Nie jest to najnowszy SUV, ale za to nie ma problemów z częściami. Za 101 700 zł wyjedziesz z salonu

Wśród kompaktowych SUV-ów nadal trafiają się auta, które zamiast fajerwerków stawiają na sprawdzoną konstrukcję i święty spokój za kierownicą. Jednym z takich pewniaków jest Skoda Karoq.

Nie każdy potrzebuje gonić za najnowszymi technologiami czy kupować możliwie najświeższy model. Wiele osób szuka po prostu sprawdzonego samochodu, który nie będzie generował problemów. Jedno z takich aut Skoda wciąż trzyma w swojej ofercie. Choć nie jest to konstrukcja pierwszej młodości — i zdążyła już nieco spowszednieć — odwdzięcza się bezproblemową eksploatacją. Dodatkowo, w przeciwieństwie do wielu chińskich propozycji, wszystkie części są dostępne praktycznie od ręki.

Skoda Karoq to stary, dobry znajomy. Dziś można go kupić z atrakcyjnym rabatem

Trudno w to uwierzyć, ale Karoq ma już 8 lat, a lada moment skończy 9. Model zaprezentowano w maju 2017 roku i od tamtego czasu pozostaje jedną z najchętniej wybieranych Skód. Nic dziwnego, bo walczy w niezwykle popularnym segmencie kompaktowych SUV-ów, a dodatkowo zastąpił uwielbiane przez klientów Yeti.

Mimo upływu czasu, kolejne liftingi pozwoliły utrzymać aktualność w kwestii systemów bezpieczeństwa i wyglądu. Nie jest to może najładniejszy samochód, ale za to solidny i sprawdzony. W razie stłuczki — nawet poważniejszej — części zamienne są dostępne niemal natychmiast. Tymczasem w przypadku wielu chińskich marek, mimo magazynów, problemy z dostępnością wciąż są normą. Użytkownicy modeli MG czy Omoda sygnalizują to regularnie na forach, a lekko uszkodzone egzemplarze często pojawiają się w bardzo atrakcyjnych cenach właśnie z tego powodu.

Skoda Karoq
Skoda Karoq – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Najtańszego Karoqa można dziś kupić za 101 700 zł. Warto sprawdzić, co oferuje w tej cenie, bo wbrew pozorom wcale nie jest tak „goły”, jak niektórzy myślą. Oto wybrane elementy wyposażenia standardowego wariantu Essence:

  • obręcze stalowe 16”
  • dwuramienna kierownica wielofunkcyjna
  • reflektory LED Basic
  • Light & Rain Assist (czujnik deszczu i zmierzchu)
  • czujniki parkowania z tyłu z Manoeuvre Assist
  • jednostrefowa klimatyzacja automatyczna
  • SmartLink z połączeniem bezprzewodowym
  • ogranicznik prędkości
  • elektromechaniczny hamulec postojowy z funkcją Auto Hold
  • Front Assist – kontrola odstępu z funkcją awaryjnego hamowania
  • elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka boczne
  • rozpoznawanie znaków drogowych
  • Lane Assist

Oczywiście stalowe obręcze wielu wciąż uznaje za nieporozumienie. Szczególnie, że żaden chiński SUV nie jest na nich oferowany. Z drugiej strony Skoda trzyma je w ofercie, bo część klientów zwyczajnie je woli. Powód jest prosty: choć auto wygląda gorzej, to jest bardziej praktyczne. Nie trzeba martwić się o felgi przy manewrowaniu w pobliżu krawężników, a koła zawsze można wymienić. Warto też zwrócić uwagę, że Karoq ma automatyczną klimatyzację, podczas gdy w Omodzie 5 w najtańszej wersji za 109 900 zł nadal znajdziemy tylko manualną, podobnie jak w wielu najtańszych modelach grupy Stellantis.

Silnik trzycylindrowy zadowoli się niewielką ilością paliwa

Silnik 1.0 o mocy 115 KM nie brzmi imponująco, ale 10,3 sekundy do 100 km/h to wcale nie tak mało, zwłaszcza na tle konkurencji. Omoda 5 Comfort z automatem osiąga setkę w 10,2 sekundy — różnica 0,1–0,2 s jest dla kierowcy całkowicie niewyczuwalna. Jednocześnie chiński SUV zużywa co najmniej 7,5 l/100 km, podczas gdy Karoq potrafi zejść do około 5,7 l/100 km. Emituje przy tym 130 g/km CO₂.

Skoda Karoq
Skoda Karoq – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Aby mieć pod maską mocniejszy silnik 1.5 o mocy 150 KM, trzeba już sporo dopłacić. Najtańsza wersja kosztuje 124 200 zł, co wynika także z tego, że otrzymujemy lepiej wyposażony wariant Selection. Wtedy dostajemy m.in. tempomat, dwustrefową klimatyzację, bezkluczykowy dostęp czy 17-calowe felgi.

Nie ma jednak sensu dopłacać do 1.5 wyłącznie z myślą, że „1.0 nie da sobie rady”. W mieście litrowy motor sprawdza się naprawdę dobrze. Różnica na trasie jest odczuwalna głównie przy jeździe autostradowej od 120–130 km/h. Dopłata ma sens tylko wtedy, jeśli regularnie pokonujesz dłuższe odcinki między miastami. W innym przypadku — to zwyczajna strata pieniędzy.

Źródło: motofilm.pl