Pedantycznie utrzymany młody Jeep w cenie nowego „chińczyka”. Łączy ich tak samo wysokie spalanie, ale odporny na wszystko jest tylko jeden

Gdy zestawimy nowe chińskie propozycje z solidnymi terenówkami z drugiej ręki, szybko okazuje się, że wybór wcale nie jest oczywisty. Bo owszem, Jeep Wrangler potrafi spalić 13 litrów, ale droższy i rodzinny Forthing U-Tour z małym silnikiem 1.5 starodawnej konstrukcji Mitsubishi potrafi… jeszcze więcej.

Mając do dyspozycji 140 tys. zł, można już trochę powybrzydzać. Za tę kwotę dostaniemy m.in. Jaecoo 7 z napędem AWD, MG HS ze 170-konnym silnikiem 1.5 i automatem, albo Forthinga U-tour. Można jednak zaskoczyć wszystkich i pójść w zupełnie inną stronę, wybierając z drugiej ręki prawdziwą rodzinną terenówkę, która zajedzie dalej niż jakikolwiek nowy chiński SUV.

Jeep Wrangler potaniał na przestrzeni lat

Jeep Wrangler to bez dwóch zdań jeden z najlepszych samochodów terenowych na świecie. Jego możliwości można określić praktycznie jako nieograniczone. Aktualnie mam okazję testować wersję hybrydową typu plug-in i muszę przyznać, że żaden chiński SUV z napędem 4×4 nie ma nawet 30% takich umiejętności jak ten Jeep. Problem w tym, że nowy kosztuje ogromne pieniądze – cennik startuje od 328 500 zł. Nawet przy sporych rabatach, które w salonach są udzielane, to ciągle za dużo dla większości kierowców.

Nie uważam jednak, że zakup nowego Wranglera to „must have”. Nowsze roczniki są naszpikowane obowiązkowymi systemami asystującymi, które potrafią irytować i za każdym razem trzeba je wyłączać. Modele z lat 2020–2022 wydają mi się najbardziej satysfakcjonującym wyborem – mają wszystko, co trzeba, a jednocześnie nic nie denerwuje. Tylko ile trzeba na to przygotować?

Jeep Wrangler - wnętrze, fot. Jeep
Jeep Wrangler – wnętrze, fot. Jeep

Z ciekawości przejrzałem rynek. Sprowadzane sztuki z USA zaczynają się od 85–95 tys. zł i można znaleźć naprawdę ładne egzemplarze. Osobiście jednak wolałbym dopłacić do auta krajowego, ze sprawdzoną oraz bezwypadkową historią. I takie też są. Jeden z właścicieli wystawił na sprzedaż limitowaną edycję Wranglera Night Eagle z 2020 roku. Samochód jest bezwypadkowy, pedantycznie utrzymany i ma zaledwie 99 tys. km przebiegu. Cena wywoławcza to 137 800 zł – prawdopodobnie do negocjacji. Jeszcze niedawno prawie tyle samo kosztowało nowe Jaecoo 7 w najuboższej wersji Urban z napędem na przód. To też znacznie mniej niż trzeba zapłacić za minivana w postaci Forthinga U-Tour (149 tys. zł) i akurat nie bez powodu będą go porównywał do Jeepa.

Tu dostajemy pewność, że zawsze dojedziemy do celu

Możliwości Jeepa w terenie nie da się porównać z możliwościami chińskich SUV-ów czy minivanów. To zupełnie inna liga, absolutna czołówka. Jedynym elementem, który łączy Wranglera z chińskimi propozycjami, jest… wysokie spalanie. 12–13 litrów to tutaj norma, podobnie jak w 177-konnym Forthingu U-Tour. Z tą różnicą, że tu mamy 2-litrowy silnik o mocy 272 KM, który pozwala przyspieszyć do setki w 8,6 sekundy oraz znacznie wyższy prześwit. I z tą różnicą, że Forthing nie pokazuje prawdy na komputerze pokładowym. Na autostradzie chińskie auta potrafią spalić ponad 16 litrów.

Jeep Wrangler - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Jeep Wrangler – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

A co z wyposażeniem Jeepa? Bardzo dobrze. Wrangler Night Eagle bazuje na bogatej wersji Sahara. Grill, światła przeciwmgielne oraz obudowy reflektorów są wykończone w błyszczącej czerni, podobnie jak emblematy „Jeep” i „4×4”. Całość stoi na 18-calowych czarnych felgach. Na pokładzie oprócz wygodnych skórzanych foteli znajdziemy m.in.:

  • nagłośnienie Alpine (9 głośników),
  • dwustrefową klimatyzację automatyczną
  • system multimedialny z ekranem 8,4 cala,
  • maty podłogowe odporne na każdą pogodę,
  • skórzaną kierownicę z szarymi przeszyciami,
  • Apple CarPlay i Android Auto.

Auto bez problemu sprawdzi się w rodzinie. Bagażnik ma 533 litry – więcej niż np. MG HS – a po złożeniu tylnych siedzeń przestrzeń rośnie do 1910 litrów.

Chińskie nowości przysłoniły ludziom rynek aut używanych

Prawda jest taka, że rynek używanych aut mocno cierpi przez wysyp nowych chińskich modeli. Część z nich można kupić za mniej niż 100 tys. zł, z naprawdę dobrymi finansowaniami, więc wielu kierowców przestało w ogóle rozglądać się za używkami. A warto o nich pamiętać, bo czasem można się mocno zdziwić, co da się kupić za pieniądze przeznaczone na takiego Forthinga.

Zrzut ekranu oferty na limitowanego Jeepa Wranglera, fot. motofilm.pl
Zrzut ekranu oferty na limitowanego Jeepa Wranglera, fot. motofilm.pl

Fakt – to ładnie wykończony samochód. Ale w praktyce w niemal żadnym aspekcie nie jest lepszy od 4–5-letniego Wranglera, nad którym pracowały całe zespoły inżynierów przez kilkadziesiąt ostatnich lat. No, może poza jednym: będzie cichszy przy prędkościach autostradowych. Poza tym i tak nie pojedzie szybciej, bo oba są ograniczone do 180 km/h. A gdy spadnie śnieg i pojawią się zaspy, albo trzeba będzie pojechać przez las, wybór auta jest oczywisty…

Źródło: motofilm.pl