W ostatnich miesiącach Chińczycy wypuszczają kolejne SUV-y jeden po drugim. Najtańsze wyglądają masywnie i solidnie, ale w praktyce często mają małe bagażniki i sporo palą. Tymczasem ta europejska propozycja to konstrukcja pewna, sprawdzona na rynku od 2016 roku. Oferuje bagażnik większy niż większość chińskich konkurentów i kosztuje nawet mniej. Nie jest jednak idealnie, bo w tej cenie jednej rzeczy nadal brakuje.
Seat udowadnia, że praktyczność może być sensownie wyceniona
Seat Ateca to jeden z najbardziej praktycznych i sprawdzonych SUV-ów. Prześwit 190 mm pozwala na bardzo wygodne zajmowanie miejsca, co doceniają przede wszystkim osoby starsze. Komfort wsiadania to także zasługa „pudełkowatego” nadwozia z wysoko poprowadzoną linią dachu. Dzięki temu nawet wysokie osoby z tyłu nie narzekają na przestrzeń nad głową. Dla porównania, prześwit Omody 5 wynosi 164 mm lub 145 mm dla wersji hybrydowej.
Zobacz również
I choć to konstrukcja mająca swoje lata, ma duży plus – dostępność części. W przypadku stłuczki albo jakiejkolwiek szkody części są dostępne od ręki. Przy chińskich modelach nie jest to takie oczywiste. Historie o pełnych magazynach wyglądają dobrze w reklamach, ale praktyka pokazuje, że dostępne są głównie podstawowe elementy. Gdy dojdzie do poważniejszego uszkodzenia, zaczyna się problem. Niestety Chińczycy potrzebują jeszcze wielu miesięcy na rynku, żeby poprawić te kwestie.

Ateca ma też inną dużą przewagę – bardzo przestronny bagażnik o pojemności 510 l. Omoda 5 oferuje około 440 l, a w hybrydzie około 370 l. Forthing T-Five ma 480 l, a największe MG HS – 507 l. Seat Ateca w każdym przypadku wygrywa. A co oferuje w zamian?
Seryjne wyposażenie najtańszej Ateci nie wymaga dokupywania
Patrząc na wyposażenie wersji za 95 800 zł, trudno mówić o poważnych brakach. Przypomnijmy, że najtańsza Omoda 5 kosztuje 109 900 zł, a Forthing T-Five 129 900 zł. Oto jej wyposażenie:
- system kontroli odstępu z funkcją hamowania awaryjnego
- system rozpoznawania zmęczenia
- ogranicznik prędkości
- system kontroli ciśnienia w oponach
- asystent podjazdu
- lane assist
- rozpoznawanie znaków drogowych
- czujniki parkowania
- system e-call
- 7 poduszek powietrznych
- klimatyzacja
- tempomat
- wirtualny kokpit
- czujnik deszczu
- automatyczne światła
- elektryczne szyby
- elektryczne lusterka
- centralny zamek
- 8,25-calowy ekran dotykowy
- pełne światła LED
- 16-calowe felgi aluminiowe
Silnik z wystarczającą dynamiką i niskim spalaniem. Jest jednak jeden „problem”
Pod maską najtańszej Ateci znajduje się 1.0-litrowy, trzycylindrowy silnik benzynowy TSI. Generuje moc 115 KM i 200 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Współpracuje z sześciobiegową manualną skrzynią biegów i napędem na przednie koła. I właśnie ten manual to pięta achillesowa Ateki, bo chińska konkurencja daje automaty. Jakie by one nie były, nie trzeba machać. Wielu klientów nie wyobraża sobie jazdy bez automatu. A gdyby taki dobrać do Ateci, trzeba dołożyć 30 tys. zł. Od razu dostaje się też silnik 1.5 o mocy 150 KM.

Na pocieszenie zostaje fakt, że Ateca 1.0 zużywa średnio 6,4 litra na 100 km, a emisja CO₂ wynosi 144 g/km według WLTP. Przyspiesza od 0 do 100 km/h w 11 s i osiąga 183 km/h. Chińskie propozycje często przekraczają 8–9 litrów i nie są dużo szybsze. 147-konna Omoda 5 również osiąga setkę powyżej 10 s.

Źródło: motofilm.pl






