a Toyota Yaris Cross 397 litrów. Tutaj dostajemy więc praktycznie najwięcej.
Znam bardzo dobrze chińskie samochody i wiem, że koncern Chery przykłada dużą wagę do jakości wykonania. Materiały są miękkie w dotyku, a spasowanie stoi na bardzo dobrym poziomie. Nie trzeba też dopłacać za lakier nadwozia ani za inne elementy. Można oczywiście wybrać bogatszą wersję za 105 900 zł, ale wielu klientów tego nie robi, bo nie zależy im na kamerze 540 stopni czy przednich czujnikach parkowania.

W 2026 roku to może być hit sprzedaży
Nie testowałem jeszcze Tiggo 4, podobnie jak większość dziennikarzy – na razie tylko w nim siedziałem. Miałem jednak do czynienia z Tiggo 7 i Tiggo 8 i wiem, czego się spodziewać. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie również inny tani hybrydowy Chińczyk – MG3 Hybrid+ – dlatego zupełnie nie dziwi mnie ten szał na „czwórkę”.
Tiggo 4 CSH wchodzi na teren takich aut jak Toyota Yaris Cross czy Renault Captur, które mogą mieć teraz poważny problem. Za znacznie słabszą Toyotę w minimalnej specyfikacji płacono podobno minimalnie 104 300 zł, choć to cena raczej widmo, realnie jest to 110 200 zł. Renault Captur kosztuje nawet mniej, bo 91 500 zł, ale nie oferuje aż tyle i nie wygląda tak dobrze jak „chińczyk”.
Czekają nas bardzo ciekawe miesiące. Do tej pory wśród klientów indywidualnych liderami rejestracji były Kia Sportage, Toyota C-HR i Yaris Cross. Patrząc jednak na to, co dzieje się w salonach – gdzie na wydanie auta testowego czekałem godzinę, bo kierownik serwisu był zajęty klientem zainteresowany nowym autem – przeczuwam prawdziwy bestseller 2026 roku.
Źródło: motofilm.pl






