Wielu kierowców szuka dziś auta, które na co dzień daje ciszę, spokój i pewność za kierownicą. Chińskie „superhybrydy” kuszą dużymi zasięgami w trybie EV, często o kilkadziesiąt kilometrów większymi niż u konkurencji, np. w Tucsonie, ale to tylko jedna strona medalu. W praktyce to właśnie pewna opcja dostępna w Hyundaiu robi największą różnicę, gdy pojawia się śnieg i mokra nawierzchnia. W takich warunkach prowadzi się stabilniej i daje kierowcy znacznie większe poczucie kontroli niż większość chińskich hybryd.
Cicha jazda do 70 km. A później brak stresu o zasięg
Hyundai Tucson PHEV potrafi przejechać do 71 km bez zużycia paliwa i aktualnie w wersji z napędem na przód jest objęty rabatem w wysokości 32 tys. zł. Dlaczego to propozycja warta uwagi? Bo przy codziennych dojazdach kilkadziesiąt kilometrów pokonasz bezgłośnie i bez emisji, a gdy trzeba ruszyć w trasę, auto płynnie przełącza się na silnik 1.6 T-GDI, działając jak klasyczna hybryda.
Zobacz również
Dla wielu kierowców to najbardziej logiczna konfiguracja: w mieście cisza i spokój, w trasie pełna swoboda, żadnego stresu o ładowanie i żadnych zmartwień o temperaturę czy zasięg zimą. Nic dziwnego, że PHEV-y są często wyborem tych, którzy nie chcą przechodzić na pełnego elektryka.

Teraz, przy cenie 174 300 zł, Tucson staje się realną alternatywą dla modeli takich jak Jaecoo 7 Super Hybrid czy MG HS PHEV, które do tej pory kusiły głównie ceną i wyposażeniem. Standardowo Tucson PHEV kosztuje 199 900 zł. Obniżka jest więc znacząca.
Co oferuje „podstawowy” Tucson?
Hybrydy plug-in Tucsona występują w wersjach SMART, EXECUTIVE, PLATINUM i N LINE. Promocja dotyczy również bazowej odmiany Smart, która… wcale nie jest taka „goła”. Na pokładzie znajdziemy m.in.:
- centralny zamek i alarm
- czujnik deszczu
- asystenta pasa ruchu (LFA), LKA oraz system DAW
- kamerę cofania + czujniki przód/tył
- asystenta unikania kolizji czołowych (FCA)
- monitorowanie martwego pola (BCA)
- system ostrzegania o ruchu poprzecznym (RCCA)
- łopatki zmiany biegów
- tempomat
- elektrochromatyczne lusterko
- 12,3-calowy ekran multimedialny z nawigacją, DAB, Android Auto i CarPlay
- ładowarkę indukcyjną
- dwustrefową klimatyzację automatyczną
- podgrzewane fotele i kierownicę
- 18-calowe felgi aluminiowe
- kompletny pakiet bezpieczeństwa (ABS, ESC, HAC, TSA, MCB)
- pełne oświetlenie LED
Warto dodać, że mimo napędu PHEV bagażnik wciąż oferuje 558 litrów – to więcej niż w wielu konkurencyjnych hybrydach, które tracą sporo miejsca przez baterię. Przykład? Jaecoo 7 w wersji benzynowej ma 564 litry, ale w hybrydowej już 500.
Tu Tucson wygrywa z chińskimi hybrydami „bez dyskusji”
Hybrydy plug-in z Chin mają jedną poważną wadę. W zdecydowanej większości przypadków napędzają wyłącznie przednią oś bez żadnej „szpery” i nawet opcjonalnej możliwości wyboru napędu AWD. Przy dużej mocy i natychmiastowej reakcji układu PHEV prowadzi to zimą do nieprzyjemnego poślizgu kół i zaburzonego poczucia stabilności. Nie trzeba nawet jakoś mocno wciskać gazu. Niezależni testerzy często zwracają na to uwagę. Choćby na poniżej załączonym materiale wideo (ustawionym od razu na moment, w którym o tym mowa):
W przypadku Tucsona za napęd AWD, trzeba dopłacić, ale mimo to jest taniej – 204 900 zł zamiast wcześniejszych 230 900 zł, czyli o 26 tys. zł mniej. A do tego nie ma obaw, że przód zacznie uciekać. Chińczycy też potrafią zrobić PHEV z AWD, czego przykładem jest Omoda 9 Super Hybrid. Tyle że wtedy takie auto kosztuje już więcej od Hyundaia, bo 219 900 zł.
Napęd Tucsona PHEV bazuje na połączeniu 1,6-litrowego turbodoładowanego silnika benzynowego z jednostką elektryczną, generując łącznie 288 KM. Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 7,5 sekundach.
Źródło: motofilm.pl






